Kibice pamiętają przebieg spotkania w 3. kolejce Ekstraklasy. Kiedy Wisła prowadziła 2:0, Legia nie tylko wyrównała, ale w końcówce strzeliła trzeciego gola i wywiozła komplet punktów z Płocka. Niewiele brakowało, a ten scenariusz powtórzyłby się w Warszawie.
Teoretycznie Wisła jechała do Warszawy na pożarcie. Mistrz Polski w pięciu spotkaniach, u siebie i na wyjeździe, wygrywał wysoko z rywalami. Podopieczni Jacka Magiery tę część sezonu mieli znakomitą, a Wisła… niestety fatalną. Płocczanie nie wygrali od ośmiu kolejek i w tym czasie zdobyli tylko 2 pkt. Ponad 20-tysięczna publiczność, własne boisko i skład drużyny to atuty, których płocczanie podważyć teoretycznie nie mogli.
Już w pierwszych minutach gospodarze swoją grą zasugerowali, że zespół Wisły nie powinien grać w najwyższej klasie rozgrywkowej. Podopieczni Marcina Kaczmarka nie mieli żadnych szans w starciach z rywalami, jedyne co robili, to faulowali.
W 10. min stało się to, co było nieuniknione: Nemanja Nikolic strzelił gola, a ponieważ na murawie nadal dominowali warszawiacy, kolejne bramki miały być tylko formalnością. Tak było w poprzednich pojedynkach Legii: 4:0 ze Śląskiem we Wrocławiu, 4:1 z Jagiellonią w Białymstoku, 2:0 z Cracovią, 4:2 z Koroną w Kielcach i 2:1 z Lechem Poznań, czyli zespołami znacznie wyżej w tabeli niż Wisła Płock.
Tymczasem po pierwszym szoku płocczanie zaczęli grać odważniej, dochodzili nawet do pola karnego gospodarzy. Blisko gola był Kante, ale strzelił bardzo lekko i Arkadiusz Malarz nie miał problemu z wyłapaniem piłki. To była jedyna sytuacja stworzona przez płocczan w I połowie. Warto dodać, że i Legia nie trafiła już do bramki Seweryna Kiełpina.
Po przerwie, w 55. min, znów skutecznie zaatakowali piłkarze Legii, a na listę strzelców wpisał się Kasper Hamalainen. Było 2:0 i wydawało się, że kolejne bramki dla gospodarzy są tylko kwestią czasu.
Ale tak się nie stało. W 63. min, po niesamowitym strzale Dominika Furmana z ok. 30 m, Wisła zdobyła pierwszego w tym meczu gola, a w 78. min – drugiego. Jego autorem był Kamil Sylwestrzak, którego dotychczasowe dokonania w barwach Wisły nikogo nie satysfakcjonowały. Bramką, którą ustalił wynik spotkania, mocno zapracował na sympatię widzów.
Ponieważ historia lubi się powtarzać, płoccy kibice, których w Warszawie zameldowało się ponad 1200, oczekiwali na trzeciego gola zdobytego przez Wisłę. Przed ostatnim gwizdkiem bardzo ruchliwy Kante tym razem nie zdołał celnie podać do Furmana i ten nie mógł stać się pogromcą Legii. Wielka szkoda, ale zdobyty w Warszawie punkt cieszy niezmiernie.
W historii spotkań obu zespołów był to dopiero drugi punkt zdobyty na boisku rywala. Do dwóch goli strzelonych do tej pory w Warszawie płocczanie dodali kolejne dwie bramki.
Najbliższy, bardzo ważny pojedynek odbędzie się w Płocku. Po raz ostatni w tym roku przed własną publicznością, w sobotę o godz. 18.00, Wisła podejmować będzie Ruch Chorzów. Przypomnijmy, że mecz w 4. kolejce rozgrywek w Chorzowie zakończył się remisem 2:2.
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze