Poniedziałek 25 kwietnia 2005 roku Na liście uczestników, które zdecydowały się przystąpić do konkursu na bezpieczne gospodarstwo rolne tego dnia znajduje się 8 nazwisk (w ogóle – 32). Trasa będzie długa. pobiegł przez gminy: Bulkowo, Mała Wieś, Wyszogród, Iłów, Gąbin. Komisja przejechała około 170 km, oceniając, które obejście jest bezpieczne, a które wprost przeciwnie. Razem z przedstawicielami Oddziału Regionalnego KRUS w Płocku, płockiego oddziału Mazowieckiego Ośrodka Doradztwa Rolniczego i Państwowej Inspekcji Pracy gospodarstwa oglądała reporterka „TP”. Przy okazji przyglądała się jak wygląda Polska wieś w rok po akcesji do UE. Na „dzień dobry” gospodarstwo w budowie w gminie Bulkowo. Właściciel to obszarowiec – ma 100 ha, głównie uprawia miętę i buraki cukrowe. Mówi, że stracił na tym 15 tys. zł, bo dostał tylko dopłatę podstawową: – W Unii na wsi jest nie za specjalnie – orzeka. – Wygrali mniejsi gospodarze, dostali dwie dopłaty do ziemi i do zbóż. Ale on kupił ciągnik za SAPARD. Radzi sobie i jeszcze pozwolił żonie pracować w zakładzie fryzjerskim. Jest alternatywne źródło dochodu, co się chwali.
Rolnik nie lubi konkursów, ale komisja przekonuje go, żeby ryzykował, bo nic nie traci. Przynajmniej zorientuje się, na co powinien zwrócić uwagę w przyszłości, bardziej niż o estetykę, chodzi o bezpieczeństwo. Z tym u G. różnie, bo podwórze zbyt grząskie. Przy wejściach do pomieszczeń gospodarczych – progi, czyli źle. W garażu zwisa dość niebezpiecznie wyglądający przewód elektryczny. Tu i ówdzie wrota nie zabezpieczone przed samoczynnym otwieraniem się (a powinny mieć haki). In plus ma rolnik osobne pomieszczenie na pojemniki z paliwem. In minus – drabinę bez umocowań i stadko psów, które powinny być uwiązane. Najgorzej z krajzegą: – Pilarka tarczowa do drewna ciąży na całej reszcie – grzmi komisja podsumowując obejście. Lepiej jej nie mieć niż mieć uszkodzoną czy bez osłony. Jeszcze lepiej schować, bo później się okaże, że to główny element, za który rolnicy otrzymują punkty ujemne. I jeszcze za kluczyk w stacyjce w ciągniku.
Potem samochód komisji mknie do gminy Mała Wieś. W szranki konkursu staje tu właściciel 37-hektarowego gospodarstwa, malowniczo położonego, zaledwie, 700 m od Wisły. Jest nieobecny, więc pomocą komisji służy syn licealista. Rozległe obejście przypomina tartak, ale właściciele głównie uprawiają zboża. Dopłaty poszły na rzeczy najpotrzebniejsze: paliwo i nawozy, ale nie mają one osobnego lokum. Rolnik używa trzech ciągników, niebawem zakupi czwarty. Ma żyłkę do innowacji: zrobił bańkę, w której nagrzewa się woda i przyczepę z osią od stara, która może naprawdę sporo udźwignąć. Na podwórzu – estetycznie, poza nim – znacznie gorzej. Syn wyjaśnia, że on przejmie gospodarstwo, ale jest jeszcze starszy brat: – Będzie walka! – żartuje komisja. Nie będzie, bo brat już pracuje. Komisja krytykuje piasek na podwórku, kiepską pokrywę na szambie, byle jaką drabinę, uszkodzoną tarczę krajzegi i... chyba ze 100 butelek piwa w garażu. Chwali posiadanie kilku gaśnic (to ewenement!), równe podłogi w pomieszczeniach gospodarskich, dobrą instalację elektryczną, odpowiednie parkowanie maszyn, osobne pomieszczenie na paliwo. Na pierwszy rzut oka obejście prezentuje się obszernie i atrakcyjnie.
Bezrobocia
na wsi nie ma
W tej samej gminie znajduje się drugie gospodarstwo na konkurs. Dla właścicieli to nie pierwszyzna, byli już jego laureatami. Mają 23 ha (kukurydza, pastwiska), 3 ciągniki i 22 sztuki bydła mlecznego. Rocznie do kutnowskiej Zoriny odstawiają 60 tys. litrów mleka, cena dobra, jest certyfikat na oborę. Brak pomieszczenia na nawozy i opryski, bo rolnicy zużywają je na bieżąco. Dostaną dodatkowe punkty za zsyp do zboża. Są optymistami: – Jak się robi, to się ma. – Bezrobocia u nas nie będzie – zapewnia rolnik. – Tylko żeby były finansowe efekty – uzupełnia komisja, dobrze znająca realia pracy na wsi. Zauważa też nieporządek w stodole, brak gaśnicy i osłon na wałach przy maszynach (a to niedobrze), drabiny bez zabezpieczeń. Podoba się za to bezpieczne podwieszenie wózka do obornika. Komisja mogłaby też wziąć pod uwagę stosunek do komisji. Bardzo pozytywny.
Kolejny rolnik mieszka w gminie Wyszogród. Rozmowie towarzyszy nieustający jazgot psów na łańcuchach. Są jak policyjne czujki, bo w okolicy kradną. Dlatego na drzwiach są kłódki. W oborze stoi 13 krów mlecznych, w garażach m.in. 4 ciągniki: – Może trochę przydużo, ale przynajmniej maszyn nie trzeba przełączać – komentuje żartobliwie rolnik. Na 14 ha uprawia buraki, kukurydzę, pszenicę. Dopłaty zainwestował: kupił pług. Gospodarstwa broni jak reduty, każąc nie patrzeć komisji na nieużywane maszyny. Z zainteresowaniem przyglądamy się za to agregatowi o dużej mocy – rolnik używa go do dojenia krów, gdy nie ma prądu. A o krowy dbać musi, bo są pod genetyczną kontrolą regionalnego centrum hodowli. Na podwórku, oprócz dwóch rozłożystych wierzb płaczących, także swojski wodopój dla krów przy studni. Brak sprężyny przy ciągniku można darować, bo kiedyś takich zabezpieczeń nie produkowano. Komisja nie podaruje jednak niepotrzebnych progów, braku gaśnicy i paliwa składowanego przy nawozach. Pochwali właściciela gospodarstwa za specjalną szafę na szczepionki dla krów.
Kiedy
tylko zakwitną jabłonie
Następne w konkursowej kolejce małżeństwo to sadownicy na 28 ha (jabłka m.in. idaret, champion i czarna porzeczka). Towar zbywają za granicą i na giełdzie w Poznaniu. Kosztujemy jabłka, które przechowuje się w ogromnych gabarytowo chłodniach, w jednej – malowidło owoców autorstwa gospodarza. – Z dopłat miałem całe 200 zł do hektara, czyli niewiele, a przecież w Unii wszystko podrożało – narzeka małżeństwo. Na ich podwórku psy na obcych nie szczekają, bo są oswojone z obcymi, ale i tak powinny być uwiązane. Po obejściu dumnie kroczy indyk, wdowiec. Komisji podoba się „eleganckie” pomieszczenie na opryski. Sadownik pokazuje wiertarkę Boscha – to nagroda w poprzedniej edycji konkursu. Innowacyjnie skonstruował zbiornik na wodę do oprysków, o którą przypadkiem uderza się jeden z kontrolujących, ale i tak urządzenie będzie potraktowane jako udogodnienie. Właściciel posesji nie ma gaśnicy i zabezpieczeń drzwi, ma za to trochę bałaganu w warsztacie i „nieciekawą” piłę tarczową. Estetykę obejścia komisja ocenia jednak wysoko.
Z gminy Iłów do gminy Gąbin, gdzie czekają 3 gospodarstwa, ale już pierwsze okazuje się być falstartem – rolnik zrezygnował, bo ma remonty. Nie zawodzi na szczęście następny na liście gospodarz. W ciągu 10 lat własności gospodarstwa całe je zabudował. Komisja podziwia rozmach właściciela 27 ha i 500 sztuk świń (w tym 30 macior), ale rolnik nie jest do końca zadowolony: nowy dom od lat czeka na koniec budowy. W gospodarstwie produkuje się trzodę w cyklu zamkniętym, za kg żywca płacą jedynie 3,10 zł, a w 2004 r. można było dostać 5 zł. Za dopłaty kupi zboże. Czujne oko komisji dostrzega wadliwe drabiny, brak pokrywy na szambie (znowu) i tradycyjny już kluczyk w stacyjce, który zapracował na punkty ujemne. Nowa chlewnia za to może uchodzić za wzór zachowania zasad bezpieczeństwa. Mimo to rolnik skarży się, że nowe rasy świń mają nowe choroby i więcej się wydaje na leki niż na koncentraty spożywcze. Chciałby dokupić ziemi, ale nie ma gdzie. W dodatku gmina dopiero co zrobiła meliorację, więc ziemia w okolicy jest na wagę złota. Mężczyzna zostaje zaliczony przez komisję w poczet pechowców od pilarek: stojące na podwórku rządzenie pozostawia dużo do życzenia: – To nie moja, sąsiad przyprowadził – przekonuje komisję. Ta i tak swoje wie: urządzenie stoi na tym podwórku!
Jedno wielkie
zagrożenie
Ostatniego z rolników w gminie Gąbin w domu akurat nie ma, po gospodarstwie oprowadzają rodzice. Jest antybezpieczne. Wszystko jest wszędzie. Państwo M. z wrodzoną szczerością opowiadają o planach, ale i o braku pieniędzy. Za dopłaty syn kupił trochę nawozu i pospłacał długi. Małżeństwo czeka od grudnia na rentę strukrualną, a dobrze poinformowana komisja mówi, że dostanie za jakieś 2 miesiące. Rolnicy nie bardzo chcą wpuszczać nas do chlewni, bo w zeszłym roku ktoś przyniósł różycę i 3 maciory zdechły, a lekarz potem powiedział, że do chlewni to się wpuszcza tylko lekarza i złodzieja. Komisja żartuje, że chłop na zagrodzie równy wojewodzie. Oprowadzający dostrzega, że komisja interesuje się zabezpieczeniami prądu elektrycznego, ale przekonuje, że tu nikt prądu na sznurki nie wiąże. Przy ogólnym rozgardiaszu jest udogodnienie – zabezpieczenia wejścia na strych. Poza tym same zagrożenia.
Samochód zatoczył koło i powrócił do Płocka. Tego dnia faworyta raczej nie wypatrzono, choć trudno opiniować przed końcem konkursu. Widać jednak regionalne różnice: koło Łęczycy są większe, ogrodnicze, lepiej zmechanizowane gospodarstwa, wokół Sierpca mniejsze, ale tam znajdują się dwa obejścia, które powinny się liczyć w ogólnej rozgrywce. Komisja z rozrzewnieniem wspomina podwórze pewnej rolniczki, która każdej wiosny wystawiała na zewnątrz 100 doniczek pelargonii i miała już przystrzyżone trawniki: – Od razu widać, kto dba przez cały rok, a kto tylko posprząta przed naszym przyjazdem – słyszę komentarz. A estetyka składa się na całościową opinię o gospodarstwie.
Teks i fot.
Elżbieta Grzybowska
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze