Dawno już nie komentowałem w tym miejscu tekstów z wiadomego dziennika. Toteż dziś odrabiam zaległości i biorę na warsztat… Nie, tym razem nie będzie polemiki z gwiazdą polskiej etyki, ale nie mniej jasno świecącą gwiazdą dziennikarstwa, również gościnnie występującą na łamach tegoż dziennika. Otóż pada tam szereg zarzutów pod adresem szefa rządu. Chodzi o to, że zamiast sprawami ważnymi zajmuje się drobnicą. A to obieca futbolistom premię za „popisy” na Mundialu, a to świeżo upieczonym mistrzom Polski lekką ręko dorzuci z publicznej kasy na budowę stadionu z prawdziwego zdarzenia, to znów oburzy się na posłów koalicjanta, że uśmiechają się do posłanki opozycji… I last, but not least, nieustannie śledzi i komentuje wystąpienia lidera opozycji!
I tu, jak zawsze zresztą, pozwolę sobie z tymi zarzutami się nie zgodzić. Na początek odpowiedź w duchu liberalnym (w klasycznym znaczeniu tego terminu) na tytułowe pytanie w stylu wojskowym. Otóż liberał odpowie, że premier ma nie przeszkadzać! I taki zestaw zajęć szefa rządu, jak przedstawiony powyżej idealnie odpowiada na to zapotrzebowanie. Można tu jeszcze dorzucić w duchu sportowym „haratanie w gałę”… Gdyby Pan Premier z pełnym zaangażowaniem oddał się zajęciom tego rodzaju, być może nie „urodziłby się” na przykład „Polski Ład”...
A przy okazji… Minął termin składania rocznych rozliczeń podatkowych, zwanych potocznie „pitami”. Towarzyszyła temu wydarzeniu kampania promująca rekordowe zwroty nadpłaconych w wyniku tej wiekopomnej reformy zaliczek na podatek dochodowy. Co te rekordy oznaczają? Cóż, przez cały rok płaciłeś podatniku za dużo, ale po złożeniu „pita” państwo ci tę nadwyżkę zwróci. I tu jest pies pogrzebany. Bo czy za korzystanie z twoich pieniędzy przez ten czas urząd skarbowy zapłaci ci odsetki? Powiększone, rzecz jasna, o wskaźnik inflacji? Wolne żarty!
I na koniec z naszego podwórka. Kończy się budowa stadionu, w lipcu otwarcie, a tu futboliści zafundowali kibicom nie lada atrakcje na koniec sezonu. Tym bardziej szokujące, że przez wiele miesięcy bili się o puchary, a nawet przebąkiwano o mistrzostwie, a na dwie kolejki przed końcem stali się głównym kandydatem do spadku. I kibice mogliby śmiało rwać włosy z głowy, gdyby nie „okoliczności łagodzące”. Rozkład jazdy mają teoretycznie nie do pozazdroszczenia gdyby… Za tydzień grają ze świeżo upieczonym mistrzem Polski, a na koniec wyjazd pod Wawel. Ale Raków świętuje tytuł i hojnie rozdaje punkty potrzebującym, a główny konkurent w walce o utrzymanie kończy spotkaniem z nowym wicemistrzem kraju, a za tydzień ma derby Dolnego Śląska. Wprawdzie z pewnym spadkowiczem, ale jak mówi stare piłkarskie porzekadło, derby rządzą się swoimi prawami. Czyli, jak mówią na wyścigach, nadal „wszystko w rękach konia”…
Jerzy Ogonowski
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze