Reklama

Jolka do garów, Wiolka do TV

04/05/2011 13:18
Czy piękno zewnętrzne może nas uszczęśliwić? Czy pomoże dostać pracę, znaleźć miłość? Twórcy spektaklu Beauty 3.0 odpowiadają, że nie. Na scenie w „Piekiełku” trzy pokolenia kobiet torturują widza swoimi lękami, niespełnieniem, żalem za utraconymi szansami. Spektakl ku przestrodze dla wszystkich, żeby zamiast oglądać telenowele w telewizji, marzyć o operacji plastycznej nieco krzywego nosa, czekać bezczynnie na odmianę życia, docenili to, co mają i przestali pogrążać się w sztucznie kreowanej rzeczywistości.
Przedstawienie zostało zrealizowane na podstawie tekstu Iwony Kusiak. Sztukę wybrano podczas odbywających się w teatrze spotkań, na których nasi aktorzy czytali współczesne dramaty. Reżyserii podjął się Rafał Matusz. Scenografię i kostiumy wymyśliła Dorota Cempura, przenosząc widza w głąb jeszcze socjalistycznego wystroju mieszkania, z ciemną boazerią na ścianach, gdzie mieszkają trzy pokolenia kobiet: babcia (w tej roli Hanna Zientara), matka (Dorota Cempura) i dwie siostry – Jolka, marząca o miłości i własnym zakładzie kosmetycznym (Magda Tomaszewska) i Wiola (Katarzyna Anzorge) – brzydka prymuska. Bohaterki poznajemy w chwili, gdy na ekranie telewizora, ważnego i niezastąpionego członka rodziny, oglądają przemianę Wioli, której udało się to, co jest podobno marzeniem tysięcy kobiet – udział w programie telewizyjnym proponującym za pomocą operacji chirurgicznych całkowitą przemianę nieurodziwych uczestniczek w piękności. Współczesna wersja bajki o Kopciuszku.
Wiola wraca do rodzinnego miasta zamieniona w piękną kobietę. Cała rodzina czeka teraz na wielką odmianę w jej życiu. Z takim wyglądem na pewno znajdziesz fantastyczną pracę – cieszy się matka. A ten chłopak, który tak ci się kiedyś podobał, teraz cię zauważy – dodaje otuchy siostra. Ale czy wystarczy zmienić ciało, aby móc zmienić rzeczywistość? Czy całkowita metamorfoza wyglądu zewnętrznego nie jest ingerencją w naszą tożsamość? Czy osoba, którą widzę w lustrze, to jeszcze ja? Z tymi pytaniami musi się zmierzyć szczęśliwa uczestniczka telewizyjnej ułudy (dobra i odważna w tej roli Katarzyna Anzorge). Bilans zysków jest dość przerażający.
Nie bardziej szczęśliwa jest matka, która miała w życiu „szansę”– koronę Miss Mazowsza, ale nie potrafiła jej wykorzystać. Dobrze wypadła zwłaszcza scena, w której Dorota Cempura wspomina dawne podróże z zapomnianą teraz i nieużywaną walizką. Przekonywująco zagrała swoją postać Magda Tomaszewska – żywy stereotyp „Mariolki w białych kozaczkach”, marząca o wielkiej miłości i małej stabilizacji. Uparta, krnąbrna, a jednak zajmująca się starą babcią, cierpliwie prowadzająca ją do przychodni. A wizyty w przychodni powinny być przeznaczone dla samobójców – mówi w świetnym monologu Hanna Zientara. Wystarczy popatrzeć na twarze ludzi siedzących w kolejkach, na tych znudzonych lekarzy i niesympatyczne pielęgniarki, żeby od razu stracić ochotę do życia. Dobrze, że w życiu zdarza się miłość, która ratuje nas od śmierci.
Spektakl Beauty 3.0 nie jest ani zabawny, ani optymistyczny. Pokazuje, że metamorfoza ciała nie jest równoznaczna z metamorfozą duszy. Likwiduje zewnętrzne niedoskonałości, ale nie lęki, obawy, problemy. Co więcej, może mieć przerażające skutki.
Lena Szatkowska
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości