Jedno z ważniejszych festiwalowych wydarzeń to nagroda dla doskonałego aktora Jerzego Stuhra. Było też spotkanie z aktorem, podczas którego zdradził, że to w Płocku filmowo debiutował i to równo pół wieku temu. - Tak jak i teraz mieszkałem w hotelu Petropol. Przeżywam więc swoiste déjà vu– wspominał Jerzy Stuhr. W 1975 roku właśnie w Płocku nagrywał film „Blizna” znakomity, polski reżyser Krzysztof Kieślowski. I to również był jego debiut. Obsadził w jednej z ról Stuhra. - Byłem może 2-3 lata po szkole aktorskiej. To była moja pierwsza rola. W filmie obok zawodowych aktorów grali różni ludzie, także płocczanie – opowiadał aktor.
Film nawiązywał do... ekologii. Zaskakujące było to, że nagrywany był w miastach, które już wtedy z tym tematem mało się kojarzyły. Obok Płocka był to bowiem Włocławek. W filmie grał również inny znakomity aktor Franciszek Pieczka. - Pieklił się na Kieślowskiego, który kazał mu improwizować. Pieczka, rasowy aktor, mówił, że on może improwizować, ale jak mu ktoś napisze jak. Ja się łapałem w tym bez problemu. Byłem kabareciarzem. Gadanie po swojemu przychodziło mi łatwo – wspominał Stuhr. Zdradził, że był też wodzirejem i to nie tylko w kultowym polskim filmie, ale i w życiu prywatnie. Za czasów studiów krucho było u niego z pieniędzmi i imał się różnych zajęć.
Udało się również aktora namówić na opowieści o włoskim epizodzie w swoim życiu, o grze w filmach wraz ze swoim synem - Maciejem. Ulubiony film pana Jerzego to „Kingsajz”, gdzie poza porywającym go absurdem opowiadanej historii, urzekała go wyjątkowa scenografia. Rola komisarza Ryby w Killerze to już była dla niego farsa w graniu. O czym dziś marzy? - Piszę książkę autobiograficzną i to jest najważniejsza dla mnie rzecz, żeby ten pamiętnik zakończyć do końca roku. Książka pozostanie na zawsze a filmy przeminą – zakończył zagadkowo spotkanie z płocczanami.
Tekst i fot. BS
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze