M -72 pojemność 750 cm3, rok produkcji 1945, dwa cylindry, bokser, prędkość maksymalna - 120 km/h, moc 22KM.Ten radziecki motocykl jest dość wierną kopią, różniącą się zaledwie kilkoma szczegółami od BMW R-71. Wszystko za sprawą paktu Ribentrop-Mołotow, kiedy to w ramach wzajemnej współpracy między narodami, została udostępniona ZSRR licencja techniczna niemieckiego motocykla. I tak ze wschodnich taśm zaczęły schodzić kolejne egzemplarze M-72, przeznaczone głównie dla wojska i milicji. Ten ciężki motocykl, charakteryzował się spokojną, dość równą pracą silnika, przy okazji również sporo spalał, bo aż 8-9 litrów benzyny na 100 km. Do dziś krążą też anegdoty o M-72, że dzięki posiadanej mocy, można nią było zaorać pole. Godna uwagi jest również trwałość konstrukcji tego motocykla, która przetrwała do obecnych czasów. - Choć właściwie nie jest to żaden rarytas, to zawsze chciałem mieć ten motocykl - mówi Marek Nowaczyk. - Kupiłem go 15 lat temu i wtedy nawet nie był jeszcze uważany za weterana. Łączy mnie z nim jednak tyle wspomnień i wspólnych wypraw, że ma on u mnie zapewnione dożywocie... O przywiązaniu do motocykla może świadczyć fakt, że w czasie gdy odbywał służbę wojskową, swoją „Emkę” przechowywał rozłożoną w częściach we własnym pokoju, mieszczącym się na 9 piętrze w bloku. Pasją motocyklową zarazili go starsi koledzy z klubu nurkowego, posiadający Iże. Kiedy w końcu i on, po etapie motorowerów, mógł pozwolić sobie na Iża, przejechał nim zaledwie 50 kilometrów, po czym jednoślad stanął i już nie ruszył. Motocyklista sam przyznaje, że jako nastolatek bardziej psuł motocykle niż je reperował, no ale na czymś trzeba się było nauczyć nie tylko jeździć, ale i dokonywać napraw... Zresztą awarie, a zwłaszcza ciągłe problemy z prądem, w przypadku motocykli starych były i są na porządku dziennym. -Weterany nic mi nie dają, prócz pracy i smaru na rękach, ale i to można polubić - mówi. -To ciągłe dłubanie, poprawianie, szukanie części i przywracanie maszyny do użytku przynosi w końcu satysfakcję. Odkąd pamięta pasjonowały go duże i ciężkie motocykle. Swego czasu miał też srebrnego Avo Simsona, stylizowanego - głównie wysoką kierownicą - na słynnego HD. Zawsze był też w opozycji do „japończyków”, dlatego koledzy nie kryli zdziwienia, gdy zobaczyli go na Suzuki GSX 1100 EF. - Kupiłem ją, bo chciałem w końcu pojeździć motocyklem, a nie ciągle reperować - tłumaczy motocyklista. We wszelkich eskapadach towarzyszy mu żona - Renata. Nawet do ślubu jechali motocyklem, a za nimi około 30 osobowa eskorta z „Sokoła”. Na motocyklach byli też w podróży poślubnej i na wielu zlotach w kraju i za granicą. Najbardziej pamiętna i przy okazji pierwsza indywidualna dla Renaty Nowaczyk, była wyprawa do Szklarskiej Poręby. Przeżyła prawdziwy chrzest motocyklowy, jazdę w deszczu i powodzi. Marek Nowaczyk z każdej wycieczki pisze relacje do „Świata motocykli”, często też na łamach tej gazety, dzieli się swoją wiedzą techniczną. Znany jest również w Płocku z organizacji zlotów w Miałkówku, pokazów motocykli m.in. na placu przed teatrem, czy z gymhan (konkursów sprawnościowych starych motocykli). Blanka Stanuszkiewicz fot. arch.
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze