Tak, dzisiaj będzie felieton dla miłośników matematyki. Prawie same liczby! A co? Im też się coś od życia należy! Co to za liczby? Będzie o pieniądzach. A dokładnie o cudownym rozmnożeniu dochodów tegorocznego budżetu. Będą wyższe o osiemdziesiąt miliardów złotych od zaplanowanych. Osiemdziesiąt miliardów przy planowanych czterystu! Dwadzieścia procent! To więcej niż cud. To… Nie wiem, Może Szanowni Czytelnicy znajdą odpowiednie słowo?
A tymczasem garść komentarzy fachowców. Wszystkie cytaty pochodzą z Internetu. Dane autorów pozwolę sobie pominąć (w razie potrzeby wystarczy sięgnąć po „Gugla”). "Na skutek lepszych dochodów i uszczelnień w budżecie państwa w tym roku pojawi się o 80 mld zł więcej, stąd decyzja o nowelizacji budżetu". To wypowiedź szefa rządu.
Oszustwo w ustawie budżetowej na 2021 rok. Dochody z VAT w 2020 roku, gdy mieliśmy recesję (-2,8 proc. PKB) wyniosły 184,5 mld zł. A na 2021 rok rząd zaplanował 181 mld zł, czyli niższe, chociaż założył wzrost 4 proc. PKB. Powinny być zaplanowane na kwotę 195 mld zł. Drugi powód to szalejąca drożyzna. Rząd założył inflację na poziomie 1,8 proc., teraz twierdzi, że wyniesie 4,3 proc. Poszczęściło mu się przy sprzedaży praw do emisji CO2. Tona CO2 z 28 euro podskoczyła obecnie do 60 euro. Razem to czterdzieści dodatkowych miliardów w budżecie – grzmi posłanka opozycji.
To nie jest wynik uszczelniania systemu podatkowego, bo ten jest już tak szczelny, że nawet mysz się nie prześlizgnie. To gospodarka radzi sobie dobrze i szybciej, niż w innych krajach wraca na tory przedpandemiczne, co daje rekordowe wpływy z CIT od przedsiębiorstw i równie rekordowe wpływy z PIT-ów od podatników (skutek m.in. wzrostu płac, w tym płacy minimalnej) – twierdzi analityk z Polskiego Instytutu Ekonomicznego.
„Jak tam było, tak tam było, zawsze jakoś było. Jeszcze nigdy tak nie było, żeby jakoś nie było” Pozwolę sobie zakończyć ten przydługi być może ciąg komentarzy fachowców od gospodarki cytatem z „Przygód dobrego wojaka Szwejka”. Własny komentarz? Cóż, bogatemu diabeł dzieci kołysze, jak powiada mądrość ludowa. Mnie się jakoś (mimo czynionych wysiłków, żeby nie było jak w znanym dowcipie z brodą, że trzeba było dać Panu Bogu szansę i wysłać kupon) nigdy nie udało „znaleźć” dwudziestu procent miesięcznych dochodów. Ba, nawet dwoma procentami nie mogę się pochwalić… Zatem na koniec się wyzłośliwię. Rąbnąć się w prognozie gospodarczej o dwadzieścia procent to trzeba być nie lada „fachowcem”…
Jerzy Ogonowski
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze