14 lutego tego roku był dla rodziny Stasiaków w gminie Staroźreby dniem sądnym. Około godziny 6 rano silny podmuch wiatru zerwał dach ich domu. Do dziś praktycznie nikt nie pomógł rodzinie, która wegetuje w jedynym nadającym się do tego pomieszczeniu. Kiedy pada deszcz, cała trójka staje w miejscu, gdzie przez cienką warstwę desek nie przedostaje się woda. Tylko jak długo można żyć w takich warunkach?
Wszędzie wilgoć, grzybica, czuć stęchliznę, w jednym z pokojów zgromadzono wszystkie sprzęty, w drugim zgniła podłoga, którą trzeba było rozebrać i zostało tylko tzw. klepisko. Pomieszczenia mieszkalne wyglądają jak po wielkim pożarze.
W takich warunkach od lutego egzystuje Wiesława Stasiak z synem Robertem i swoją matką rencistką:
- Runął wtedy też jeden ze szczytów domu. Najpierw trzeba go było naprawić, bo inaczej chyba cały dom by się rozleciał. Ale na dach już nie starczyło pieniędzy - opowiada Wiesława Stasiak.
Kiedy zjawiliśmy się w Krawieczynie, na dach budynku (mieszkalny i obora miały wspólny dach) kładziono właśnie tzw. koźlinę, która jest przygotowaniem do położenia konkretnego pokrycia dachowego. Ale na tym prace zakończono, ponieważ z 5 ha ziemi i niskiej renty seniorki nie udaje się zaoszczędzić na dach: - Z gminy dostaliśmy 2 tys. zł na dach nad domem. Wzięłam kredyt - też 2 tys. zł. Wszystko zostało już wydane na deski, na blachę nie ma skąd wziąć, a nam wciąż leje się na głowę - mówi zrozpaczona kobieta.
Jej tragedią praktycznie nie zainteresował się nikt, poza rodzoną siostrą. Sąsiad dał jej cegły, które przydały się przy remoncie szczytu. Reszta prac, z powodu braku pieniędzy, stoi w miejscu. Każdy kolejny deszcz może spowodować zarwanie się cienkiej warstwy desek. W mieszkaniu jest zimno (ogrzewa się tylko tzw. kozą), mokro, gospodyni mówi, że nie ma na czym spać. Nawet jeśli uda się w jakiś sposób zdobyć pieniądze lub materiał na dach, w całym domu trzeba będzie zrobić remont generalny, dokupić zniszczone sprzęty. To wszystko będzie kosztować, ale na razie najważniejszy jest dach: - Nie mam skąd wziąć tych pieniędzy. Musiałabym chyba konia sprzedać, ale co za to kupię? - zastanawia się W. Stasiak.
Wójt gminy Staroźreby sprawę z Krawieczyna zna. Orzeka, że więcej pieniędzy nie jest w stanie przekazać. Mówi też, że rodzina Stasiaków otrzymywała już wcześniej pomoc z gminy, m.in. deputat węglowy.
Kto więc pomoże Stasiakom? Na pokrycie dachu potrzeba około 100 m kw. materiału: blachy, papy. Każda pomoc zostanie przyjęta z wdzięcznością.
(eg)
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze