- Mam kopać rowy za 500 zł, to wolę posiedzieć w domu. Państwo i tak mi zapłaci “kuroniówkę” – z takiego założenia wychodzi wielu bezrobotnych. Nie dość, że dostaną zasiłek, to jeszcze dorobią na czarno. - Człowiek chciałby normalną pracę, ale prywaciarze nie chcą zatrudniać legalnie. Na co im składki i podatki, jeszcze dorobią na biednym człowieku. Posada w państwowym zakładzie pracy bez układów, to w dzisiejszych czasach cud – tłumaczy 30-letni Marek K. Od kilku lat stara się o pracę. Bezskutecznie. Na utrzymaniu ma trzyosobową rodzinę. W Wojewódzkim Urzędzie Pracy dowiedzieliśmy się jednak, że osoby, które wykażą się operatywnością i aktywnością, na pewno dostaną zatrudnienie. - Ludzie nie chcą pracować, bo im się to nie opłaca. Nie można jednak tej sytuacji uogólniać, bo problem z bezrobociem istnieje w naszym kraju – przekonuje Piotr Dyśkiewicz, kierownik zespołu ds. Rynku Pracy w płockiej filii Wojewódzkiego Urzędu Pracy przy ul. Chopina. Na tablicach w Wojewódzkim Urzędzie Pracy są oferty, gdzie wynagrodzenie w porównaniu do pobieranego zasiłku jest mało atrakcyjne. Różnica 100 czy 200 zł sprawia, że ludzie wolą być na zasiłku, ewentualnie jeszcze gdzieś dorobić. Przez to statystyki dotyczące bezrobocia, sięgające w naszym regionie blisko 20%, nie oddają stanu rzeczywistego. – Brana jest jednak pod uwagę propozycja zmian do ustawy. Zasiłek będzie się co jakiś czas obniżał, żeby motywować ludzi do szukania pracy – tłumaczy Piotr Dyśkiewicz.
Czy to jest rozwiązanie, jeśli ludzie nie mogą znaleźć zatrudnienia?
– Dwa lata temu skończyłem Uniwersytet Mikołaja Kopernika. Wydawało mi się, że wybrałem dobry kierunek. Jednak z moją ekonomią nikt mnie nie chce. Owszem, byłem na stażu w urzędzie. Popracowałem trzy miesiące i podziękowano mi, choć były zapowiedzi, że jeśli się sprawdzę, może znajdzie się dla mnie miejsce – tłumaczy 27-letni Kamil Z. Kiedy skończył studia, miał nadzieję, że świat będzie stał przed nim otworem. Dodatkowo zrobił podyplomówkę, żeby mieć jak najwięcej papierów. – Dzwoniłem do różnych firm. Usłyszałem w kadrach, że nie ma przyjęć, bo teraz nie przyjmuje się ludzi z ulicy. A jeśli nie mam znajomości, to co mam robić? – pyta mężczyzna, któremu ostatecznie udało się znaleźć pracę jako przedstawiciel handlowy. – Moja pensja zależy od tego, ile sprzedam słodyczy. Nie jest łatwo znaleźć zbyt, nawet w tak dużym mieście jakim jest Płock. Jeżdżę więc do Kutna i po różnych wioskach.
Agnieszka K. jest matką samotnie wychowującą dwójkę dzieci. Nie pracuje, bo to jej się nie opłaca. – Oferty pracy dostaję z opieki społecznej. Czasami dzwonią do mnie ludzie z ogłoszenia. Ostatnio kobieta zaproponowała mi opiekę nad swoim niepełnosprawnym dzieckiem. Bałam się takiej odpowiedzialności. Co miesiąc dostaję 450 zł zasiłku socjalnego. Zasiłek dla bezrobotnych mi nie przysługuje. Jeśli podejmę pracę, kto zajmie się moimi dziećmi. Znajomi dziwią się, że jestem w stanie wyżyć przez miesiąc z takich pieniędzy i że nie mam długów. Ostatnio organizowane były kursy obsługi kas fiskalnych. Nie mogłam z nich korzystać, bo nie upłynął rok od ostatniego szkolenia, a i tak wciąż jestem bez pracy – tłumaczy Agnieszka.
Są tacy, którzy żartują, że otworzą fundacje i będą rozdawać ludziom po kursach świeczki. Po co? Żeby lepiej się im szukało pracy.
22-letni Adam C. systematycznie przychodzi do urzędu pracy sprawdzić oferty. W ciągu roku znalazł zatrudnienie w czterech firmach budowlanych. – Z każdej chciałem jak najszybciej zniknąć. Przyjmowano mnie na okres próbny. Potem pracowałem „na czarno”, bo była trudna sytuacja w zakładach, ale z obietnicą, że jak się poprawi, to mi dadzą umowę. Godziłem się i pracowałem za 5 zł za godzinę, bo ciężko żyć na utrzymaniu rodziców. Kierownicy płacili kiedy chcieli. W dodatku wiele ekip budowlanych, składa się z alkoholików, którzy czekają tylko, żeby napić się wina, albo żeby popsuć jakieś urządzenie. Wtedy nie trzeba będzie pracować. Wiele razy sprzedawali wiertarki, żeby było na wino. Jako najmłodszy musiałem być chłopcem na posyłki. Czego mogłem się tam nauczyć? Nie mogę iść dalej do szkoły, bo przecież pracuję, a do tego i tak za mało zarabiam, żeby nawet opłacić jakąś szkołę. Wegetuję i nie myślę, co będzie dalej – tłumaczy chłopak. Marzy o wyjeździe za granicę. Tam jest praca. Nawet jeśli za małe pieniądze, to i tak większe niż w Polsce. W WUP-ie można znaleźć takie oferty. To się najbardziej opłaca, choć niestety nie daje zatrudnienia na dłuższą metę. Pracę Polakom oferują najczęściej Hiszpanie. Zapraszają na kilka miesięcy na swoje plantacje owoców i warzyw. Niemcy chcą nas zatrudniać w rolnictwie, a Cypr oferuje pracę w hotelach. Właśnie pojechała do Hiszpanii grupa na zbiór truskawek. A obecnie prowadzony jest nabór chętnych do zbioru owoców rosnących na drzewach.
– Nie możemy sprawdzić ile osób korzystających z naszych ofert jest rzeczywiście zatrudniona. Ale w momencie, kiedy kierujemy osoby za granicę, widzimy ile osób jedzie na rozmowy kwalifikacyjne – tłumaczą pracownicy WUP-u. Czasami pracodawcy zgłaszają się do Wojewódzkiego Urzędu Pracy i proszą o pomoc w znalezieniu pracowników na określone stanowisko o danych predyspozycjach i umiejętnościach. Urząd prowadzi wtedy rozmowy z bezrobotnymi. Często poszukiwani byli w ostatnim czasie pracownicy fizyczni, montażyści, sprzedawcy, kosztorysanci, ogólnobudowlani i barmanki.
Specjaliści mile widziani
Według WUP-u ze znalezieniem pracy nie mają problemów specjaliści. Są to osoby wysoko wykwalifikowane i wykształcone. Mowa o informatykach i programistach, a także różnego rodzaju absolwentach szkół technicznych. Problemy mają za to ludzie z niskimi kwalifikacjami zawodowymi i bez wykształcenia. Również i dziś zdarzają się osoby, które mają jedynie wykształcenie podstawowe. Przy wysokich wymaganiach pracodawców są praktycznie bez szans. Mogą znaleźć zatrudnienie przy pracach fizycznych, ale niechętnie się na nie godzą.
– Mamy też oferty pracy za granicą dla budowlańca. Wielu by pojechało, gdyby nie bariera językowa. Wymagana jest znajomość języka angielskiego, a to niestety dla wielu osób jest poważnym problemem – twierdzi Piotr Dyśkiewicz.
Również jeśli chodzi o polski rynek, wymagania pracodawców wciąż rosną. - Kilka lat temu sprzedawca mógł mieć wykształcenie zawodowe, dziś poprzeczka idzie w górę. Ustalają ją pracodawcy i nie wiadomo, czym się kierują. Składając do Urzędu Pracy oferty, określają swoje wymogi, są też zobowiązani, żeby podać warunki pracy – zaznacza kierownik.
Wojewódzki Urząd Pracy może zweryfikować oferty lub sprawdzić firmy, jeśli budzą zastrzeżenia. Zajmuje się tym wydział Kontroli Legalności Zatrudnienia. Na naszym terenie każda kontrola kończy się wnioskiem do sądu, okazuje się, że jest bardzo dużo nielegalnego zatrudnienia.
Targuj się o pracę
Wojewódzki Urząd Pracy obsługuje Płock, powiat płocki, sierpecki i gostyniński. Po raz drugi zorganizował dni otwarte, gdzie pełnili dyżury partnerzy WUP-u: eksperci z Powiatowego Urzędu Pracy, z Centrum Wspierania Biznesu, z Zakładu Ubezpieczeń Społecznych, a także przedstawiciele wyższych uczelni, działających na terenie naszego miasta, reprezentujących Centrum Planowania Kariery Zawodowej. Na dniach otwartych zjawiło się około 50 osób. Jedni zainteresowani byli pozyskaniem środków strukturalnych, głównie w kwestii uruchomienia działalności gospodarczej, inni programami aktywizującymi młode osoby w wieku do 25 lat. Jeśli bowiem nie można znaleźć pracy, można ją samemu stworzyć. W tej chwili bezrobotni mogą starać się w urzędach pracy o dotacje na rozpoczęcie działalności gospodarczej. Sięga ona ok. 12 tys. zł. – Do urzędów wpływa dużo wniosków o przyznanie tych dotacji, głównie na rozwinięcie punktów usługowych i handlowych. Mało jest działalności produkcyjnej. Ludzie nie mają pomysłów. Poza tym ciężko zbyć towar. To zjawisko charakterystyczne dla rozwoju Europy Zachodniej, gdzie rozwijają się usługi a produkcje przenosi się na Wschód – mówią pracownicy WUP-u.
Na dni otwarte przyszło wiele młodych osób absolwentów albo ludzi z pewnym doświadczeniem. Poszukiwały ofert pod swoje predyspozycje zawodowe i wykształcenie.
- Osoby, które były zainteresowane podjęciem działalności gospodarczej, nie miały sprecyzowanych pomysłów na działalność. Proponowane przez nas programy oferują wsparcie pomostowe i pozwalają młodemu przedsiębiorcy w uzyskaniu płynności finansowej – tłumaczy Iwona Welenc główny specjalista w WUP.
A już 8 czerwca po raz kolejny odbędą się w Płocku targi pracy. Zgłosiło się już 60 wystawców. Będzie szansa na znalezienie pracy. Warto przyjść, porozmawiać, zostawić swoje CV.
– Poprosiliśmy o pomoc w organizacji Urząd Miasta, który również stara się poprawić sytuację na rynku pracy. Na kolejnych sesjach pojawią się projekty uchwał odnośnie zmniejszenia podatków od nieruchomości dla osób prowadzących działalność gospodarczą, jak również propozycja by osoby bezrobotne, aktywnie poszukujące pracy, poruszały się środkami komunikacji miejskiej bezpłatnie – twierdzi Piotr Dyśkiewicz. To jednak wciąż za mało, żeby wszystkim starczało na chleb.
Blanka Stanuszkiewicz
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze