Powiat płocki jest jednym z sześciu w kraju, w którym Instytut Spraw Publicznych bada politykę społeczną wobec rodzin samotnych matek. Na szczęście te z Płocka i okolic nie muszą nocować na ulicy.Te, które muszą w nocy uciekać z dziećmi z domu lub zostały eksmitowane, trafiają do noclegowni PKPS na ul. Kościuszki w Płocku. Te, które są w ciąży i nie mają się gdzie podziać, trafiają do Domu Samotnej Matki w Białej koło Płocka, prowadzonego przez Zgromadzenie Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia. W noclegowni PKPS mieszka obecnie 27 osób, w tym 9 matek. Najdłużej przebywa tu kobieta, która zamieszkała dwa lata temu. Do noclegowni kieruje kobiety MOPS. Całkowity koszt pobytu na dobę wynosi 15 zł. Te, które mają własne dochody, pokrywają całość lub płacą część kosztów utrzymania. W tej chwili nie ma tam żadnej kobiety w ciąży. Biała 19 Fakt, że siostry zakonne prowadzą Dom Samotnej Matki, wynika z ich charyzmatu. Spełniają misję niesienia pomocy matkom, które znalazły się w sytuacji kryzysowej: spodziewają się dziecka i z tego powodu są wyrzucane z rodzinnego domu albo nie mogą już w tym domu zostać. Przeżywają dramat, załamują się. Rodzina ani znajomi nie chcą, lub nie mogą im pomóc. Siostry z Białej robią to już ponad 20 lat: - Dom powstał, bo taka była konieczność i potrzeba. Podobnego domu nie było ani w Płocku, ani w województwie – mówi s. Juwencja Gizela Kujawska, przełożona domu zakonnego. W tej chwili w Domu Samotnej Matki, oddzielonym od zakonnej klauzury, przebywa osiem kobiet, jedna z nich spodziewa się pierwszego dziecka. Trafiają ty różnymi drogami: przez opiekę społeczną, Ośrodek Interwencji Kryzysowej dzięki sugestii znajomego księdza,. Mają zapewniony wikt i opierunek. Muszą tylko jedno: zaopiekować się własnymi dziećmi. Do dyspozycji, oprócz własnego pokoju, w którym są wszystkie niezbędne do zamieszkania sprzęty (łóżko, łóżeczko dla dziecka, szafa, stolik, krzesła, radio) mają świetlicę i praktycznie cały teren wokół domu. Gdy mogą, na przykład pomagają przy dyżurach w kuchni. Jeśli jest ciepło, wychodzą z dziećmi na świeże powietrze. W albumie, który leży na stole w świetlicy, zobaczyć można zdjęcia matek z dziećmi – chrzty, uroczystości, wakacje... Także tych rodzin, które już się stąd wyprowadziły. Mieszkanki co dwa tygodnie uczestniczą w spotkaniach prowadzonych przez księdza, przechodzą katechezę dla dorosłych. Kobiety, które są dopiero w ciąży, uczą się od matek opieki nad własnym. Najczęściej, po urodzeniu zabierają je ze sobą, choć zdarza się i tak, że zostawiają dziecko w szpitalu. Podopieczne rodzą w szpitalu na Kościuszki, ale na miejscu jest siostra pielęgniarka i korzystają z pomocy miejscowego ośrodka zdrowia. Swoje dzieci chrzczą w kościele w Białej. Edyta, Regina, Iza... Każda z kobiet ma inny życiorys. Bezdomne, nie akceptowane przez rodzinę. Najdłużej, bo już trzeci rok, w Białej przebywa Edyta. Nie ma rodziców. Z rodzinnego domu wypędził ją brat. Ojciec dzieci nie jest mężem (ślub cywilny ma tylko z ojcem najstarszego dziecka). Jest agresywny i najczęściej pomieszkuje w Zakładzie Karnym. Zanim Ewa trafiła do Białej, tułała się po dworcach. Była w beznadziejnej sytuacji W Domu mieszka z dwójką najmłodszych, pięcioro starszych przebywa w Domu Dziecka w Bratoszewie koło Gostynina. Najstarszy syn ma już 16 lat. Do sióstr zgłosiła się z dzieckiem na ręku i w ciąży, po pobycie w płockiej noclegowni: - Nie miała żadnego wsparcia od rodziny, zagubiła się we własnych trudnościach – dopowiadają siostry. Edyta dostała w Domu największy pokój. Na święta, ferie i wakacje przyjeżdżają do niej wszystkie dzieci. Dlatego w jej pokoju jest więcej łóżek, większa szafa, a przede wszystkim bardzo dużo maskotek: - Nie powinno tak być, że tu matka, a tam dzieci – dodają siostry. Przy sobie ma córeczki Kamilkę i Wiktorię. Edyta, podobnie jak inne kobiety, powinna już znaleźć sobie gdzieś inne lokum. Stara się o mieszkanie w Płocku, o którym dowiedziała się przez biuro nieruchomości. Ale czy uda się ten plan sfinalizować?: - Mieszkania są, ale drogie i z dziećmi nie chcą wynająć – mówi. Potrzebuje mebli. Może wśród czytelników znajdzie się jakiś ofiarodawca? O jakąkolwiek pomoc zwróciła się do Fundacji „Porozumienie bez barier”, ale uzyskała odpowiedź, że fundacja tego typu sprawami się nie zajmuje. Gdy wygonią matka i ojczym Zazwyczaj kobiety w Domu Samotnej Matki przebywają przez rok. Dłużej zostają tylko te, którym nie udaje się znaleźć lokum w mieście i środków do życia. Przeważnie pochodzą z Płocka i okolic, ale kiedyś mieszkała tu także dziewczyna z Ełku, która musiała znaleźć się daleko od swego środowiska. Iza ma już dwoje starszych dzieci, w Domu pojawiła się w ciąży z trzecim, które do dziś ukrywa przed własnym ojcem, nie akceptującym tej sytuacji. Inną z kobiet wygoniła matka. Mąż poszedł w siną dal, ona została sama w ciąży z trzecim, które urodziła już tutaj. Czeka na mieszkanie kwaterunkowe w mieście. Na liście jest 380. Kiedyś w domu była Anna. Miała matkę, rodzeństwo i ojca, który nie akceptował jej samotnego rodzicielstwa. Gdy pojechała do rodzinnego domu z dzieckiem, dziadek się przełamał i zaakceptował wnuka. I znów ma normalny dom. W Białej mieszkała też swego czasu osiemnastolatka, która zaszła w ciążę z rówieśnikiem. Ciążę ukrywała przed ojczymem. Na szczęście miała matkę, która była jej podporą. Z czasem znalazła nowe mieszkanie: - Jeżeli nasze podopieczne mają wsparcie rodziny, to z reguły wszystko dobrze się kończy – uważa kierująca Domem Samotnej Matki s. Cherubina Maria Zdanowicz. Jeszcze jeden „przypadek” to Małgosia, której zmarła chora na raka matka. W patologicznej rodzinie było dużo dzieci, wszystkie porzucił ojciec, więc trafiły do domów dziecka. Opuszczona, upośledzona Małgosia w Domu urodziła Kacperka, który liczy sobie dopiero miesiąc życia. Kobietą zajęła się porządnie opieka społeczna z S., która wyrobiła jej rentę i znalazła mieszkanie. Niebawem przeniesie się tam z dwójką dzieci, choć pierwotnie zamierzała młodszego chłopca, zaraz po urodzeniu zostawić w szpitalu. Wie, że będzie jej trudno, ale nie wyobraża sobie życia bez dzieci. Jedną z podopiecznych „porwał” ojciec dziecka, który obiecuje jej przysłowiowe złote góry. Być może dziewczyna zdecyduje się z nim zostać. Czasami się poszczęści Przykładem jest przypadek Reginy. W ciążę zaszła na dyskotece, podczas gwałtu. Urodziła dziecko, zabrała je ze szpitala, znalazła się u sióstr. W domu rodzinnym zamieszkać nie mogła, bo było w nim „zagęszczenie”. Zamieszkała w domu niedaleko Płocka. Oprócz Renaty mieszka tam jeszcze jedna rodzina. Sama Renata ma do dyspozycji dwa pokoje, pracuje w ogrodzie i w polu. Odwiedziła ją już s. Cherubina Maria. Zatelefonowała, żeby znowu przyjechać. Znalazł się ojciec dziecka, który ani myśli się żenić, ale płaci alimenty. Rzeczywiście, miała dużo szczęścia. Trafiające tu kobiety boją się przyszłości: - Początkowo bałam się, jak tu będzie – mówi spotkana na korytarzu, a zajmująca się właśnie dzieckiem koleżanki, przyszła młoda matka. – A teraz wiem, jak odróżnić dobro od zła. Oszukiwana, a w końcu porzucona przez ojca dziecka dziewczyna, chciała przemyśleć to, co minęło i zastanowić nad własną i dziecka przyszłością: - Nigdy nie dopuszczałam myśli o usunięciu dziecka. Dlaczego miałam je skrzywdzić? To nie ono popełniło błąd, ale ja. Dlatego ono nie może za nic ponosić winy - wyznaje. Chce starać się o mieszkanie. Ma obietnicę alimentów na dziecko, które ojciec zamierza uznać. Dzieckiem interesuje się też bardzo jego babcia: - Postanowiłam, że nie będę z kimś, kto będzie mnie oszukiwać i denerwować, bo to samo przeżywałoby moje dziecko – uważa. – A ja chcę mu stworzyć normalny dom. Coraz częściej do tego typu domów trafiają kobiety doznające przemocy w najbliższej rodzinie. Jakiś czas temu do Domu na Białej zadzwoniła pozornie szczęśliwa kobieta, nauczycielka i żona nauczyciela. Była w piątym miesiącu ciąży. Szukała dla siebie jakiegokolwiek mieszkania, nie była w stanie dłużej wytrzymywać przemocy, jakiej doznawała od swego męża. Była gotowa zostawić dom i pracę. Nie znalazła pomocy u rodziców, nie pojmujących jej problemów. Podopiecznym domu jest trudno, bo choć przysługuje im zasiłek porodowy, to jednak prawie nie dostają zasiłku celowego. A do zapłacenia są rachunki za lekarstwa. Jeżeli podopieczna pochodzi z innej gminy, a ta nie chce przyznać zasiłku, bo nie ma pieniędzy, to tym bardziej nie ma takiego obowiązku gmina Stara Biała, na terenie której znajduje się Dom. Kobiety rejestrowane są w Powiatowym Urzędzie Pracy jako bezrobotne i przysługuje im zaledwie 35 zł zasiłku rodzinnego na dziecko: - Bilet do urzędu pracy na Kostrogaj kosztuje w obie strony 7 zł, za resztę kupią pieluszki czy mleko i koniec... – wylicza s. Zdanowicz. Materialna sytuacja Domu nie jest dobra: - Dom jest duży, trzeba go ogrzać, nie mamy żadnych stałych dochodów, tylko 9 rent i emerytur, a samych sióstr jest szesnaście. Do gospodarstwa, które mamy, jeszcze trzeba dokładać – mówi s. Kujawska. Pomoc merytoryczną oferuje Domowi w Białej Starostwo Powiatowe w Płocku. Wizyta w Białej na szczęście jednak nie zostawia w pamięci wrażenia biedy, ale prawdziwego domu: nastrój ciepła, uśmiech na twarzach maluchów i sióstr, do których dzieci wprost się kleją. Patryk, Kamilka, Wiktoria, Kacperek... Nie sposób zapamiętać imion wszystkich dzieci, które z ufnością tulą się na zmianę to do matek, to do sióstr. Gaworzą, śmieją się i z ciekawością, zza zakonnych habitów i matczynych spódnic, przyglądają się nieznajomym. W Domu panuje to, co krótko można nazwać dobrą, serdeczną atmosferą. W otoczeniu świerków i parkowej zieleni mieszkają kobiety, które wychowują swe niechciane przez innych dzieci. I bardzo je kochają... P.S. Imiona kobiet zostały zmienione. (eg) Fot. D. Ossowski Podpis pod zdjęciem: Dom Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia w Białej koło Płocka, siedziba Domu Samotnej Matki
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze