Reklama

Jak się poprawi, może oddadzą jej synów! - Matczyna tragedia

17/05/2001 13:19
Po południu 7 maja br. Iwona S. wybrała się ze swoimi dziećmi: 1,5-rocznym Gabrysiem i 6-letnim Adasiem do sąsiadki. W trakcie wizyty w drzwiach pojawił się dzielnicowy. - Mamy nakaz sądu. Zabieramy dzieci do Ośrodka Opiekuńczo-Wychowawczego. Ubieraj się, to je odwieziesz.Kobieta była zszokowana. Wciąż pytała dlaczego. Żadnego słowa więcej nie była w stanie wydobyć ze ściśniętego gardła. Zasłaniała ciałem spokojnie bawiące się do tej pory dzieci. - Nie zabierajcie nam Adasia. Zostawcie ich, przecież nic wam nie zrobiliśmy - krzyczały zapłakane dzieci sąsiadki. Wiedziały, że za chwilę będą się musiały rozstać. Kobiety protestowały. Wtedy zagrożono matce, że dzieci zostaną odebrane siłą. Na dole przed klatką czekali opiekunowie z Ośrodka...Iwona S. nie może się otrząsnąć z tragedii. Siedzi w pustym mieszkaniu i tęskni za dziećmi. Nie wie dlaczego to wszystko się stało. Zastanawia się, kto miał na celu rozdzielenie jej rodziny. Zresztą nie to jest ważne. Kobieta chce, by synowie do niej wrócili, bo miejsce dziecka jest przy matce. Nie może się pogodzić z fatalnym splotem wydarzeń. - Właśnie teraz miałam zacząć wszystko od początku. Miało być dobrze... - mówi samotna matka.Chciała mieć normalną rodzinę Z obecnym mężem związała się trzy lata temu. Chciała mieć normalną rodzinę. - Sama nie zaznałam ciepła rodzinnego, chciałam je jednak dać swoim dzieciom. Przecież to ważne, by dzieci wychowywały się z ojcem - udowadnia kobieta. Miłość często okazuje się ślepa, a nasze wybory chybione. Mąż Iwony S. to kryminalista. Życie z nim jest ciężkie. Mieszkanie Iwony przestało być jej domem. Odbywały się tu libacje alkoholowe, dochodziło do awantur. Matka, jeśli tylko mogła, w tym czasie wychodziła z domu, albo uciekała z dziećmi do sąsiadki. Wkrótce to uciążliwe towarzystwo zaczęło przeszkadzać również sąsiadom. Nie ma się czemu dziwić. W domu przesiadywali mężczyźni, znani ze swych wybryków płockiej policji. - Dobre chwile w naszym małżeństwie trwały krótko. Mąż mnie przepraszał, obiecywał że się poprawi, po czym dochodziło po tygodniu do kolejnych kłótni i rękoczynów. Bił mnie, byłam też zgwałcona - opowiada swoje smutne dzieje kobieta.Do mieszkania, mieszczącego się na osiedlu Wielka Płyta przyjeżdżała na interwencje policja. Iwona S., będąc ofiarą przemocy często słyszała "dobre rady", by w razie sytuacji kryzysowej nie odzywała się do męża, wtedy być może nie będzie jej bił. I tak dzień za dniem. Znikąd pomocy, a tym bardziej współczucia. Kobieta 3 lata temu zdecydowała się założyć Niebieską Kartę. Niewiele się od tej pory zmieniło. Postanowiła jednak skończyć z podłym życiem. Mąż za kratki, dzieci z domu- Miałam wszystkiego dosyć. Wielokrotnie zgłaszałam policji, że u mnie w domu przebywa kryminalista - opowiada kobieta. - Nikt jednak nie reagował. Dopiero, gdy powiedziałam, że w moim mieszkaniu przebywa poszukiwany, funkcjonariusze przyjechali i go zabrali. Myślałam, że teraz mój krzyż się skończy. Przeprowadzę spokojnie rozwód, odetchnę, a dzieci nie będą już patrzeć na to, czego nie powinny. Tymczasem stało się inaczej. Przyszła policja i zabrała mi dzieci do Ośrodka Opiekuńczo -Wychowawczego w Płocku. Cała wina spadła na matkę. Nikt nigdy nie miał pretensji ani do ojca Adasia, że się nie interesuje losem syna, ani męża Iwony S., przebywającego w Zakładzie. Tymczasem dzieciom nic nie brakuje. Chodzą czyste, są wesołe.- Kiedy mąż poszedł do więzienia, dopiero zaczęły się problemy jaką jestem matką - skarży się Iwona S. - Przeszkadzała sąsiadom głośna muzyka, interwencje policyjne. Dwa dni temu przyszedł do mnie kolega. Został pobity na placu przed moim blokiem. Chciał się obmyć, żeby matka nie zobaczyła go w takim stanie. Zaraz wyszedł, jednak sąsiedzi powiedzieli, że u mnie znowu jest głośno. Sąsiedzi twierdzą, że jednak i ona nadużywała alkoholu i nie do końca spełniała swoje obowiązki. - Skoro i policja i sąsiedzi twierdzą, że nadużywam alkoholu, to dlaczego nie zostałam nigdy przebadana alkomatem - dowodzi swoich racji kobieta. Kiedyś ci to wytłumaczę Postanowienie sądowe o zabraniu w trybie natychmiastowym dzieci Iwonie S. jest z 4 maja br. Nie było wcześniej ostrzeżeń o ograniczeniu praw rodzicielskich. Na 25 maja przewidziany jest termin sprawy sądowej rozstrzygającej, czy dzieci mogą do niej wrócić. - W ciągu trzech tygodni się okaże, czy jestem dobrą matką. Sąd już stwierdził, że nastąpiła poprawa, od kiedy mąż jest w Zakładzie Karnym. To dlaczego ja mam odpowiadać, skoro to mąż był winowajcą?Obecnie matka odwiedza swoje dzieci w płockim Ośrodku. Spędza z nimi dużo czasu. Synowie płaczą, chcą do niej wracać - Mój 6-letni syn będzie miał teraz urodziny - płacze kobieta. - Nie chcę, żeby spędzał je w ośrodku, żeby miał takie wspomnienia. Niedługo będzie szedł do "zerówki". Już mu wybrałam szkołę. Moi synowie muszą normalnie żyć i być ze mną.Starszy syn obwinia matkę za całą sytuację. Mówi jej, żeby go zabrała z Ośrodka, bo inaczej ucieknie stamtąd przez uchyloną furtkę. - Prosił mnie, bym spała z nim. Mówiłam, że nie mogę. Pyta wciąż dlaczego. Powtarzam mu ciągle, że kiedyś mu to wytłumaczę - opowiada Iwona. Szuka pomocy u radców prawnych. Każdy jednak ma swój cennik usług. - Okazuje się, że bez pieniędzy, człowiek nie może liczyć na pomoc, traktowany jest jak śmieć - żali się strapiona matka.Kobieta choruje na epilepsję. Stres sprawia, że boi się iść do dzieci, by nie dostać ataku. -Ja nawet nie mam po co wracać do domu. Co mam robić w tych pustych ścianach. Już nie wiem jak mam udowodnić, że jestem dobrą matką - kończy swą smutną historię kobieta. Co na to policja? Rzecznik prasowy komendy policji w Płocku - Jarosław Brach stwierdził: - To policja wnioskowała o zainteresowanie się sprawą, zajęcie w niej stanowiska i podjęcie odpowiednich środków prawnych. Dzieciom w tym środowisku i rodzinie groziła demoralizacja, zagrożone było ich zdrowie. W mieszkaniu często przebywały osoby poszukiwane przez policję. Decyzję w sprawie podjął sąd rejonowy. Miał on pełną gamę środków, wybrał nakaz pozbawienia władzy rodzicielskiej w trybie natychmiastowym. Policja asystowała przy prawidłowym przebiegu odstawienia dzieci do Ośrodka Opiekuńczo-Wychowawczego. Zawsze jednak istnieje możliwość powrotu dzieci do matki. Matka się poprawi, nie będzie zagrożenia, wtedy odzyska dzieci. To akurat fatalny zbieg okoliczności, że decyzja sądu weszła w życie w chwili, gdy mąż pani Iwony znalazł się w Zakładzie Karnym. Sprawą już wcześniej interesowała się policja, która miała na uwadze dobro dzieci. - Wielokrotnie ostrzegaliśmy kobietę, że może stracić władzę nad dziećmi - mówi Jarosław Brach. - Z pewnością bezpieczniej czują się w ośrodku, niż w domu gdzie panuje przemoc. Iwona nie zapomni - Nikt bez powodu nie zabiera dzieci matce - głos w sprawie zabrała dyrektor Ośrodka Opiekuńczo-Wychowawczego - Krystyna Brudzyńska. - Z wywiadu, jaki przeprowadziliśmy wynika, że pani Iwona S. miała kuratora, w jej mieszkaniu wielokrotnie miały miejsce libacje alkoholowe, zbierało się tam podejrzane środowisko. Dzielnicowy, jak i dyrekcja ośrodka starają się jednak kobiecie pomóc w odzyskaniu synów. - Istnieje szansa, że matka odzyska dzieci. Muszą jednak najpierw zniknąć powody. Przede wszystkim musi udowodnić, że faktycznie jest dobrą matką i nie nadużywa alkoholu. Może się odwołać od decyzji sądu do przewodniczącego wydziału sądu rejonowego - mówi dyrektor Brudzyńska.Dzieci zabrano w trybie natychmiastowym, jednak w Ośrodku przebywają tymczasowo do momentu wyjaśnienia całej sprawy. Według opiekunów Adaś i Gabryś są dziećmi zadbanymi, prawidłowo rozwijającymi się, mądrymi.Nie są jednak odosobnionym przypadkiem. W chwili, gdy Krystyna Brudzyńska udzielała "Tygodnikowi" informacji, do Ośrodka przyjechała kolejna, tym razem czwórka rodzeństwa z Gostynina. O nich rodzice po prostu zapomnieli. - Gdy dzieci trafiają do Ośrodka rodzice często płaczą - opowiada dyrektor Ośrodka. - Przyjeżdżają przez pierwszy tydzień, a później zapominają o swoich synach i córkach. Powody utraty władzy nad dzieckiem to najczęściej alkohol i brak opieki. Są też tacy rodzice, którzy walczą do końca, poprawiają się i dzieci do nich wracają.Miejmy nadzieję, że tak również będzie w przypadku Iwony S. Udowodni przed sądem, że jest niewinna. Wyjdzie na jaw, że jest dobrą matką i dzieci znowu będą mogły do niej wrócić. Blanka Stanuszkiewcz fot. Dariusz Ossowski
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości