Reklama

Disco polo i disco balkano

06/09/2001 13:17
O gustach si? nie dyskutuje, powiada staro?ytna sentencja. Czasy nadesz?y jednak wyra?nie nowo?ytne, bo wszyscy doko?a bez uprzedze? dziel? si? opiniami na temat estetycznych upodoba? bli?nich.Ale i okazji – staro?ytnym zgo?a nie znanych – po temu nie brakuje. Coraz trudniej przychodzi zacisn?? pi??ci w kieszeni i przej?? oboj?tnie obok zjawisk takich, jak: masowa popularno?? s?odkich niczym landrynki bohater?w popo?udniowych seriali, nie znaj?cych poczucia ?enady protagonist?w rozmaitych reality show, nieustannie zadowolonych z siebie lider?w partyjnych ugrupowa? albo muzycznych gwiazd, kt?re nie wahaj? si? ?wieci? sztucznym, odbitym ?wiat?em, byle tylko nie spa?? z gwo?dzia wbitego w sam ?rodek firmamentu. Greccy stoicy na pewno nie byliby tym zachwyceni, ale ostatnio nawet najm?drzejszym puszczaj? nerwy, czego dowodem publikacja protestacyjnego listu znanych postaci ?rodowiska filmowego w sprawie poziomu program?w w telewizji. Niesmak i oburzenie szacownego gremium, tw?rc?w kanonu polskiego kina ostatniego p??wiecza, wydaj? si? w pe?ni uzasadnione, tyle tylko, ?e ich szlachetne apele przypominaj? nawo?ywania do wiatru, by przesta? wia?, czy zaklinanie deszczu, by zacz?? pada?. Uczeni ze Zwi?zku Radzieckiego obiecywali kiedy? panowanie nad przyrod?, zawracanie rzek kijem, og?lne ujarzmienie, czyli ocenzurowanie klimatu i wiadomo, ?e nic dobrego z tego nie wynik?o. Wiadomo, ?e tak samo dobre, jak i z?e gusta mo?na kszta?towa? i zapewne znaj?cym si? na rachunkach specjalistom coraz cz??ciej wychodzi, ?e bardziej op?aca si? kszta?towa? w tzw. masowym odbiorcy gust z?y. K?opot w tym, ?e bez stworzenia odpowiednio atrakcyjnej alternatywy, samym tylko krzykiem i biciem linijk? po ?apach niewiele si? zdzia?a. ?wi?te oburzenie artyst?w kina przypomina pe?n? niedowierzania zgroz? rodzic?w, kt?rzy przez ca?e dnie ci??ko pracuj?, wieczorami starcza im czasu jedynie na zjedzenie sp??nionego obiadu, ogl?danie telewizji i tradycyjn? wymian? wzajemnych pretensji, a p??niej dziwi? si?, kiedy ich dzieci szukaj? pozytywnych wra?e? w alkoholu albo narkotykach. Tymczasem jako? trzeba przecie? odreagowa? smutek rodzinnego domu i nud? szko?y. Najpopularniejszym za? lekarstwem na smutek i nud? ?ycia - nie tylko doros?ego, lecz ?ycia jako takiego, ?ycia w og?le - jest kicz: s?odka, kolorowa alternatywa dla gorzkiego, szarego ?wiata. Kicz sentymentalny, romansowy, rodem z latynoameryka?skich seriali, kicz niby prawdziwego ?ycia pod czujnym okiem milion?w widz?w i Wielkiego Brata, kicz wyborczych obietnic, kt?re w rzeczywisto?ci nie maj? prawa si? spe?ni?. No i oczywi?cie kicz, kt?rym obrasta, jak coraz grubsz? warstw? t?uszczu, muzyka popularna. Ba?ka?ski folklor i polska pie?? biesiadna Nie ukrywam, ?e bardzo ceni? i lubi? Gorana Bregovicia. Ceni? za niebywa?y talent do ??czenia tradycyjnych ludowych z Ba?kan?w i nowoczesnych popowych lub rockowych aran?acji. Za stylistyczn? konsekwencj? w czerpaniu inspiracji z etnicznych korzeni, tak samo dwadzie?cia lat temu, kiedy by? liderem i tw?rc? repertuaru jugos?owia?skiej grupy rockowej Bijelo Dugme, jak i dzi?, gdy zosta? cenionym na ca?ym ?wiecie tw?rc? muzyki filmowej (Underground, Arizona Dream, Kr?lowa Margot). Za stworzenie oryginalnego, natychmiast rozpoznawalnego brzmienia swojej cyga?skiej orkiestry, kt?ra cho? oparta na akustycznych, blaszanych instrumentach d?tych, pot?g? d?wi?ku i dynamik? mog?aby zawstydzi? wi?kszo?? zasilanych pr?dem elektrycznym i ha?asuj?cych co si? m?odych zespo??w metalowych czy punkowych. A lubi? go, tak ju? ca?kiem prywatnie i od serca, za niezwyk?e, przejmuj?ce ludowe melodie, ocalone od zag?uszenia przez zgie?k cywilizacji i zapomnienia (z cyga?sk? Ederlezi na czele). Za szlachetn? prostot? i bezpo?rednio??, zar?wno kompozycji, jak i ich tw?rcy, dalekiego od m?tnych mitologii i mistycznych przes?a? modnych w ostatnich latach World Music czy New Age Music, tw?rcy zapl?tanego w skomplikowane wi?zy w?asnej geografii, i tragicznej historii, i broni?cego si? przed ?atwym narodowym zaszufladkowaniem w naj?agodniejszy, najmniej krwawy z mo?liwych sposob?w – w?a?nie muzyk?. A wreszcie za wsp??prac? z artystami, kt?rzy jego muzyk? potrafi? uczyni? jeszcze bardziej uniwersaln?, pojemn? w odniesienia i znaczenia (jak s?ynny gwiazdor rocka Iggy Pop, popularny w latach 60-tych, a dzi? ju? prawie zapomniany ameryka?ski wokalista Scott Walker, grecki poeta i pie?niarz George Dalaras, pe?na orientalnego temperamentu i czaru Ofra Haza czy w ko?cu nasza Kayah, dla kt?rej wsp??praca z Bregoviciem to nie tylko najwi?kszy sukces komercyjny, ale jak wiele na to wskazuje, tak?e artystyczny. Naprawd? trudno mi, przy ca?ej dobrej woli i wieloletniej sympatii, dopisa? do tej listy z fantastycznym wyczuciem dobranych partner?w tak?e Krzysztofa Krawczyka. Us?yszawszy par? miesi?cy temu o projekcie wsp?lnych nagra?, star?em si? nie mie? wst?pnych uprzedze?, cho? Krawczyk to przecie? dla wielu prawdziwe uosobienie tego, co w polskim piosenkarstwie estradowym najbardziej kiczowate, schlebiaj?ce najpodlejszym gustom, momentami tak groteskowo prza?ne i ckliwie sentymentalne, ?e wr?cz ocieraj?ce si? o autoparodi?. Do?? wspomnie?, ?e nawet przebywaj?cy stosunkowo kr?tko w Polsce jeden z lektor?w w p?ockim Centrum J?zyk?w Obcych David, zapytany o ulubionego polskiego wykonawc?, z typowo angielskim czarnym humorem wymienia w?a?nie Krawczyka, ku uciesze koleg?w i na dow?d b?yskotliwej znajomo?ci reali?w artystycznych kraju, do kt?rego przyby?. Sk?d wzi?? drugie ?ycie Sam tytu? albumu tego zaskakuj?cego duetu egzotycznego Krawczyk/Bregovi? Daj mi drugie ?ycie mo?e wiele sugerowa?, je?li chodzi o polsk? po?ow? przedsi?wzi?cia, bo Krzysztof Krawczyk znany jest z tego, ?e zawsze udaje mu si? za?apa? na kolejn? fal? popularnego muzycznego nurtu. Pod koniec lat 60-tych filar zespo?u Trubadurzy, wyzyskuj?cego mod? na grupy polskiego mocnego uderzenia, jak Czerwone Gitary czy Skaldowie, przez ca?? nast?pn? dekad? w ?cis?ej czo??wce wykonawstwa estradowego i festiwalowego, opatrzonego typow? „gierkowsk?” wystawno?ci? i sznytem, p??niej, po nie do ko?ca udanej pr?bie podbicia rynku ameryka?skiej Polonii, powr?t w glorii wschodz?cej gwiazdy disco polo, a w efekcie imponuj?ce nak?ady p?yt nagranych w kultowej dla tego gatunku wytw?rni Omega. Kolejne ?ycie, niczym animowany bohater gry komputerowej, Krawczyk, z niezawodn? intuicj?, spodziewa si? znale?? w kolejnej stacji, na nast?pnym poziomie gry, czyli na ?onie coraz popularniejszego nurtu ??cz?cego elementy muzyki popularnej i tradycyjnego folkloru. Sukcesy Golec uOrkiestra czy Brathank?w w?a?ciwie nie pozostawi?y mu wyboru, a Bregovi? spad? po prostu jak z b??kitnego nieba nad Adriatykiem. Mo?na spr?bowa? zrozumie? tak?e motywy Bregovicia, kt?ry poszukiwa? kogo? o prawdziwej – jak nale?y wylewnej, lecz za ko?nierz nie wylewaj?cej – s?owia?skiej duszy, artysty witalnego, spontanicznego, dysponuj?cego du?ym g?osem i naturaln? ekspresj?, i wszystko to naturalnie odnalaz? w Krawczyku. C?? jednak z tego, skoro s?owia?sko?? duszy wyra?ana jest w stylu i z niezno?n? manier? rodem z Gali Piosenki Biesiadnej, spontaniczno?? i witalno?? przeradza si? w natr?tny sentymentalizm, za? ekspresja wokalna, ca?e bogactwo stwarzanych g?osem klimat?w i odcieni, ociera si? o ekspresj? szwagra na weselu godzin? po p??nocy. Do tandety piosenkarskiej trzeba niestety doda? tandet? i p?j?cie na ?atwizn? aran?acyjn?. Niekt?re partie instrument?w s? jakby ?ywcem przeniesione z wcze?niejszych utwor?w Bregovicia, prawie zupe?nie brak od?wie?aj?cych element?w, a ca?o?? partii instrumentalnych wygl?da na do?? mechanicznie dogran? w studiu. To, co na poprzednich p?ytach Bregovicia by?o ledwie s?abo?ci?, ?atw? do wybaczenia, bo rekompensowan? przez nowe pomys?y, tu staje si? cech? dominuj?c?, kt?ra na d?u?sz? met? zaczyna m?czy?. Gdyby jeszcze te piosenki nie lecia?y zewsz?d i o ka?dej porze, z dowolnego radia, w autobusach, w kawiarniach, z okien mieszka?. Kicz okazjonalny, w??czany na ?yczenie w telewizji, to jednak co innego ni? kicz natr?tny, wdzieraj?cy si? w uszy bez przerwy i mimo woli. C??, ka?dy gust, nie tylko dobry, trzeba cierpliwie kszta?towa?, ale przy odpowiednim nak?adzie czasu i pracy – sukces murowany. Maciej Wo?niak *Za p?yty i ?yczliwo?? dzi?kujemy stoiku p?ytowemu „Swing” w Domu Handlowym TSS na I pi?trze
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości