Ten felieton ukaże się co prawda już w wieku XXI, ale temat jeszcze dwudziestowieczny. Życie zmusiło mnie do zajęcia się ponownie protestami pielęgniarek. Nie będę już wnikał w istotę sporu, chodzi mi tylko o formę. Czyli, filozoficznie rzecz ujmując, będą to rozważania o słuszności zasady "cel uświęca środki".I zanim zacznę dzielić włos na czworo, to jest, chciałem rzec, prowadzić subtelne rozważania filozoficzne, wyartykułuję swój pogląd wprost. Kawa na ławę. Nie uświęca! No, ulżyło mi. A teraz do rzeczy. Na początku protest, nie powiem, budził mój optymizm. Nareszcie, myślałem sobie, ktoś działa z sensem. Mają pielęgniarki pretensje do urzędników, więc ruszyły na urzędy! Ministerstwo Zdrowia, Kasy Chorych, urzędy wojewódzkie... O, to, to! Tak trzymać! Nareszcie koniec z lepperiadami i innym barbarzyństwem! I może cieszyłbym się nadal, gdybym nie mieszkał w Płocku. Urok naszego pięknego miasta polega jak wiadomo na tym, że wystarczy awaria "malucha" na moście i mamy totalny paraliż na ulicach. Wyjeżdżam ja ci pewnego pięknego dnia po pracy, a tu wszystko zatkane. Pielęgniarki blokują most! Cała sympatia dla siostrzyczek ulotniła się w jednej chwili. Jak Szanowni Czytelnicy dobrze wiedzą, jestem chorobliwym zwolennikiem prawa i porządku. Jest mi przy tym zupełnie obojętne, czy sprawa jest słuszna, czy nie. Na tym polega subtelna różnica między naszymi czasami, a epoką kamienia łupanego, że w tamtym czasie człowiek miał przy sobie dzidę i maczugę i były to jedyne narzędzia chroniące go przed zakusami innych osobników własnego gatunku, tudzież amatorami świeżego mięsa należącymi do gatunków innych. Od tego czasu jednak ludzkość doprobiła się narzędzi bardziej rozwiniętych. I nie chodzi tu tylko o karabiny czy armaty, ale o pewne instytucje tworzące razem organizm zwany państwem. Dokładniej mówiąc, mam na myśli prawo i narzędzia do jego egzekwowania, czyli sądy i policję. Jeśli w wieku XXI nie chcemy wrócić do czasów dzidy i maczugi, to musimy się nauczyć z tych nowoczesnych narzędzi korzystać. Zacznijmy więc od krótkiego kursu. Każda pielęgniarka zawarła umowę o pracę. Określono w niej wysokość (czy raczej niskość) wynagrodzenia. Jeśli większość (lub wszystkie) pielęgniarek jest z poborów niezadowolona, to przede wszystkim należałoby te umowy wypowiedzieć i zaproponować zawarcie nowych. I wtedy dopiero zaprzestać wykonywania obowiązków, pozostawiając władzom tę żabę do konsumpcji. To jest rozwiązanie eleganckie. W białych rękawiczkach, można by powiedzieć. Byłby to przykład szacunku dla prawa dzisiejszym świecie wręcz niesłychany. Natomiast tzw. odchodzenie od łóżek w czasie obowiązywania umowy jest tegoż prawa jawnym lekceważeniem. Takie działania byłyby skuteczne w warunkach normalnych, to znaczy gdyby po drugiej stronie stał prywatny właściciel szpitala, któremu zależy na opinii klientów, czyli tegoż szpitala pacjentów. Tak jednak nie jest. Po drugiej stronie mamy monopolistyczną, urzędniczą machinę. I trudno zakładać, że urzędnikowi w ministerstwie albo kasie chorych zależy na opinii pacjentów. Jak nawet będą niezadowoleni, to co? Pensja mu zmaleje? Skłonny jestem się zgodzić, że z urzędnikami po dobroci wiele zyskać nie można. I czasami trzeba ich trochę "przycisnąć". Ale ich, a nie mnie, Kowalskiego, czy Wiśniewskiego! Co my mamy z nimi wspólnego, poza tym, że też nas gnębią? To czemu, Drogie Panie, blokujecie most, po którym nie jeździ minister, ani dyrektor kasy, tylko Kowalski z Wiśniewskim? Blokujcie,jeśli już musicie, urzędy (i parkingi przed urzędami). Niech Panowie Urzędnicy trochę pocierpią, a nie Bogu ducha winni ludzie! Wszystkiego najlepszego w nowym roku!
Jerzy Ogonowski
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze