Patryk by? zwyk?ym, przeci?tnym nastolatkiem. R??ni? si? od innych tym, ?e dzieci?stwo sp?dzi? w Ciechanowie. Min??o mu jednak ono szybko i raczej bez wi?kszych burz.Rodzin? mia? troch? lepsz?, ni? jego koledzy z bloku. Obydwoje rodzice byli bowiem czynni zawodowo. Mama ci?gle na zmianach w pracy, a ojciec cz?sto dorabia? po godzinach. - Nasz jedynak nie b?dzie odstawa? od reszty. Musi mie? adidasy i jeansy - t?umaczyli przy okazji rodzinnych spotka?. Patryka to raczej niewiele obchodzi?o. Wa?niejsza by?a osiedlowa „paczka”. To ona wykazywa?a wi?ksze zainteresowanie jego marzeniami, pragnieniami, w ko?cu nim samym, ni? wci?? zapracowani tatu? z mamusi?, kt?rych szczytem przej?cia by?o zrobienie synowi rano kanapek do szko?y. Patryk wci?? dostawa? to samo - chleb z pasztetow? albo z serem topionym. Mia? co je??, w przeciwie?stwie do ch?opak?w z bloku. Tamci cz?sto nie dojadali. Zazdro?cili mu tej pasztetowej, kiedy jemu ona wychodzi?a bokiem. Dzieli? wi?c kanapki r?wno. Koledzy stawali si? dla niego bardziej ?yczliwsi. I to w?a?ciwie by?a jego rodzina. I w?a?ciwie mieli tylko siebie. Patryk jako jedyny w bloku dostawa? raz na jaki? czas 100 z?otych kieszonkowego. Rodzice wr?czali mu banknot z wielkim namaszczeniem. - Ucz si? gospodarowa? pieni?dzmi synu. Pieni?dz to bardzo wa?na rzecz. Bez nich nic nie znaczysz, jak je masz wszystko kupisz - powtarzali. Doskonale poj?? t? lekcj?. Szybko si? przekona?, ?e nie tylko pieni?dzmi i kanapkami mo?na kupi? ludzi. Jako jedyny mia? na podw?rku dobry rower. To by?a dopiero maszyna. Ka?dy mu jej zazdro?ci? i ka?dy chcia? cho? przez chwil?, po kryjomu przed rodzicami Patryka, poje?dzi? na niej. Chwila nieuwagi i zaraz si? zaczyna?o:-Patryku, czy nie mo?esz zadawa? si? z normalnymi dzie?mi. Tu nie ma dla ciebie „porz?dnych” koleg?w. Gadanie nie trwa?o d?ugo, bo rodzice p?dzili zaraz do swoich doros?ych spraw i oczywi?cie do pracy. Koniec z pasztetow?! Ojciec wkr?tce awansowa? na kierownika dzia?u w firmie. I wtedy wszystko si? zmieni?o. Patryk dostawa? o wiele cz??ciej markowe ubrania i buty. Kieszonkowe na miesi?c wzros?o do 250 z?otych, znikn??y kanapki z pasztetow?, pojawi?y si? bu?ki z sa?at?, szynk? i pomidorem. A rodzice cieszyli si?, ?e Patryk w ko?cu zm?drza?. Przesta? zadawa? si? z ch?opakami z podw?rka. Coraz rzadziej gada? z nimi przy trzepaku, na odczepnego kupowa? papierosy, czasami dawa? kanapki. Znalaz? zupe?nie nowe rozrywki. Chodzi? z kolegami ze swojej nowej prywatnej szko?y do pubu, kina i na pizz?. ?ycie nabiera?o coraz wi?kszego rozp?du. Pojawi?y si? te? pierwsze dziewczyny. Wystarczy?o tylko kilka razy wyci?gn?? portfel i od niechcenia rzuci?, ?e za wszystko p?aci. Iskrz?ce z podziwu oczu znajomych i coraz ?adniejsze dziewczyny u boku przyjemnie ?echta?y jego pr??no??. Humor psu?y mu powroty do domu. Pod blokiem zawsze spotyka? dawne grono znajomych. Wci?? co? od niego chcieli, ci?gle im co? musia? po?ycza? i cz?stowa? lepszymi papierosami. Za to wcale nie traktowali go lepiej. Wci?? podchodzili do niego, jak do Patryka, co dzieli? kanapkami z pasztetow?. A przecie? to ju? historia. Odbi?em si? od waszego dna Na pi?t? by? um?wiony z Monik?, do kina. Ta sp??nia?a si?. Co chwila wygl?da? przez okno. Nikogo, pr?cz starego sk?adu stoj?cego przy trzepaku. Postanowi?, ?e poczeka na dziewczyn? przed blokiem. Wo?ali go do siebie. Machn?? r?k?. Wtedy sami podeszli – Patryk masz mo?e...- ju? nie zd??yli doko?czy?. –Co znowu? Fajki ju? wam kupi?em, a kasy nie po?ycz? dop?ki mi nie oddacie poprzednich d?ug?w. Ci?gle co? ode mnie chcecie. Ja si? ju? odbi?em od tego dna, kt?re jest wami us?ane... - warcza? na nich. Wtedy na horyzoncie pojawi?a si? Monika. - Na oddanie kasy daj? wam czas do przysz?ego tygodnia - powiedzia? na odchodnym. By? zadowolony. W ko?cu postawi? na swoim, odci?? si? od nich, pokaza?, ?e nie s? z nim r?wni. Dostaniesz samoch?d Wiadomo??, ?e przeprowadzaj? si? do P?ocka, spad?a na Patryka jak grom z jasnego nieba. Korzy?ci s? ogromne. B?d? mieli wi?ksze mieszkanie i prac?. Trzeba podkre?li?, ?e bardzo dobrze p?atn? prac?. I tata i mama razem w presti?owej firmie. Pocz?tkowo nie zgadza? si?. Rodzice urabiali go jak glin?: - Ta przeprowadzka jest dla nas bardzo wa?na synu. Jest nam potrzebna dla naszego wsp?lnego dobra. Tobie te? si? ona op?aci. W P?ocku s? lepsze szko?y dla ciebie. Patryk nie ust?powa?, wiec rodzice zmienili taktyk? - Dostaniesz nowy komputer, sam wybierzesz meble do swojego pokoju - mamili. - A je?li b?dziesz chcia? odwiedzi? swoich przyjaci?? z Ciechanowa, to pojedziesz do nich swoim samochodem. Tylko zalicz prawo jazdy. B?dzie dobrze zobaczysz... Zgodzi? si?, pod warunkiem, ?e b?dzie m?g? zrobi? po?egnalne przyj?cie. Rodzice nie robili przeszk?d. Patryk zaprosi? tylko przyjaci?? za szko?y. To by?a szalona impreza. Troch? si? zdziwi?, ?e w dniu wyjazdu nikt nie przyszed? go po?egna?. Pod oknem jego pokoju pojawi? si? za to napis Tu mieszka? hrabia von Patryk. Domy?la? si?, czyja to sprawka. W P?ocku s? podobni ludzie jak i w Ciechanowie. Patryk wi?c wci?? realizuje nauki ojca. Je?li masz pieni?dze, mo?esz kupi? wszystko, w my?l tej sentencji zaprosi? now? klas? na pizz?, ?adniejsze dziewczyny zabiera do lokali na Grodzk?. Chodzi do maturalnej klasy, do najlepszego liceum w P?ocku. Mieszka w rodzicami w du?ym dwupoziomowym mieszkaniu na Podolszycach. Ostatnio zapisa? si? na kurs Prawa Jazdy. Na gwiazdk? pewnie dostanie samoch?d. Blanka Stanuszkiewicz
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze