Kiedy w 60. min Bartosz Bida strzelił gola na 2:0 dla Jagiellonii, wydawało się, że nowy trener nie zdołał odmienić wizerunku drużyny Wisły. Bo choć płocczanie mogli być chwaleni za grę, to za wynik już nie.
Tymczasem w 79. min po rzucie wolnym Mateusza Szwocha piłka odbiła się od słupka i jakimś cudem wpadła do siatki. To był gol kontaktowy, wyjątkowo dziwny, ale ważne, że zaliczony na korzyść Wisły Co prawda w 85. min goście strzelili trzeciego gola, ale bramka Jesusa Imaza nie została uznana, VAR zdecydował, że bramka padła ze spalonego.
Sędzia doliczył 6 minut do regulaminowego czasu. I w ostatniej akcji, której dokładny opis czytelnicy znajdą we wtorkowym wydaniu Tygodnika, po strzale Alana Urygi piłka znalazła się w siatce. Mecz zakończył się remisem 2:2. Jol.
Jol
Fot. Dariusz Ossowski
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze