Piętnastoletniej Bożence Janik, wychodzącej po lekcjach ze szkoły około godziny 14.00 dnia 8 listopada 2005 roku, nawet przez myśl nie przeszło, że ma to być najtragiczniejszy dzień w jej młodym życiu. Wracała rowerem. Pamięta tylko, że skręciła już na dróżkę wiodącą na rodzinne podwórko. Potem na siedem godzin straciła przytomność. Gdy się ocknęła, usłyszała, że w jej rower uderzył przejeżdżający samochód. Za kierownicą siedziała kierownik GOPS w Rościszewie, kurator Sądu Rejonowego w Sierpcu. Kobieta twierdzi, że wyprzedzała akurat rowerzystkę, gdy ta, nie sygnalizując skrętu w lewo, nagle wykonała manewr. Rodzice Bożenki przekonują, że było zupełnie inaczej. Dramat rozegrał się na bardzo ruchliwej szosie: – Bożenka najpierw się obejrzała, czy nic za nią nie jedzie, a potem wyciągnęła lewą rękę, sygnalizując, że będzie skręcać w lewo. Już gdy przejechała lewy pas i była na dróżce do naszego domu, poczuła silne uderzenie i straciła przytomność – opowiadają Elżbieta i Michał Janik. – Córka przeleciała w powietrzu około 20 metrów i upadła na pole sąsiada. Jadąca samochodem kierowniczka GOPS w Rościszewie, uderzyła samochodem w tylne koło roweru. Podczas śledztwa twierdziła, że do zderzenia doszło na jezdni, ale to nieprawda, wystarczy narysować całą sytuację. Gdyby samochód uderzył w rower jadący jezdnią, wtedy córka upadłaby na jezdni, a nie na działce sąsiada, po lewej stronie jezdni – przekonują rodzice Bożenki.
Życie „na bombie” Lilianna Melkowska, kierownik GOPS w Rościszewie mówi jednak, że do wypadku doszło wówczas, gdy wykonywała manewr wyprzedzania: – Rowerzystka nie wyciągnęła ręki, nie dała znać, że będzie skręcać w lewą stronę. Ja rozpoczęłam manewr wyprzedzania i wtedy doszło do wypadku. Uderzyłam w rower, gdy znajdował się on na szosie – mówi L. Melkowska. Bożenka Janik do dziś nie odzyskała zdrowia. Po 49 dniach spędzonych w szpitalu w Sierpcu, wróciła do domu, ale zaraz rozpoczęły się kolejne problemy zdrowotne. Dziewczynka leczona jest m.in. w Warszawie. Stwierdzono u niej krwiak śródczaszkowy, a wiadomo, że dla chorego to jak życie na bombie. Michał Janik nie godzi się z kolejnymi ekspertyzami biegłych. Sprawę przeniósł z sądu w Sierpcu do Sądu Rejonowego w Płocku. Mówi, że w Sierpcu by jej „łeb ukręcili”, bo szefowa GOPS jest tam kuratorem sądowym. Wskazuje na, jego zdaniem, liczne niedociągnięcia w śledztwie: – Dlaczego po wypadku samochodu Melkowskiej nie odholowano na parking policji, ale na jej posesję? Policjanci jej pomagali, ponieważ policjantem jest jej przyszły zięć i policjantem był jego ojciec. Dlaczego nie zrobiono przeglądu technicznego jej samochodu zaraz po wypadku? Dlaczego tej kobiecie nie pobrano krwi, żeby sprawdzić, czy nie jest pod wpływem alkoholu? Z alkotestu, którym ją badano, nie udało się odczytać wyniku. Moim zdaniem, albo się zagadała z pasażerką, którą wiozła w samochodzie, albo miała niesprawne hamulce, albo była pod wpływem alkoholu, albo jechała za szybko – z opinii jednego z biegłych wynika, że 83 km na godzinę – a przecież to teren zabudowany. Sprawdziłem, że ta kobieta wcześniej spowodowała już trzy inne wypadki – Michał Janik stawia wiele pytań, na które nikt nie chce mu udzielić odpowiedzi. – Dlaczego w szpitalu, gdy już córka odzyskała przytomność, policjanci kazali jej dmuchać w balonik bez obecności jakiegokolwiek świadka?
Biegli są w błędzie Janikowie nie godzą się z opiniami kolejnych biegłych. Pierwszy był z Ciechanowa i na rysunku nie naniósł nawet okolicznych budynków (a wieś jest zabudowana). Stwierdził, że z powodu rozbieżnych wypowiedzi świadków, trudno jednoznacznie ustalić, czy skręt rowerzystki był sygnalizowany. Z całą pewnością jednak kierująca daewoo tico wykonała skręt kierownicą w lewo, a potem hamowała. Poza tym podobno robił wszystko, żeby odpowiedzialność za wypadek spadła na Bożenkę. Drugi biegły twierdził, że do wypadku doszło na lewym pasie, ale Janikowie zdecydowanie przeczą takiej możliwości. Kolejna wizja lokalna została ustalona na 18 stycznia br. Czy rodzice Bożenki zgodzą się z opinią kolejnego biegłego, tym razem aż z Bydgoszczy? Rodzice poszkodowanej Bożenki ubiegają się w sądzie o odszkodowanie dla córki. Przypominają, że kierowniczka GOPS udaremniła już otrzymanie przez Bożenkę odszkodowania z PZU: – Melkowska jest pewna, że nikt jej nic nie zrobi – uważa Michał Janik. Lilianna Melkowska mówi natomiast, że sprawa w sądzie w Płocku wciąż się toczy, więc trudno wyrokować o jej finale: – Ojciec rowerzystki nie chce ponosić kosztów związanych ze sprawą sądową, więc porusza niebo i ziemię, żeby tego nie robić. Wszystkie dotychczasowe badania wskazują, że przyczyną wypadku była wina dziewczynki, która nie dała sygnału, że skręca w lewo – mówi kobieta i zdecydowanie zaprzecza, że kiedykolwiek wcześniej spowodowała wypadek drogowy. Poza tym komentuje pismo z PZU: – Otrzymałam pismo, że jako sprawca wypadku powinnam wypełnić przysłany mi wniosek, a potem odesłać go do PZU. Uznałam, że skoro sąd nie uznał mnie jeszcze za sprawcę tego zdarzenia i nie czułam się nim nawet przez sekundę, nie muszę wypełniać tego wniosku. Pracownik PZU wyjaśnił mi, że w takim razie wystarczy, gdy prześlę im mój opis tego zdarzenia. Janik teraz się na mnie z tego powodu mści – tłumaczy kobieta.
Chodzi tylko o prawdę – mówi ojciec Starszy aspirant Mariusz Słupecki z Komendy Powiatowej Policji w Sierpcu mówi niemal to samo, co Lilianna Melkowska: że Janikowie skarżyli się już wszędzie: – Sprawa wciąż toczy się w sądzie i jest przedmiotem postępowania prokuratorskiego. Z uwagi na skargi była wyjaśniana m.in. przez Komendę Wojewódzką Policji. Żadne skargi na nasze nieprawidłowe postępowanie w tej sprawie nie zostały potwierdzone. Uważamy, że wszystkie czynności na miejscu zdarzenia wykonaliśmy zgodnie z procedurami. Nie zostały nam postawione żadne zarzuty. Przecież nie umorzyliśmy tej sprawy, a przekazaliśmy ją do sądu. Nie stanęliśmy po żadnej ze stron – twierdzi M. Słupecki. Policjant przyznaje, że wypowiedzi biegłych nie zawsze były jednoznaczne i spójne, więc to ostatecznie sąd musi stwierdzić, która ze stron w tym sporze ma rację. A Janikowie otrzymują systematyczne odpowiedzi na swoje skargi. Michał Janik jest zdeterminowany w swej walce o prawa poszkodowanej podczas wypadku córki: – Jeśli była w tym wina mojej córki, to niech to udowodnią. Chodzi mi tylko o prawdę – mówi Michał Janik. I trudno dziwić się determinacji rodziców Bożenki. Gdy więc dorośli wciąż toczą w sądzie i nie tylko walkę na argumenty, szesnastoletnia obecnie Bożenka od 14 miesięcy boryka się z poważnymi kłopotami zdrowotnymi. I nic nie wskazuje na to, że najbliższym czasie jej zdrowie ulegnie poprawie. Elżbieta Grzybowska
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze