Reklama

Bez dachu nad głową

02/06/2004 14:02
14 lutego tego roku był dla rodziny Stasiaków w gminie Staroźreby dniem sądnym. Około godziny 6 rano silny podmuch wiatru zerwał dach ich domu. Do dziś praktycznie nikt nie pomógł rodzinie, która wegetuje w jedynym nadającym się do tego pomieszczeniu. Kiedy pada deszcz, cała trójka staje w miejscu, gdzie przez cienką warstwę desek nie przedostaje się woda. Tylko jak długo można żyć w takich warunkach?

Wszędzie wilgoć, grzybica, czuć stęchliznę, w jednym z pokojów zgromadzono wszystkie sprzęty, w drugim zgniła podłoga, którą trzeba było rozebrać i zostało tylko tzw. klepisko. Pomieszczenia mieszkalne wyglądają jak po wielkim pożarze.
W takich warunkach od lutego egzystuje Wiesława Stasiak z synem Robertem i swoją matką rencistką:
- Runął wtedy też jeden ze szczytów domu. Najpierw trzeba go było naprawić, bo inaczej chyba cały dom by się rozleciał. Ale na dach już nie starczyło pieniędzy - opowiada Wiesława Stasiak.
Kiedy zjawiliśmy się w Krawieczynie, na dach budynku (mieszkalny i obora miały wspólny dach) kładziono właśnie tzw. koźlinę, która jest przygotowaniem do położenia konkretnego pokrycia dachowego. Ale na tym prace zakończono, ponieważ z 5 ha ziemi i niskiej renty seniorki nie udaje się zaoszczędzić na dach: - Z gminy dostaliśmy 2 tys. zł na dach nad domem. Wzięłam kredyt - też 2 tys. zł. Wszystko zostało już wydane na deski, na blachę nie ma skąd wziąć, a nam wciąż leje się na głowę - mówi zrozpaczona kobieta.
Jej tragedią praktycznie nie zainteresował się nikt, poza rodzoną siostrą. Sąsiad dał jej cegły, które przydały się przy remoncie szczytu. Reszta prac, z powodu braku pieniędzy, stoi w miejscu. Każdy kolejny deszcz może spowodować zarwanie się cienkiej warstwy desek. W mieszkaniu jest zimno (ogrzewa się tylko tzw. kozą), mokro, gospodyni mówi, że nie ma na czym spać. Nawet jeśli uda się w jakiś sposób zdobyć pieniądze lub materiał na dach, w całym domu trzeba będzie zrobić remont generalny, dokupić zniszczone sprzęty. To wszystko będzie kosztować, ale na razie najważniejszy jest dach: - Nie mam skąd wziąć tych pieniędzy. Musiałabym chyba konia sprzedać, ale co za to kupię? - zastanawia się W. Stasiak.
Wójt gminy Staroźreby sprawę z Krawieczyna zna. Orzeka, że więcej pieniędzy nie jest w stanie przekazać. Mówi też, że rodzina Stasiaków otrzymywała już wcześniej pomoc z gminy, m.in. deputat węglowy.
Kto więc pomoże Stasiakom? Na pokrycie dachu potrzeba około 100 m kw. materiału: blachy, papy. Każda pomoc zostanie przyjęta z wdzięcznością.
(eg)
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości