Według legendy, zapoczątkował je św. Franciszek, umieszczając wokół klasztoru wiatę z sianem, gdzie Dzieciątku asystowały żywe zwierzęta, do czego dzisiaj się znowu wraca.Ten stary zwyczaj wiąże się ze świętami Bożego Narodzenia. Wielofiguralne sceny, przedstawiające narodziny Chrystusa, ustawiane w kościołach katolickich, funkcjonowały do Trzech Króli lub do Matki Boskiej Gromnicznej (2 lutego). Na początku rozwoju szopki, Dzieciątko wystrugane z drewna, adorowane było przez nieruchome figury, z biegiem czasu ich miejsce zajęły figurki poruszane mechanicznie. - Tradycyjna forma szopki to prosty budynek, na wzór szopy, w której narodził się Chrystus. Budyneczek ów bywa rozmaicie rozwiązany plastycznie: od prostej skrzynki oklejonej papierem po drewniany domek, przypominający wiejskie chałupy lub nawet formy fantazyjne, nawiązujące do architektury kościołów i pałaców. Rozwiązania te znajdujemy na XIX-wiecznych ilustracjach – mówi dr Tadeusz Baraniuk, etnograf z Muzeum Mazowieckiego. Przy żłobku gromadziły się postacie znane z tradycji religijnej: święci, Maryja i Józef, Trzej Królowie, pasterze i bydlątka, ale także figurki Heroda, diabła, śmierci, nawet pana Twardowskiego, Żyda, krakowiaków lub górali w strojach ludowych. W kolejnych epokach była to zawsze próba nie tylko rekonstrukcji historii, ale również jej uwspółcześnienia. Prezentowane na wystawie w Spichlerzu szopki, pochodzą ze zbiorów Muzeum Etnograficznego w Toruniu oraz Muzeum Mazowieckiego w Płocku. Można je podzielić na kilka typów. Są więc autentyczne, z którymi niegdyś występowano w obchodach kolędniczych. W kolekcji Muzeum Mazowieckiego znajduje się szopka, z którą chodził po domach kolędnik, dźwigając ją na plecach. To swoisty aktor szopkarz, który po otwarciu skrzyni rozpoczynał przedstawienie, wprawiając w ruch figurki, przedstawiające często płockich mieszczan. Można by go określić mianem aktora lalkarza, opowiadającego całą historię, komentującego to, co się wydarzyło w szopce. Być może, ten sam szopkarz (często bezrobotny), innym razem już bez skrzynki, ale za to w kostiumach, tworzył grupę wędrownych kolędników, która w okresie Bożego Narodzenia chodziła po wsiach „z Herodem”. Po zakończeniu przedstawienia jedna z figur kłaniała się mówiąc: Jestem Florek, proszę we worek. Był to czytelny sygnał, że trzeba zapłacić za przedstawienie wędrownemu szopkarzowi. Są na ekspozycji szopki architektoniczne ze statycznymi figurkami typu jasełkowego, wykonywane przez rzeźbiarzy ludowych. Jedną z najciekawszych, wystruganą z jednego kawałka drewna jest szopka Jana Krajewskiego z Zawidza. Ciekawe kompozycje szopkowe tworzyli: Władysław Wójcik z Sierpca i Andrzej Wojtczak z Kutna. Na przedstawieniu Antoniego Kamińskiego postacie stoją warstwowo a dzieciątku towarzyszy chór aniołów. Przyciągają wzrok zwiedzających misteryjne, piękne szopki krakowskie, fantazyjnie łączące Narodziny w Betlejem z zabytkową architekturą Krakowa. W 1937 r., gdy zwyczaj kolędowania w Krakowie już ginął, zaczęto ogłaszać konkursy na najpiękniejszą szopkę krakowską – czasami miniaturową, czasami osiągającą wysokość 2,5 metra. W szopce krakowskiej zabytkowa architektura miasta przetwarzana jest fantazyjne, w kunsztownie opracowane i podświetlane kompozycje. Ta ekspozycja będzie niewątpliwie znakomitym materiałem dla lekcji szkolnych z różnych dziedzin, co potwierdziły swoimi zachwytami asystujące nam przy zwiedzaniu dzieci ze Szkoły Podstawowej nr 3. (lesz) Fot. DarO
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze