Reklama

Hotel Zacisze

24/05/2001 12:23
Naukowcy ogłosili ostatnio, że wskutek postępu medycyny, powoli, ale systematycznie poprawiających się warunków życia oraz rosnącej świadomości dotyczącej podstawowych środków higieny, już niedługo jedna czwarta ludności świata będzie liczyła ponad 60 lat.Jak zatem pogodzić taką sielankową wizję życia na planecie emerytów - pogodnie uśmiechniętych w swoich działkowych ogródkach, podróżujących po całym świecie dzięki oszczędnościom mądrze zainwestowanym w towarzystwa ubezpieczeniowe lub odpoczywających na ławeczkach, przed tonącymi w kwiatach domami spokojnej, długiej i pogodej starości - z dalszym rozwojem rock and rolla, czyli muzyki młodzieńczego gniewu, buntu i niezadowolenia? Na pierwszy rzut oka i ucha może się wydawać, że muzyczny show biznes nastawiony jest na masowego odbiorcę w przedziale wiekowym 15-25 lat. Kolorowe czasopisma, teledyski, listy przebojów adresowane są do młodych ludzi, o dość określonych preferencjach emocjonalnych: coraz mniejszej potrzebie rozumienia świata, za to coraz większej konsumowania go. Podskakujące na scenie marionetki w rodzaju Britney Spears, za których sznurki pociągają rzesze specjalistów od produkcji i promocji nagrań, lub na pozór rockowe - bezwstydnie wyzyskujące stylistykę i najłatwiej rozpoznawalne grepsy - zespoły takie jak Limp Bizkit kształtują pokolenie słuchaczy, spragnionych jedynie dyskotekowej papki z dodatkiem ładnej dziewczęcej czy chłopięcej buzi albo infantylnej namiastki rockowego buntu ozdobionego nastroszoną wojowniczo fryzurą i modną w sezonie biżuterią (mile widziane sygnety z gustowną czaszką oraz wszelkie odmiany pentagramów). Nie wolno jednak zapominać o rosnącej grupie artystów, którzy co prawda lata największej popularności mają już za sobą, ale nigdy nie byli gwiazdkami jednego sezonu, zaś sukces zawdzięczali oryginalności i talentowi, a nie chytrym sztuczkom reklamy. Nie każdy może przecież być Jimem Morrisonem czy Janis Joplin, dawno już odpoczywać sobie spokojnie na tamtym świecie, podczas gdy tutaj płyty wciąż się sprzedają i sprzedają, bo legenda jest skuteczniejsza niż wszyscy specjaliści od menagment i public relations razem wzięci. Tymczasem trwa kampania antynikotynowa, narkotyki są masowo potępiane, a powszechna świadomość groźby zarażenia wirusem HIV poważnie zmniejszyła ilość chętnych na ryzykowną wolną miłość - i jak tu w takich warunkach żyć szybko, kochać mocno i umierać młodo? Za starzy na rock and rolla, za młodzi, by umrzeć Polska, lato 1980r. Podnosząca się fala społecznego buntu i niezadowolenia wkrótce osiągnie swoje apogeum, za kilka miesięcy powstanie „Solidarność”, złagodnieje polityczna cenzura, pod koniec roku Czesław Miłosz dostanie nagrodę Nobla. A na festiwalu piosenki w Opolu ma miejsce legendarny występ zespołu Maanam ( niezapomniane, brawurowe wykonanie piosenki Boskie Buenos), który można uznać za symboliczny moment odrodzenia się polskiej muzyki rockowej, pierwszą iskrę muzycznego ognia, który chwilę później ogarnie cały kraj. Naprawdę trudno byłoby wybrać sobie lepszy moment na publiczny debiut. Maanam istniał co prawda już od roku, miał na swoim koncie parę koncertów, zaś założyciele grupy Kora i Marek Jackowscy nagrali wczesne wersje utworów Oprócz i Hamlet z udziałem innych muzyków, ale występ w Opolu - transmitowany przez telewizję i niezwykle gorąco przyjęty przez publiczność - po raz pierwszy pokazał potencjał zespołu w aż takiej skali i z aż tak spektakularnym efektem. Najsłynniejszy, pierwszy skład Maanamu - gdzie śpiewającej Korze i grającemu na gitarze rytmicznej Jackowskiemu towarzyszyli dwaj bracia Olesińscy: gitarzysta Ryszard i basista Krzysztof oraz perkusista Peweł Markowski. Wkrótce potem nagrał pierwszą płytę, która trafiła na rynek na początku 1981r. i w wielu głowach do dziś sąsiaduje z podpisaniem Porozumień Sierpniowych, wierszami Miłosza i krótkim, lecz tym bardziej intensywnym powiewem wolności i nadziei. Może się to wydawać obrazoburcze, ale w pełni na to zasługuje, bo piosenki takie jak Oddech szczura, Stoję, stoję, czuję się świetnie czy Karuzela marzeń to prawdziwe rockowe perełki, zachwycające dynamiką, sugestywną zwięzłością muzycznej wypowiedzi, a w dodatku, jak się zdaje, wciąż nie tracące na aktualności. Kolejny album grupy, „O!” z 1982, również - choć tym razem bardziej na zasadzie szczęścia w nieszczęściu - idealnie trafił w swój czas. W groteskową rzeczywistość stanu wojennego idealnie wpisały się utwory O! nie rób tyle hałasu, Paranoja jest goła i ponure, pesymistyczne Die Grenze (ze znaczącym cytatem z Paint It Black Rolling Stonesów). Gwiazdorski status Maanamu, jego niebywałą popularność, ale i wielki talent kompozytorsko-wykonawczy Jackowskich, potwierdziła trzecia płyta, chyba najdojrzalsza w całym dorobku, czyli „Nocny Patrol”, także pełna społecznych i politycznych aluzji (Zdrada, Nocny Patrol, Polski ulice), które były jak młyn na wodę buntowniczych nastrojów, ale i niespodziewanych przebłysków najczystszego rockowego liryzmu (Jestem kobietą) i wyrafinowanej dekadencji (Krakowski spleen, Miłość jest jak opium). Poprzeczka artystyczna została tu podniesiona tak, że grupie już nigdy później nie udało się wznieść równie wysoko. No, ale na artystyczną emeryturę było jeszcze o wiele za wcześnie. A nie każdego stać byłoby na odwagę i przekorę Zbigniewa Hołdysa, który w tym samym czasie i podobnych okolicznościach - u szczytu popularności i artystycznych możliwości - jednym dramatycznym ruchem rozwiązał Perfect. Cóż, kiedy człowiek robi się za stary, aby grać zwykłego, prostego rock and rolla, ciągle jeszcze czuje się za młody, by umierać. Hotel Nirwana z rezerwacją miejsc Prawie cała dalsza kariera Maanamu była już tylko zbieraniem owoców pierwszych artystycznych doświadczeń, życiem coraz bardziej na kredyt zdobytej do połowy lat 80-tych popularności, korzystaniem z ogromnej zdobytej wtedy popularności, umiejętnie, choć rzadko, podsycanej przebojowymi singlami (Lucciola, Lipstick On The Glass, Simple Story). Nagranie wielu znakomitych pojedynczych utworów nie zmienia jednak faktu, że żadna z późniejszych płyt grupy („Wet Cat”, „Mental Cut”, „Się Ściemnia” z lat 80-tych, ani tym bardziej „Derwisz i anioł”, „Róża” czy „Łóżko” z 90-tych) nie dorównuje trzem pierwszym. Ale legenda zespołu cudem - i mimo paroletniej przerwy w działalności - ocalała, a ukazanie się każdej nowej płyty witane jest z nadzieją. Być może nie jest to już nadzieja na ruszenie z posad bryły świata, ale może chociaż na niewielki tektoniczny wstrząs. Ale przecież wraz z muzykami grupy starzeje się także jej publiczność, której przestaje być potrzebne elektryczne doładowanie w postaci punkowej anarchii i dźwiękowego buntu, a raczej spokojna i bezpieczna muzyczna przystań po całym dniu ciężkiej pracy, zajmowania się domem i wychowywania dzieci, które mają już swoich własnych deprawatorów i buntowników. Na plus najnowszego albumu Maanamu „Hotel Nirwana”- przynajmniej w porównaniu z raczej jałowymi artystycznie płytami w rodzaju „Róży” albo „Łóżka” pełnymi muzycznej łatwizny i sztampy - jest nowatorstwo brzmieniowe (sporo w miarę nowoczesnej elektroniki, tu i ówdzie jakieś loopy i sample) i z lekka orientalizująca, korespondująca z ideowym przesłaniem, koncepcja aranżacyjna. Także teksty Kory, choć momentami irytują naiwnym i mglistym buddyjskim mistycyzmem, nie rażą aż taką pretensjonalnością i erotyczną afektacją godną przewrażliwionej 17-latki, jak na paru wcześniejszych albumach. Może się jednak okazać, że to wszystko raczej wady niż zalety, bo swoją nową płytą Maanam i tak nie trafi do młodszej publiczności, a starym, wiernym fanom (i fankom) dobrze było w sielankowej różano-łóżkowej scenerii z ostatnich lat. Trudno powiedzieć, jak ma wyglądać miejsce, gdzie spotkają się wyblakłe i poszarzałe, lecz uparcie nie gasnące gwiazdy, i ich za stara już na rock and rolla, ale ciągle za młoda na żałobnego marsza publiczność. Jaki ma być ten wymarzony jeszcze tu, jeszcze w tym życiu - skoro następne jest coraz mniej pewne - hotel Nirwana. Maciej Woźniak
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości