Czy można było sobie wyobrazić, że minister edukacji zdąży na czas, czyli przed rozpoczęciem roku szkolnego, wydać rozporządzenie o standardach wymagań egzaminacyjnych nowej matury, którą rzekomo, bo na podstawie zapowiedzi tegoż ministra, ma zdawać w roku 2005 młodzież wkraczająca właśnie do szkół średnich? Można było próbować, ale byłoby to zajęcie tak zbędne, jak próba przewidywania, czy dajmy na to za dwa tygodnie we wtorek będzie już padał śnieg, czy jeszcze nie. Jeśli do tego założy się, że w czasie wakacji odpoczywają nie tylko nauczyciele, to odpowiedź staje się oczywista. A jeżeli weźmie się pod uwagę także wyjątkowo dokuczliwe w tym roku upały, które, jak dowodzi od paru tygodni mój sąsiad na stronie, potrafią skutecznie zablokować pracę szarych komórek, wszystko staje się jasne.Co na to uczniowie, ich rodzice oraz nauczyciele? Pierwsi chyba się zbytnio nie przejmą, dostali się do szkoły średniej i to się teraz tylko liczy, a i tak zapewne wszystkiego nauczą się w ostatniej chwili, niekoniecznie nawet w szkole. Rodzice mają prawo odetchnąć nieco po wyjątkowo w tym roku nerwowej rekrutacji. Nauczyciele natomiast zostali zahartowani przed rokiem, by na wszelki wypadek uczyć "i tak, i tak", więc przyjmą niefrasobliwość urzędniczą ze zrozumiałym spokojem. A kto wie, może opóźnienie komuś się opłaci. Przecież akurat w roku 2005 nastąpi nowe rozdanie kart, więc jakieś ukryte asy z pewnością będą nie do pogardzenia. Doprawdy, godna podziwu zapobiegliwość. A gra maturą to, jak pamiętamy, chwyt już dobrze sprawdzony w tej grze. Z logicznego i prawnego punktu widzenia sprawa wydaje się oczywista. Uczeń powinien wiedzieć przed rozpoczęciem cyklu kształcenia, na jakich zasadach będzie składał egzaminy końcowe, jaka będzie ich forma, jakie treści będą sprawdzane. Wiedza ta jeszcze bardziej potrzebna jest nauczycielom, by właściwie i skutecznie przygotować młodzież i nie tracić po drodze czasu i nerwów na zbędne gdybanie: "co, kiedy, w jakiej formie", a przy tym nie wodzić uczniów za nos "w tę i w tamtą stronę". Tak podpowiada rozum i zwykła ludzka przyzwoitość. Pani minister z uśmiechem na twarzy uspokaja, że jeśli szczegółowe informacje będą podane uczniom w połowie pierwszej klasy, to w zupełności wystarczy. Tak, ale może się okazać niedługo, że będą podane na koniec pierwszej klasy albo i później. Też wystarczy? To są fałszywe nuty, Panie i Panowie politycy, przestańcie nas w końcu mamić, że żyjemy w państwie prawa, w którym nie przypadek, pięści i maczuga, ale jasno określone zasady regulują relacje między nami. A w ucywilizowanym już przecież mocno świecie obok reguł prawnych istnieją jeszcze dobre obyczaje, nie mówiąc o cnotach, których zachowanie należy po prostu do dobrego tonu. Ale z wyczuciem dobrego tonu w naszym kraju coraz gorzej, czego dał dowód redaktor dosyć ponoć poczytnego, choć mocno przy tym plugawego "cotygodniowego dziennika", obrzucając Papieża kalumniami najgorszego sortu, i to akurat w czasie jego pobytu w kraju. Wzięli go zaraz w obronę partyjni koledzy i szybko okazało się, że gorsi od winowajcy są ci, którzy się go czepiają, bo przecież mamy z trudem wywalczoną wolność słowa, która pozwala każdemu pisać, co chce i gdzie chce, a jak się komuś nie podoba, nie musi czytać, i już! Tak rozumując, Panowie, przestańcie ciągać po sądach tego czy innego cowboya za obrazę prezydenta czy innego VIP-a. Chcecie, by rządziła nami dżungla, nie obrażajcie się, gdy czasami jakiś rozjuszony zwierz zechce zapolować na was. A swoją drogą widać, że nie do wszystkich dotarły słowa, które padły na krakowskich Błoniach, nawet do tych, którzy stali najbliżej, co każdy widział w telewizorze. A gdyby ktoś zaprzeczał, jakoby "hałaśliwa propaganda liberalizmu, wolności bez prawdy i odpowiedzialności nasilała się również w naszym kraju", teraz ma dowód, i już!
Wiesław Kopeć
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze