Takiego wejścia dawno nie miał żaden nowy zawodnik ORLEN Wisły. Marcel Jastrzębski - mało znany, młody i niedoświadczony bramkarz pokazał na parkiecie, że jest w stanie wziąć na swoje barki ciężar gry i doprowadzić swoją drużynę do zwycięstwa, także w meczu przeciwko utytułowanemu przeciwnikowi, jakim bez wątpienia jest SC Magdeburg.
Jastrzębski jest wychowankiem Chrobrego Głogów, a od sezonu 2019/2020 był bramkarzem SMS ZPRP Kielce. Został też reprezentantem Polski. Dołączył do ORLEN Wisły Płock od sezonu 2022/2023. Podpisał z SPR trzyletni kontrakt z możliwością przedłużenia go o kolejne dwa sezony.
Już w swoim pierwszym sezonie zawodnik świetnie spisywał się w Superlidze i Lidze Mistrzów, w których dopiero co zadebiutował, a także w seniorskiej reprezentacji Polski.
A takiego debiutu krajowa piłka ręczna dawno nie odnotowała. Zresztą, co tu dużo mówić, mało kto się go spodziewał. Owszem, zawodnik ma predyspozycje, talent i wiarę w swoje możliwości, ale od tego do udanego występu na parkiecie jest jeszcze bardzo daleka droga.
Kiedy w 17. min meczu 11. kolejki fazy grupowej Ligi Mistrzów z SC Magdeburg trener wystawił Marcela Jastrzębskiego w miejsce Ignatio Bioski, wielu kibiców miało nietęgie miny. Oto po raz kolejny nasz bramkarz nie będzie dorównywać reszcie drużyny i nie da sobie rady z doskonałymi rzutami rywali.
Jednak z minuty na minutę okazywało się, że decyzja trenera, prawdopodobnie Marcina Wicharego, była słuszna. Jastrzębski jak nikt inny szybko opanował nerwy i z każdą minutą stawał się bohaterem drużyny i całego spotkania.
Warto w tym miejscu przypomnieć, że już do przerwy Nafciarze prowadzili 14:10, a potem nie dali sobie wydrzeć zwycięstwa. Odrobinę gorzej było ze zdobywaniem bramek, ale za to Marcel opuszczał tego dnia parkiet nie tylko przy ogłuszających oklaskach kibiców, lecz trafił także do najlepszej siódemki kolejki. I to się nazywa wejście smoka!
Jastrzębski zaistniał po tym spotkaniu w seniorskiej piłce ręcznej, a po rozegraniu kilku dobrych, zakończonych wręczeniem bramkarzowi nagrody dla MVP meczów dostał powołanie do reprezentacji Polski. I tam również radził sobie dobrze.
Marcel zdobył już sporo doświadczenia, ale nadal jest młodziutkim bramkarzem, który ma przed sobą całą swoją karierę. Zapewnia, że piłkę ręczną pokochał praktycznie od pierwszego z nią kontaktu. Zaczął trenować już w dzieciństwie, a teraz spełnia swoje marzenie – gra w najwyższej klasie rozgrywkowej w kraju, w Lidze Mistrzów i w reprezentacji Polski.
Jest młody, a przy tym bardzo skromny. Nie sądził, że to, co my nazywamy sukcesem, a on kolejnym krokiem w karierze, przyjdzie tak szybko. - Myślę, że nikt się tego nie spodziewał, nawet ja sam – zapewnia.
Zawodnik zdaje sobie sprawę z tego, jak dużo jeszcze przed nim pracy. Wcale też nie uważa, że miejsce między słupkami wywalczył sobie już na stałe. Po prostu broni i nie zastanawia się, jak to robi. - Nie tylko w tych najważniejszych meczach – w innych jest tak samo. Jak są emocje i koncentracja, to zapomina się o wszystkim. Jestem wtedy tylko ja i przeciwnik – podkreśla Marcel.
Na pytanie, jak trafił do Płocka, odpowiada: - Skontaktował się ze mną Marcin Wichary. Długo rozmawialiśmy i później przyjechałem na testy do Płocka. Przyjechał i już został, a potem wiele się zadziało.
Marcel potwierdza, że ten sezon jest bardzo intensywny. - Jest dużo nowości, nic tylko brać i uczyć się, zdobywać doświadczenie. Zdradza też, że w wolnym czasie (choć takich chwil nie jest zbyt wiele) lubi spędzać czas ze znajomymi, czytać książki oraz oglądać seriale.
Nie jest zainteresowany całym zgiełkiem wokół niego. Nie zastanawia się, jaki będzie następny i jeszcze kolejny sezon w jego karierze. - Jestem teraz w Płocku i skupiam się na tym, aby grać i się rozwijać – ucina wszelkie dyskusje na ten temat Marcel Jastrzębski.
Jola Marciniak
Fot. D. Ossowski
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze