Wielu Polaków los rzucił w różne części nie tylko Europy, by tam kontynuować pracę zawodową. Po latach, kiedy przyszedł czas na emeryturę, jedni wrócili do kraju, inni nie – zostali i tam pobierają należną im emeryturę.
Pan Józef ma 80 lat, zdecydowaną większość życia przepracował, głównie za granicą, będąc przedstawicielem jednej z polskich firm działających w Austrii. Kiedy osiągnął wiek emerytalny, w Polsce naliczono mu 900 zł świadczenia. Nie namyślając się długo, pojechał do austriackiej firmy, z którą był związany przez wiele lat i za pracę tam naliczono mu dodatkowe świadczenie.
Nie zdecydował się mieszkać za granicą, przyjechał do Polski, do Płocka i tu teraz mieszka, pobierając emeryturę. Jest zbulwersowany, że od świadczenia, które przysługuje mu za pracę za granicą, w kraju zabierany jest mu podatek, ale na to nie ma wpływu. Ot, takie przepisy. Ci, którzy zostali za granicą, podatku nie muszą płacić.
Ale pan Józef ma też inny problem. – Każdego roku muszę potwierdzać austriackiemu ZUS-owi, że jeszcze żyję i mogę pobierać świadczenie. Zwykle jeździłem do Ambasady Austriackiej w Warszawie i tam wystarczyło, że jestem, a patrząc na mnie, urzędnik potwierdzał, że żyję. Oczywiście robił to bezpłatnie i od ręki – tłumaczy.
W tym roku zdecydował się nie jechać do Warszawy, ale załatwić sprawę na miejscu. I zaczął wędrówkę po urzędach. – Gdyby trzeba było wypełniać jakieś druki, sprawdzać w dokumentach, to rozumiem, że to mógłby być problem. Ale nie, jest rubryka, w której należy potwierdzić, że żyję. Do tego data, pieczątka, podpis, nic wielkiego - opowiada.
Ku jego zaskoczeniu, nigdzie nie mógł potwierdzić, że żyje, choć osobiście odwiedzał instytucje, gdzie wydawało się, że mają takie uprawnienia. Nikt nie chciał tego potwierdzić. Pan Józef był na policji, w ratuszu, w wydziale ewidencji ludności, w instytucjach, o których tylko pomyślał, że mogą w odpowiednią rubrykę postawić pieczątkę i potwierdzić ją podpisem.
Wreszcie okazało się, że w miastach, gdzie jest notariusz, to właśnie on jest jedyną osobą, która może to potwierdzić. Oczywiście za opłatą. – Notariusz, z którym rozmawiałem, zażyczył sobie około 50 zł i kazał mi się umówić na spotkanie. Dopiero wtedy potwierdzi, że żyję – powiedział pan Józef.
Co ciekawe, gdyby nie mieszkał w mieście, gdzie są notariusze, ale na wsi, gdzie takich kancelarii nie ma, sprawę załatwia się w Urzędzie Stanu Cywilnego. Są specjalne druki, które się wypełnia, a potem urzędnik, od ręki, bezpłatnie potwierdza, że osoba żyje.
Wszystko to prawda. Urzędy Miasta nie mają takich kompetencji, dlatego po poświadczenie trzeba się udać do notariusza. Na wsiach, gdzie kancelarii notarialnych nie ma, może to zrobić urzędnik.
Jol.
fot. www.pixabay.com
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Proszę nie wprowadzać ludzi w błąd. Od lat potwierdzenie życia nieodpłatnie potwierdza mi ZUS. https://kadry.infor.pl/wiadomosci/550205,Poswiadczenia-zycia-dla-osob-pobierajacych-zagraniczne-swiadczenia-emerytalnorentowe.html
Proszę nie wprowadzać ludzi w błąd. Od lat potwierdzenie życia nieodpłatnie potwierdza mi ZUS. https://kadry.infor.pl/wiadomosci/550205,Poswiadczenia-zycia-dla-osob-pobierajacych-zagraniczne-swiadczenia-emerytalnorentowe.html