Ciężko chorzy mogą w ciągu jednego dnia stać się uzdrowieni i zdolni do pracy. Wystarczy tylko, że stawią się na wyznaczoną komisję w ZUS-ie. Uzdrowienie, niestety, powoduje mało przyjemne konsekwencje - utratę renty. Średnio jest to kwota równa 330 złotych. Musi ona starczyć chorym na miesiąc życia i leczenie.Nie jest to wiele. Jednak zainteresowani twierdzą, że lepiej je mieć w kieszeni, niż nie. Są to ludzie często około 50. z miażdżycą, epilepsją, nadciśnieniem, astmą, którzy według zusowskich orzeczników mogą podjąć pracę. W ten sposób przybywa nie tylko “pseudozdrowych” ale i bezrobotnych. Atmosfera przed drzwiami orzeczników w ZUS-ie jest bardzo nerwowa. Ludzie ściskaja w rękach potrzebne badania wydane przez lekarzy prowadzących. Czy to jednak dziś wystarczy? Zza drzwi orzecznika dobiegają szczątki rozmowy. “Pani doktor ja bardzo proszę... To nie moja sprawa. Proszę wyjść.” Ludzie na holu stają się coraz bardziej zasępieni. Żal kobiety, z drugiej strony pewnie za chwilę spotka ich to samo. Podobno wczoraj zebrało się tu kilka osób. Wśród nich był jeden człowiek z widocznym kalectwem. Nie miał nogi. I tylko jemu pozostawiono rentę, bo był pracownikiem fizycznym. Teraz bowiem nie wystarczy tylko być chorym, by mieć rentę. Trzeba jeszcze udowodnić, że choroba przeszkadza w wykonywaniu pracy.-Mam wadę serca, nadciśnienie od 20 lat, tarczycę i astmę - mówi 47-letnia Janina K. - Jednak na komisji o przedłużeniu mojej renty o wszystkim decydowała reumatolog. Na badaniu sprawdzała mi stawy, wymachiwała moimi rękami i nogami, przejrzała także wystawione przez mojego kardiologa dokumenty dotyczące choroby. Stwierdziła, że owszem schorzenie istnieje, jednak mogę pracować.Zadecydowała w ten sposób, bo pani Janina pracowała umysłowo, a z tymi schorzeniami w biurze można sobie poradzić. Kobieta w 1990 roku znalazła się na zasiłku dla bezrobotnych z powodu likwidacji zakładu pracy. Później przyznano jej rentę. Do tej pory bez problemu miała ją przedłużaną. Obecne wyniki badań są o wiele gorsze, niż te, które kwalifikowały ją na rentę. Okazuje się, że to jednak mało przekonujące dowody. Podważane jest więc zdanie specjalisty stwierdzającego schorzenia, na które cierpi kobieta.Anna Z. jest w podobnej sytuacji. Starała się o przedłużenie renty ze względu na miażdżycę. Miała ze sobą badania ultrasonograficzne wykonane wysokiej klasy urządzeniami komputerowymi. Pani doktor zbadała ręcznie praktycznie niedrożne tętnice nóg. Na koniec stwierdziła, że Anna Z. jest zdolna do pracy. - Nie wytrzymałam i powiedziałam, że mam 45 lat, kto mnie więc teraz zatrudni. Straciłam pacę w wieku 33 lat i już wtedy nikt mnie nie chciał przyjąć, a co dopiero teraz- narzeka kobieta. Do dyskusji dołącza się Jan F. - Lekarze przyjmujący na komisji pracują w przychodniach, albo w szpitalach, dodatkowo mają swoje prywatne gabinety, w ZUS-ie są zatrudnieni, żeby jeszcze dorobić. A mnie, gdzie to jest jedyne źródło utrzymania, chcą zabrać 330 złotych renty. Za ich zabieranie muszą chyba dostawać premie.Ludzie odwołują się od krzywdzących decyzji orzeczników. Jest to jednak długa wyboista droga. Trzeba złożyć sprawę w Sądzie Pracy w Warszawie, zrobić kolejne badania u biegłych lekarzy sądowych. To wszystko wymaga czasu, ponosi się także koszty. Nie każdego na to stać, tym bardziej że wcale nie jest powiedziane, że sprawę trzeba wygrać, zwłaszcza, gdy choremu brakuje trochę do pięćdziesiątki. Ludzi bulwersuje fakt, że podważa się kompetencje ich lekarzy. -Mój kardiolog po odebraniu mi renty stwierdził, że za 18 miesięcy napiszemy podanie o następna rentę ze względu na pogorszenie stanu zdrowia, bo z pewnością mnie już się ono nie polepszy - mówi pani Janina K.Kobieta znowu znalazła się na “kuroniówce”, by chociaż zapewnić sobie darmowe świadczenia medyczne -Zasiłku mam 450 złotych. Wszystko to po 23 latach pracy. To trochę lepiej niż 330 złotych renty inwalidzkiej - szuka pozytywnych stron. - Co dalej będzie, nie wiem. Zasiłek nie trwa wiecznie.Mąż pani Janiny zarabia 900 złotych. Mają jedno dziecko. Żyją od kredytu do kredytu. -Lekarze wypisują mi recepty. Nigdy nie stać mnie na wykupienie wszystkich leków. Biorę tylko to, co pozwala mi oddychać czy obniżyć ciśnienie... Ewie D., chorej na serce, pomimo wielu trudności, udało się przedłużyć rentę inwalidzką do końca roku: -Przedłużono mi ją tylko dlatego, żebym mogła wykonać sobie badanie kardiologiczne. Niestety jest ono robione wyłącznie w przypadku skierowania na operację. Nie ma w moim przypadku takich wskazań. Nie będę więc miała renty...Z kolei Robert J. złamał niefortunnie nogę. Od pięciu miesięcy jest na zwolnieniu lekarskim. Chodzi na rehabilitacje. Noga jednak wciąż nie jest sprawna. Aby po sześciu miesiącach zwolnienia lekarskiego nie składał podania o rentę, ZUS wysyła go na 3 tygodnie do sanatorium. Płaci za jego pobyt i życzy po powrocie poprawy zdrowia. Po tym wypoczynku pan Robert nie będzie mógł starać się o rentę. Jest to tzw. prewencja rentowa.W 1997 roku przeprowadzono reformę systemu orzekania o niezdolności do pracy w systemie ubezpieczeń społecznych pracowników. Orzeka o niej jednoosobowo lekarz. Może on korzystać z konsultacji specjalistów, zlecić badania dodatkowe. Bierze on za wydane orzeczenia osobistą odpowiedzialność, zdając sobie sprawę że jego orzeczenie będzie przedmiotem dalszej oceny zwierzchników. Spośród wszystkich osób, które w 1999 roku na terenie Płocka, Gostynina i Sierpca uzyskały niesatysfakcjonujące decyzje rentowe, sąd uwzględnił 27% odwołań. W 2000 roku ogólnie wydano 4671 orzeczeń. Brak niezdolności do pracy uznano u 704 osób. Część z nich odwoływała się od decyzji sądownie. W przypadku 25% sąd uwzględnił odwołania. W grupie tej znaleźli się jednak również ci, którzy nie godzili się na zmianę grupy inwalidzkiej z II na III.Rzecznik prasowy płockiego ZUS-u - Joanna Misztalska twierdzi , że powszechne jest niezrozumienie roli ubezpieczeń społecznych. Większość ludzi po 40. zaczyna chorować, nie oznacza to wcale, że traci zdolność do pracy. Niektóre schorzenia pozwalają wykonywać wiele zawodów, do których można się przyuczyć. Na świecie panuje tendencja, by ludzie niepełnosprawni nie byli odsuwani na margines życia zawodowego. Umożliwia się im jak najdłuższe wykonywanie zawodu. Ma to chronić osoby o słabszym zdrowiu choćby przed ubóstwem. W tym właśnie kierunku idzie także reforma orzekania o niezdolności do pracy, wdrażana od 1 września 1997. Za “lewe renty inwalidzkie” płacą wszyscy, którzy pracują. Mogłyby być one wyższe, gdyby nie płacono ich tym, którzy mogą pracować. Blanka Stanuszkiewicz fot. Dariusz Ossowski
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze