Reklama

Jadą goście na dożynki

22/08/2013 08:14
W dawnej Polsce zwano je również Okrężnem – od starodawnego obyczaju jesiennego obchodzenia lub objeżdżania, czyli okrążania pól po sprzęcie zboża lub Wieńcowem – od najważniejszego ich symbolu wieńca ze zbóż i kwiatów. Zależnie od części kraju (regionu) dożynki bywają nazywane także jako obżynki, wyżynki, okrężne, wieniec.
Święto to swój początek bierze według badaczy polskiej kultury ze zwyczajów pogańskich, związanych z kultem bóstw urodzaju. Dawniej, ale też i dziś w obchodach dożynkowych nie brakowało elementów archaicznych, które bywały tłumaczone jako ślady odwiecznych obrzędów i ofiar składanych bóstwom urodzaju. Oskar Kolberg czy Zygmunt Gloger widzieli w obrzędzie dożynkowym ślady przypadającego na równonoc jesienną (23 września) etnicznego święta Słowian związanego pierwotnie z kultem roślin i drzew, potem z pierwotnym rolnictwem, w czasie którego dziękowano bogom za plony i proszono o jeszcze lepsze w przyszłym roku. Dożynki zbliżone do naszej współczesnej formy zaczęto obchodzić w Polsce na przełomie XVI i XVII wieku, kiedy na naszych ziemiach rozwinęła się gospodarka folwarczno-dworska. Urządzali ją dla żniwiarzy, służby folwarcznej i pracowników najemnych właściciele majątków ziemskich. Zabawa, poczęstunek i tańce to nagroda za dobrze wykonaną pracę przy żniwach i zebrane plony. Żniwa były bowiem uwieńczeniem wielkiego gospodarskiego trudu, od efektów którego zależała egzystencja rodziny wiejskiej i to czy rodzina będzie miała co jeść na przednówku. Było to też wynagrodzenie dla żniwiarzy i służby za wytężoną pracę przy żniwach oraz podziękowanie za zebrane plony. Do niedawna praktykowano zwyczaje związane z ostatnią garścią, kępą lub pasem niezżętego zboża, które po żniwach czas jakiś pozostawiano na pustym polu, dla ciągłości wegetacji zbóż i ciągłości urodzaju plonu w następnym roku.

Ostatnie pozostawione
na polu kłosy

Zwano je na Mazowszu i Podlasiu przepiórką, perepełką – na kresach wschodnich odlegą – jeśli było to nie zżęte zboże rosnące wokół wielkich głazów narzutowych, i brodą we wschodniej części Mazowsza, zwano je także wiązką, wiązanką lub garstką. Oskar Kolberg tak opisywał przepiórkę w XIX w.: „(...) wracają do zostawionej garści stojącego zboża, otaczają je w koło i śpiewają stosowne pieśni, wyrywając spośród niego wszelki chwast, co znaczy jak się wyrażają: plić brodę. Następnie jedna ze starszych kobiet, wziąwszy i skręciwszy wszystkie kłosy w jedno, zwraca je ku ziemi i zawija w środek brody. Poczem dziewczęta zawiązują całą tę garść wstążką i ubierają kwiatami. Dopełniwszy tego odchodzą, pozostawiając ową brodę w polu, na pastwę ptactwa i myszy jako ofiarę – inaczej zwierzęta te mściłyby się i wielką w gumnach robiłyby szkodę”.
Pod adresem znajdowanych nieraz w zbożu prawdziwych przepiórek śpiewano przy okazji: „Hej wyleć, wyleć, raba przepiórko, / Bo już nie wyjdziem w to czyste pólko...” Następnie ścinano je bardzo uroczyście i mógł to zrobić tylko najlepszy kosiarz, po czym tradycyjnie wręczano je najbardziej pracowitym żniwiarkom, aby uplotły z nich wieniec w kształcie korony lub koła.

Wieniec
dla gospodarza

Obchody święta dożynek rozpoczynały się właśnie od wicia wieńca, z pozostawionych na polu zbóż, z kiści czerwonej jarzębiny, orzechów, owoców, kwiatów i kolorowych wstążek. Czasami na wieńcu umieszczano żywe, a później także sztuczne koguty, kaczęta lub małe gąski, bo miało to zapewniać piękny i zdrowy przychówek gospodarski. Jeśli ptaki wydziobywały ziarno z wieńca, a kogut piał wróżyło to urodzaj w przyszłym roku. Wieniec dożynkowy nazywany bywał plonem, bo uosabiał wszystkie zebrane plony i urodzaj. Niosła go na głowie lub wyciągniętych rękach najlepsza żniwiarka, czasami ze względu na rozmiar i ciężar z pomocą żeńców. Za nią postępował orszak odświętnie ubranych żniwiarzy, niosących na ramionach przybrane kwiatami kosy i sierpy.
Wieniec niesiono do kościoła, do poświęcenia; następnie ze śpiewem, w uroczystym pochodzie udawano się do dworu lub do domu właściciela pola – gospodarza dożynek. W trakcie niesienia wieńca żniwiarze śpiewali pieśni, które mówiły o ich trudzie i plonie, wyrażały troskę o przyszłoroczny urodzaj, nadzieję na zasłużony poczęstunek i tęgą zabawę. Wspominały różne miejscowe wydarzenia, wytykały surowych ekonomów, chwaliły szczodrość i gospodarność dziedziców. Krytykowały ekonomów lub dziedziców za skąpstwo, nieudolność i wywołane tym skutki w prowadzonym gospodarstwie. Były więc prawdziwą i aktualną kroniką danej wsi. Najczęściej intonowano powszechnie znaną pieśń: „Uchylaj, panie cisowe wrota, / Niesiem wianeczek ze szczerego złota. / Plon niesiemy, plon w gospodarza (lub jegomości) dom!”
Dziedzic, który czekał przed domem lub bramą przyjmował od żniwiarzy wieniec i chleb, który z szacunkiem całował. Wręczaniu tych darów towarzyszyły zawsze uroczyste oracje – najpierw przemawiał ważniejszy ze żniwiarzy, a później dziedzic dziękował im za dobrą pracę. Wznosił toast za wszystkich zebranych, za ich pomyślność i dostatek, do zwyczaju należało chluśnięcie z kieliszka wódką na najlepszą żniwiarkę, nazywaną postatnicą lub wiochną, obdarowanie jej srebrną monetą i rozrzucenie pieniędzy do podziału wśród pozostałych żniwiarzy. Gospodarz dożynek przyjmował wieniec od takiej postatnicy, osobiście wnosił go do domu i ustawiał na stole, po czym prosił ją do tańca. Następnie prowadził wszystkich do stołów, ustawionych na dziedzińcu i częstował ich dobrym jedzeniem i napitkiem. Po uczcie rozpoczynały się tańce, trwające nieraz do późnych godzin nocnych. Wieniec dożynkowy przechowywano w stodole, aż do następnego roku do nowego siewu, a wykruszone z niego ziarna wsypywano do worków z ziarnem siewnym.
Stygi w Rościszewie

Podczas zabawy dożynkowej urządzano różne gry i popisy zręczności. Do najpopularniejszych należały wyścigi furmanek, konkursy wdrapywania się na posmarowany mydłem słup, na wierzchołku którego umieszczona była butelka wódki lub kiełbasa. Czasem na koniec zabawy chłopi objeżdżali na przystrojonych koniach wieś i otaczające ją pola.
Jak wspomina Jadwiga Skibniewska ze świętem tym była związana piękna tradycja: „Dożynki u nas w Rościszewie odprawiano dopiero, gdy wszyscy już zebrali zboże. Gdy ktoś już zebrał a widział, że u innego sąsiada jeszcze jest niezebrane to nie siedział w domu, ani nie chodził po wsi, bo było by mu wstyd tylko szedł i pomagał nie pobierając za to pieniędzy, pomagały także dzieci przynosząc snopki zboża, które układano w stygi. W zamian za to gospodarz czuł się zobowiązany zrobić po żniwach suty poczęstunek dla wszystkich pomocników, którzy co ważne nie pobierali za pomoc w żniwach pieniędzy. Później już przy układaniu stogów lub młóceniu to było płacone, ale przy żęciu nie…”
U schyłku XIX wieku, wzorem dożynek dworskich, zaczęto urządzać dożynki chłopskie, gospodarskie. Bogatsi wyprawiali je dla domowników, rodziny i robotników najętych na czas żniw. Przebiegały one podobnie do dożynek dworskich, choć były oczywiście skromniejsze. Później w okresie dwudziestolecia międzywojennego zainicjowano dożynki parafialne, powiatowe i gminne. Organizowały je samorządy terytorialne, przedstawiciele terenowi partii chłopskich, czy Kółka Rolnicze. Dożynki tamtych czasów były często manifestacją włościańskiej dumy i niezależności.

Starostowie z bochnem chleba

Obecnie uroczystości dożynkowe mają charakter ludowy i religijny. Dożynki stały się wyrazem kultu maryjnego, szczególnie żywego w środowisku wiejskim. Powrócił i rozwinął się praktykowany przed ostatnią wojną obyczaj urządzania dożynek parafialnych oraz pielgrzymek chłopskich po zakończonych żniwach do sanktuariów maryjnych. Na Jasnej Górze w Częstochowie odbywają się największe uroczyście obchodzone dożynki polskie. Uczestniczą w nich nieprzeliczone tłumy rolników i pszczelarzy oraz przedstawiciele organizacji rolniczych i pszczelarskich ze wszystkich regionów Polski. Ubrani często w tradycyjne stroje z darami z płodów ziemi, z coraz to piękniejszymi wieńcami i chlebami upieczonymi z mąki, z tegorocznych zbiorów. Uroczystości religijne w intencji wszystkich rolników celebruje prymas Polski. Świeckim ceremoniom dożynkowym, w których też najczęściej uczestniczą duchowni przewodniczą obecnie starosta i starościna dożynkowi, którzy wręczają wieniec i bochen chleba gospodarzowi – najczęściej przedstawicielowi lokalnej administracji samorządowej lub rzadziej rządowej. Dożynkom towarzyszą często wystawy osiągnięć lokalnych rolników i zakładów przetwórstwa spożywczego. Można też kupić produkty żywnościowe wykonane metodami tradycyjnymi, które cieszą się coraz większym zainteresowaniem.
tekst i fot. Piotr Michalik
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości