Reklama

Felieton

28/03/2001 10:13

I znów ktoś się zatroszczył, by nam się polepszyło. Tym razem chodzi o to, byśmy jeździli dobrymi, nowymi samochodami. Najchętniej produkcji krajowej, bo przecież o lepsze trudno.Taka perspektywa oczywiście cieszy, bo któż nie chciałby jeździć autem prosto spod igły? Jedyny kłopot to cena luksusu. Najtańszy produkt krajowego przemysłu kosztuje ponad dwadzieścia tysięcy. I nie oferuje, co tu dużo mówić, nadmiernego komfortu ani bezpieczeństwa. Toteż złakniony czterech kółek rodak miał zawsze dylemat: kupić Seicento prosto z salonu, czy kilkuletni, lekko "stuknięty" produkt zachodni. I często podejmował decyzję błędną. Wybierał mianowicie Mercedesa po wypadku. Umawiał się z ludźmi, którzy przywozili rozbitka na lawecie, mógł go sobie obejrzeć, następnie sprawę przejmowali w swoje ręce "artyści" z warsztatu blacharskiego i doprowadzali "Merca" do stanu kwitnącego. Bilans był taki, że kilku ludzi miało zajęcie, a sąsiedzi, którzy tego błędu nie popełnili i nabyli nowiutkiego 126P, patrzyli z zazdrością na charakterystyczną gwiazdę. No i załoga spółki Fiat Auto Poland od czasu do czasu szła na przymusowy urlop. Teraz będzie lepiej. Ci od lawety i warsztatu blacharskiego pójdą na trawkę (zieloną), a widok gwiazdy na masce nie będzie frustrował sąsiadów. Zamiast tego na trawkę nie pójdzie część załogi Fiat Auto Poland (przynajmniej rządowi tak się wydaje), a pod oknami parkować będą rodzime produkty, często też po kolizji, ale starannie wyklepane i odmalowane przed wystawieniem na giełdę. I tak jest lepiej - czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal. Ale kilka pytań się nasuwa. Dlaczego władzy bardziej zależy na pracownikach fabryk Fiata i Daewoo niż na prywatnych importerach i blacharzach? Czyżby dlatego, że z fabrykami rząd robi jakieś interesy, a z prywaciarzami nie? No tak, ale z nami jest akurat odwrotnie. My żadnych interesów z Fiatem nie mamy. To czemu mamy się cieszyć, że rząd uratował parę "miejsc pracy" w Bielsku kosztem kilku warsztatów w Wielkopolsce? Drugi argument władzy to bezpieczeństwo. Nie ma sensu dyskutować, czy bezpieczniej jest uderzyć w drzewo powypadkowym Mercedesem, czy może nowym Seicento. Jeśli ktoś ma wątpliwości, życzę mu by nigdy nie dane mu było wyjaśniać ich na własnej skórze. Rozważmy inną kwestię. Jeśli jazda sprowadzonym zza granicy rozbitkiem jest niebezpieczna, to jazda wyklepanym po wypadku Polonezem czy Maluchem chyba też? A jakoś nie słychać, by rząd przygotowywał zakaz użytkowania powypadkowych aut krajowych. I czy to ładnie? Wygląda przecież na to, że władza nasza kochana martwi się tylko o obywateli zamożnych, którzy mogą sobie pzwolić na samochód z importu. A bezpieczeństwo tych biedniejszych, których stać tylko na używany pojazd krajowy ma, za przeproszeniem, w nosie! Czy to przystoi rządowi robotniczo - ... przepraszam, solidarnościowemu? Po co to wszystko piszę? Bo słyszę wokół komentarze do rządowej decyzji i dziwię się, że tak łatwo jest zrobić ludziom wodę z mózgu. I chciałbym,by Czytelnicy Tygodnika byli na tego rodzaju oddziaływania odporni. Potraktujmy więc te myślowe wygibasy jako swego rodzaju szczepionkę.

Jerzy Ogonowski

Reklama

* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości