Gostynin, zalew Piechota, dom po starym młynie. Jedyny w Polsce z namalowanym pocztem królów polskich. Z tego powodu przyjeżdża tu telewizja, przychodzą uczniowie gostynińskich szkół. Młyn budzi zasłużone zainteresowanie. Autorem pocztu jest Tadeusz Biniewicz, który mieszka tu od 10 lat. Poza tym maluje kościoły i rzeźbi. Za swój wkład w rozwój kultury odznaczony został brązowym “Krzyżem Zasługi”.Tadeusz Biniewicz pochodzi z Gostynina, ale długo tu nie mieszkał. Wybrał młyn, malowniczo położony nad Zalewem Piechota, dobrze znanym mieszkańcom miasta, ponieważ można tu uprawiać wodną rekreację. Talenty plastyczne bohater naszej rozmowy odkrył w sobie już w szkole podstawowej. Zaczął więc dodatkowo chodzić na zajęcia do Liceum Pedagogicznego. Gdy uczył się w Technikum Budowlanym, podczas lekcji plastyki mówił rówieśnikom jak rysować. Do szkoły plastycznej nie poszedł, bo rodziców na taki wydatek stać nie było. Wiele prac plastycznych wykonywał w wojsku. Przez trzy lata pracował w Opolu, potem zajął się prowadzeniem własnej działalności rzeźbiarskiej. Wreszcie zajął malowaniem i odnawianiem zabytków, kościołów, szkół. Z tego jest znany niemal w całej Polsce. Z czasem stał się tzw. malarzem kościelnym: - Kościół mnie sobie przygarnął, byłem polecany, docierało do mnie coraz więcej zamówień. Malowałem, ale każdy projekt konserwacji zabytku musiał był pozytywnie zaopiniowany przez konserwatora. To decydowało o dopuszczeniu do prac. W mojej karierze nie było jednak takiej sytuacji, żebym nie uzyskał na nią zgody - opowiada Tadeusz Biniewicz. Dziś wspomina na przykład Miłowice koło Kalisza, gdzie odnawiał XVIII-wieczny kościół: ręcznie malował cały sufit z motywami roślinnymi. Jego rękę zna także XIV-wieczny klasztor w Skępem, kościół w Żurawinie, kościół w Mochowie. Dla kościoła w Gostyninie malował nowe chorągwie. Swego czasu były nawet zamiary zatrudnienia go w Watykanie. Zawsze pracował sam, parafianie wykonywali tylko rusztowania i prace pomocnicze. Najtrudniej było zimą. Oprócz kościołów zdarzyło mu się także wykonywać prace malarskie w jednostce wojskowej w Łodzi. Od kilku lat czyli od czasu zakupu młyna (zabytku z początku obecnego wieku) “na Piechocie” zaprzestał malowania na zamówienie. Biniewicz namalował także w swoim życiu wiele portretów, które preferuje. Pejzaże interesują go znacznie mniej. Nie liczy ich, bo powstało zbyt już dużo. Wiele trafiło za granicę (m.in. do USA). Jego dziełem są także - by wymienić choć niektóre - portrety sławnych ludzi w szkole w Raciążu. Swego czasu wszystkie namalowane obrazy chciał od niego kupować nieżyjący już kolekcjoner Dunin-Borkowski, spokrewniony ze słynnym Bacciarellim. Od jakiegoś czasu zrezygnował jednak z prac dla prywatnych osób. Oprócz malarstwa T. Biniewicz także rzeźbi (w drewnie i kamieniu). Jego dłuta jest gostyniński pomnik Piłsudskiego w kamieniu (odlew z brązu), płaskorzeźba-pomnik w Gaśnie koło Gostynina, poświęcony powstańcom styczniowym, rzeźby w Mochowie - św. Jana i ukrzyżowanego Chrystusa, w Raciążu pamiątkowa tablica z okazji nadania imienia szkoły. Sam sobie “sterem, żeglarzem, okrętem”, dlatego nie ma w rzeźbie żadnego mistrza: - Nie wzoruję się na konkretnym twórcy, bo nie czuję takiej potrzeby. Gdy spojrzę na bryłę kamienia, widzę, czy ona mi coś wyda -zdradza tajniki pracy twórczej. Projektował dla miasta rzeźbę Ziemowita, która ma zdobić fontannę w centrum miasta. Swego czasu malował tę postać w Domu Kultury w Raciążu, gdzie dostarczono mu zdjęcia księcia. Teraz są tam dwa obrazy, znajdujące się vis a vis siebie, czego artyści z reguły unikają, ponieważ wtedy oglądający szukają różnic, ale Biniewicz się tego nie obawia. O ile brak mistrza w rzeźbie, o tyle jest on w malarstwie: od wielu lat za wzorcowe malarstwo Tadeusz Biniewicz uważa dzieła Jana Matejki, u którego artyzm połączony jest z precyzją. Kocha to malarstwo. Uważa, że współczesne malarstwo nie oddaje piękna postaci ani wierności rzeczywistości. Z tego umiłowania Matejki wziął się pomysł namalowania na ścianach młyna pocztu krolów polskich w postaci fresków: - Wszystkich postaci będzie 22, pomalowane są cztery, reszta to szkice. Do pierwowzoru pocztu dodałem królową Bonę. Malowanie jednej postaci zajmuje mi trzy dni. Oglądać freski przychodzą uczniowie z nauczycielami, harcerze uczestniczący w rajdach, mieszkańcy Gostynina i okolic, turyści. Rozmawiają z autorem, pytają, dociekają ... Czasami Biniewicz udziela wywiadów, bardzo często przyjeżdża telewizja - lokalna i ogólnopolska: - Ja malowałem, a oni cały czas filmowali. Ale nie dekoncentrowali mnie - orzeka twórca. Dlaczego maluje królów?: - Robię to dla społeczności. Królowe: Bona i Jadwiga są namalowane według Bacciarellego, co bardzo różni się od koncepcji Matejki. Bolesław Chrobry w koronie - według Matejki. Trudno dokończyć poczet, bo w głowie malarza jest już plan następny: “Dzwon Zygmunta” kopia Matejki - na bocznej ścianie młyna czyli tzw. szczycie, rozmiary 8 m na 4 m. Kiedyś Biniewicz chciał namalować “Hołd Pruski”, ale zrezygnował z tego zamiaru.. Ma już szkic, który wykonał z reprodukcji dzieła w kalendarzu. Są też rusztowania, tylko pogoda nie sprzyja. Do pracy zachęca malarza żona Marianna i cieszy się , że syn Jan odziedziczył po tacie talenty plastyczne. Czym dla malarza królów i hołdów jest malowanie? - To moje największe zamiłowanie, choć o tym głośno nie mówię. Uczniów nie ma, choć miał wielu kandydatów. Nie zdecydował się na nich jednak, wychodząc z założenia, że kilka lekcji nie wystarczy i że oprócz tego potrzebny jest jeszcze talent: - Żeby tchnąć życie w kartkę papieru, to nie wystarczy kilka lekcji. Pracownię ma wszędzie: - Na pracownię jest dobre każde miejsce, gdzie można usiąść. Gdy jeździłem w Polskę, nie miałem cieplarnianych warunków. Po prostu musiałem wykonać zamówienie. Warunki nie wpływały na wartość i wielkość prac. O czym przekonać się można będąc w Gostyninie nad zalewem Piechota i podziwiając portrety królów namalowane na budynku młyna. (eg) Fot. D. Ossowski
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze