Reklama

Felieton

07/05/2001 12:08

Co jakiś czas trafia nam się tzw. okazja. Sklep ogłasza przecenę, ktoś zaczepia nas na ulicy, proponując zakup złotego pierścionka za równowartość kilku "win" albo dowiadujemy się od znajomych, że szwagier zamierza sprzedać prawie nie używanego "Malucha" za śmieszne pieniądze.Na ogół traktujemy takie propozycje z daleko posuniętą ostrożnością, szczególnie jeśli wychodzą od osób nieznajomych. I słusznie. Nie brakuje, i nigdy nie brakowało, na tym świecie rozmaitych naciągaczy. I trzeba być bardzo naiwnym, by bez sprawdzenia nabyć "złotą" biżuterię za dwa wina. Ale w naszych czasach pojawiły się "przekręty" na dużą skalę. Od Bezpiecznych Kas Oszczędności Lecha Grobelnego po rozmaite firmy zasypujące nas listownymi ofertami zakupów atrakcyjnych towarów z możliwością (a nawet pewnością) wygrania samochodu albo miliona złotych. Wszystko to razem każe zachować szczególną czujność, zwłaszcza gdy propozycja wygląda nadzwyczaj atrakcyjnie. Od razu zaczynamy podejrzewać, że coś jest nie tak. Jeśli jeteśmy ostrożni prywatnie, to nie powinniśmy się dziwić, że równie, a może nawet bardziej ostrożni są nasi przedstawiciele, gdy chodzi o gospodarowanie groszem publicznym. Tymczasem jesteśmy świadkami bezprecedensowej nagonki na władze miasta z powodu przezorności, jaką wykazały przy okazji przetargu na budowę gimnazjum na Podolszycach. A co mieli zrobić? Czy oferta o sześć milionów tańsza od wybranej nie przypomina pierścionka z tombaku? Jasne, że przypomina! Czyż zatem Zarządowi nie należy się nagroda za czujność? Skąd się biorą zarzuty roztrwonienia pieniędzy, które można by z pożytkiem wykorzystać na drogi, pensje nauczycieli itp.? To przypominanie wcześniejszych przetargów, kiedy to wybierano podejrzanie tanie oferty, złożone na dodatek przez podejrzanych oferentów? No tak, rzeczywiście tak było, ale trzeba pamiętać, że potem do tych umów sporządzano aneksy i w efekcie koszty inwestycji rosły w stopniu bardzo znaczącym. Ktoś mógłby mi tutaj zarzucić, że w momencie wyboru oferty tych aneksów nie dało się przecież przewidzieć. No, cóż! Taki zarzut dowodzi ewidentnie nieznajomości mechanizmów rządzących procedurą przetargową, możemy go więc śmiało pominąć. Chociaż... Może w tym akurat przypadku rzeczywiście aneksy do umowy nie zostały przewidziane? Aaa, skoro tak, to oferent sam sobie winien i do nikogo nie powinien zgłaszać pretensji. Jedynym wytłumaczeniem może być fakt, że to firma z Siedlec i dlatego nie zna dokładnie procedur administracyjnych obowiązujących w naszym, płockim Urzędzie. Nawiasem mówiąc, Urząd też mógłby się tłumaczyć lepiej. Argument, że cena zaproponowana przez Mostostal Siedlce jest niższa od szacunkowych kosztów materiałów i dlatego została odrzucona jest tak beznadziejnie śmieszny, że używanie go poważnym urzędnikom nie przystoi. Ja rozumiem, że można nie wierzyć w Świętego Mikołaja. Ale przetarg, to nie Mikołajki! Jak w Siedlcach źle policzono koszty, to ich zmartwienie. My z taniej oferty możemy się tylko cieszyć. I dopilnować, by zamiast solidnego budynku nie wystawili nam lepianki z gliny. Ale to już chyba ratuszowi fachowcy potrafią?

Jerzy Ogonowski

Reklama

* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości