Korzystający z dworca PKS w Gostyninie przy ul. Zamkowej, gdy znajdą się tam w tradycyjnej porze obiadu, chcą czy nie chcą, obserwują sznur osób udających się na obiad do położonej piętro wyżej jadłodajni. Dyrekcja PKS nie miała do tej pory żadnych skarg z tego tytułu od pasażerów, a kierownik MOPS w Gostyninie uważa, że roztrząsanie tej sytuacji to sztuczny problem. Jeszcze niedawno osoby, którym przydzielono darmowe obiady (a więc znajdujące się w bardzo trudnej sytuacji materialnej) korzystały z jadłodajni w budynku przy ul. Piłsudskiego. Tamten lokal nie napawał jednak apetytem. Obecnie jest po remoncie, ale wcześniej pomieszczenie było zagrzybione i nieestetyczne. Gdy więc zwolnił się lokal na piętrze nowego dworca (zamknięto znajdujący się tam bar, ponieważ nie miał klientów), postanowiono stołówkę miejską przenieść na dworzec. Lokal ten spełniał bowiem wszystkie wymagane przez sanepid warunki. Dworzec to „oczko w głowie burmistrza”, jak uważają nasi rozmówcy, wizytówka miasta. Kto pamięta stary dworzec w centrum Gostynina, wie, że nowy w porównaniu do starego, to „niebo a ziemia”. Stary gromadził ludzi o podejrzanej proweniencji, na nowym jest ochrona i żaden bezdomny alkoholik nie ma prawa się tam kręcić. Ale to się zmienia. Z fundowanych przez miasto obiadów korzystają różni ludzie. W większości po prostu znaleźli się w niezawiniony przez siebie sposób w trudnej sytuacji ekonomicznej. Niestety, niektórzy z nich zbiednieli z własnej i nieprzymuszonej woli, z racji nadużywania alkoholu, i ktokolwiek siedzi na dworcu PKS w Gostyninie, rozróżnia ich gołym okiem. Wiktor Bałko, kierownik MOPS w Gostyninie, jest oburzony faktem, że korzystający z jadłodajni mogą w ogóle komukolwiek przeszkadzać: – To sztuczny problem – uważa. – Jadłodajnia mieści się w czystym, ładnym miejscu. Ci, którzy przychodzą do niej na obiady, mają tam idealne warunki. Nigdy nikt mi nie zgłaszał, że nie chce tam chodzić, ponieważ dworzec to miejsce publiczne. Jeżeli ten fakt komukolwiek przeszkadza, to chyba tylko oczekującym na dworcu. Niektórym nie pasuje, że wszystko odbywa się na widoku. Ale przecież my nie możemy dyskryminować tych ludzi i przenieść jadłodajni za miasto. W mieście zresztą i tak wszyscy wiedzą, kto chodzi na obiady do jadłodajni – twierdzi W. Bałko. I rzeczywiście, głodni cieszą się, że dostali jeść, więc nie narzekają na lokalizację stołówki. Gorzej z siedzącymi na dworcu. Jeden z naszych czytelników, który akurat czekał tam na przesiadkę, przy okazji zobaczył, że na obiad na piętro udają się jego znajomi. Nie miał pojęcia, że znajdują się oni w trudnej sytuacji materialnej. Miał wrażenie, że znajomi przemykają chyłkiem, bo też go rozpoznali: – Co to za wizytówka dla miasta? – zastanawia się nasz rozmówca. – A poza tym zero dyskrecji. Z poczekalni na dworcu korzystają pasażerowie PKS, ale ta instytucja nie jest właścicielem dworca, tylko z niego korzysta: – Nie miałem żadnych sygnałów, że jakiemuś pasażerowi przeszkadzała obecność tych biednych ludzi – mówi Ireneusz Zalewski, dyrektor PPKS w Gostyninie. – Nam nie przeszkadza to, że oni mogą zjeść obiad w normalnych warunkach – czy jednak nie uważa, że w tej sytuacji dworzec wydaje się być marnej jakości wizytówką miasta? – Poniekąd podzielam pani zdanie. Może to wpływać dość niekorzystnie na wizerunek miasta. Kierownik W. Bałko nie pozostawia jednak złudzeń: nie będzie osobnego wejścia do jadłodajni. obecny system z powodzeniem funkcjonuje już kilka lat i nikt nie jest niezadowolony. Budynek jest mały i też nie będzie przebudowywany. (eg)
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze