– To jest taka szorstka, trudna przyjaźń. Czasem człowiek czeka na wyrazy uznania, nie otrzyma ich, czasem publiczność odpływa od teatru, czasem przychodzi, ale ciągle istnieje i wiem, że teatr ten jest potrzebny w naszym mieście i w naszym regionie i za to wam, widzowie, chciałem podziękować – mówił ze sceny Marek Mokrowiecki. Aktor, reżyser, od 25 lat – dyrektor Teatru im. Jerzego Szaniawskiego w Płocku, obchodził jubileusz 50-lecia pracy artystycznej. Przygotowany, jak przekonywał, bez jego wiedzy i zgody, był częścią przesuniętego na kwiecień Międzynarodowego Dnia Teatru. Odbył się po premierowym spektaklu Wujaszka Wani, przed wręczeniem dorocznych nagród Płockiego Towarzystwa Przyjaciół Teatru. I chociaż Mokrowiecki w rozmowie z „Tygodnikiem Płockim” obiecywał, że nie będzie benefisu, na szczęście słowa nie dotrzymał.
GALERIA ZDJĘĆ Z WYDARZENIA Wyraźnie wzruszony dyrektor podkreślał, że do wczoraj nic nie wiedział o tym, że koledzy z zespołu szykują mu uroczyste obchody obu jubileuszy. Po premierowym spektaklu Czechowa na scenie stanęły: podbity aksamitem tron i kosze kwiatów, a beneficjenta namawiano do zajęcia honorowego miejsca. Ten wolał jednak drewniany stołeczek niani – element scenografii z Wujaszka Wani. Posadzenie „Mokrego” na tronie udało się dopiero Tomaszowi Grochoczyńskiemu. – Koledzy mogą zaświadczyć, jak straszliwą awanturę zrobiłem im w swoim gabinecie, gdy się o tym dowiedziałem – mówił Mokrowiecki, który w roku 250-lecia istnienia teatru publicznego w Polsce świętował jubileusz 50-lecia pracy artystycznej oraz 25-lecia kierowania płocką sceną.
Lena Szatkowska
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze