Reklama

Dom, w którym strach mieszkać

22/03/2001 09:50
“Pałac cudów”, “Płocki Mariot”, “Sajgon” - tylu zasłużonych przydomków nie ma żadna ulica w Płocku, prócz jednej. Jest nią Otolińska 23. Kiedyś był tu hotel robotniczy Fabryki Maszyn Żniwnych. Obecnie przemianowany został na lokale socjalne. Zamieszkują go w sporej części ludzie z wyrokami. Chodzi oczywiście o eksmisje.To co się tu dzieje, przekracza ludzkie pojęcie. Budynek z zewnątrz wygląda obskurnie i nie jest to z pewnością zasługa panującego przedwiośnia. Przeraża już sam widok zdewastowanych rzędów okien. Wiele z nich jest powybijanych, pozatykanych dyktami, blachą czy folią. Gdzieniegdzie zieją wielkie puste dziury. Czasami niczym kuriozum, zdarzają się okna czyste, z estetycznie upiętymi firankami. Ale tylko czasami... Z tych samych okien dobiega głośna muzyka “o blondyneczkach i takich tam”. Niewątpliwy znak, że jednak mieszkają tu ludzie. Nasze oględziny przerywa dziki wrzask. Dobiega z wielkiej, pomazanej ziejącej dziury. To wejście na klatkę schodową. Chwila wahania. Jednak ryzykujemy. Może komuś trzeba pomóc? Tymczasem to tylko banda sześciolatków zawzięcie okładająca się pięściami. Speszyli się na nasz widok. Słychać tupot nóg na schodach. Już ich nie ma, choć jeszcze słychać stek niewybrednych przekleństw. Nie ma co się denerwować. To tylko dzieci. Pod wysokimnapięciem Na klatce schodowej życie toczy się własnym rytmem. Z dnia na dzień ściany stają się bardziej pomazane, płyty na ścianach, odrywane ręką małego wandala, systematycznie topnieją w oczach. Wyłażą spod nich jakieś kable i przewody, których lepiej nie dotykać. Gorzej, gdy nadchodzi noc i wokół nic nie widać. A światła często nie ma, bo zawsze znajdzie się ktoś, komu “potrzebne” są jarzeniówki...Szczęście, że przyszliśmy za dnia. Wszystko widać jak na dłoni, toczy się codzienne życie bloku. Małe dzieci siedzą na posadzce, dorośli robią pranie we wspólnych łazienkach. Przez cały korytarz ciągną się dwa druty w prowizorycznych osłonach. Nagle znikają w uchylonych drzwiach. Zaglądamy nieśmiało, by przekonać się co to za wynalazek. A tam druty “idą” bezpośrednio do gniazdka. A gdzie wtyczka?! Idziemy dalej wzdłuż korytarza i staramy się nie nadepnąć na wijący się “kabel”. Zaraza się odradzaRaz mijamy drzwi, innym razem zaspawane blachą wejścia. Odkryliśmy pewną prawidłowość. Tam, gdzie są drzwi, tam mieszkają ludzie. Tam, gdzie blacha, nie ma już nikogo. Za nią kryje się bałagan, po tych, co się przeprowadzili. Jednocześnie “pustostan” staje się luksusowym apartamentem dla karaluchów, mrówek faraonek, jak również szczurów. Cała ta menażeria nie zna żadnych przeszkód. Bez trudu pokonuje wszelkie prowizoryczne ściany. Chodzą słuchy, że to nieproszone towarzystwo opanowało już cały budynek. Zwłaszcza szczury czują się na Otolińskiej 23 nie tylko bezpiecznie, ale i bezkarnie. Nie boją się ludzi. Czasami potrafią zaatakować.Na razie jednak sporadycznie odbywa się na tutejszej klatce schodowej “urzędowe” tępienie robactwa. Z kolei to, co żywe i nieproszone w 91 pokojach byłego hotelu, to już zmartwienie lokatorów. Koło zamykają zaśmiecone pustostany i wydrążone w ścianach chodniki. W ten sposób zaraza się odradza. Dlatego rano, zanim ktoś sięgnie po chleb czy po ciastko, otwiera bardzo szeroko oczy, by nie najeść się mrówek.Z siekierą na obywatela Na Otolińskiej 23 najgorsze są weekendy. W wielu mieszkaniach zaczynają się szalone imprezy. Przez okna wylatuje wiele niecodziennych, jak również codziennego użytku przedmiotów. Lepiej też nie wychodzić na klatkę schodową. Łatwo o wypadek, czy też upadek ze schodów. Niejedna osoba przypłaciła samowolne wyjście z domu trwałą utratą zdrowia czy dotkliwym pobiciem przez nieznanych sprawców. Za niejednym delikwentem ganiano z siekierą.Najlepiej po godzinie 21,00 nie wychodzić z własnego pokoju, nawet pod pretekstem skorzystania ze wspólnej łazienki. Dobrze też w drzwiach zamontować kilka zamków i przysposobić sobie groźnego psa obronnego. Choć i ten na nic się nie zda, bo w razie obrony, za niebezpieczne zwierzę odpowiada właściciel. Ludzie jednak nagminnie je hodują. Z dużymi czworonogami muszą mieszkać na 13 metrach. Mówią jednak, że z tego powodu mniej się boją.A mają czego. Zdarza się, że w środku nocy, ktoś obcy wkłada klucze do zamka ich mieszkań. Zdarza się, że silnym kopnięciem wyważa drzwi. A kiedy nikogo nie ma w domu, złodziej dostaje się do ciasnych pokoi... sufitem. Całkowicie je demoluje i kradnie cenne rzeczy z tych 13 m, w których zazwyczaj mieści się cały dorobek życia ludzi. Co najgorsze, nawet nie można się ubezpieczyć. O czym tu w ogóle myśleć, skoro w razie potrzeby nikt nie pomoże, pomimo że przez wizjer widzi, co się dzieje na korytarzu, a przez ścianę słyszy, co się rozgrywa obok. Rzekło by się, wolnoć Tomku w swoim domku. Może gdyby miasto wyremontowało łazienki, dałoby się jeszcze jakoś żyć. Nie groziłoby w takim stopniu jak obecnie, porażenie prądem... pod prysznicem. Sufit bowiem przecieka, a woda dostaje się wszędzie. Także do instalacji elektrycznej. Może w ciasnej umywalni, stanowiącej także zbiorową pralnię, udałoby się zatkać ściany, z których wyłazi wata szklana. Człowiek nieopatrznie się o nią oprze i ma noc z głowy. Skóra swędzi, tworzą się rany, pościel tylko uraża chore miejsca.Oddam mu wszystkoNajwiększym marzeniem części mieszkańców Otolińskiej 23 jest choćby jednodniowa zamiana na mieszkania z decydentami od spraw mieszkaniowych w Płocku. Przecież dzięki nim przyszło im tu mieszkać. Obiecywano, że tylko na chwilę, dopóki nie znajdą się dla nich lokale komunalne. Tymczasem płyną w stresie dni, miesiące, lata... Lokatorzy tych klitek oddaliby urzędnikom cały swój majątek do dyspozycji. Mało tego, nawet by im dopłacili i zapłacili. Może w końcu by komuś serce zmiękło? - snują marzenia.Wychodzimy z “Pałacu cudów” na świeże powietrze. Przechodzimy do dzielnicy obok. Jak ona się różni. Pod sklepem rozmawiają dwie kobiety: - Znowu mi dzieciaki z Mariotu wyrwały siatkę z zakupami. Zaczęłam krzyczeć. A te odbiegły kawałek i wszystko co tam miałam, na miejscu zjadły. Byłam wściekła, ale z drugiej strony...Po chwili dowiedzieliśmy się, że wczoraj maluchy chodziły po blokach i prosiły o butelki po piwie. Miasto ze swej strony udostępnia dzieciom świetlice środowiskowe, daje też wszystkim potrzebującym mieszkańcom Otolińskiej jeden ciepły posiłek. Widocznie jest to za mało... I właściwie nie wiadomo, co jest gorsze w przypadku Otolińskiej 23 - ciężkie warunki mieszkaniowe, czy skomplikowane losy ludzi, którym przyszło tu mieszkać.Blanka Stanuszkiewiczfot. Dariusz Ossowski
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości