Wydaje się kibicom, że jesteś w Płocku bardzo długo, a to tylko trzy sezony. Inna sprawa, że najważniejsze, jak do tej pory w sportowym życiu. Czy odchodząc z Floty i podpisując kontrakt z Wisłą, myślałeś, a może miałeś nadzieję, że tak potoczy się Twoja kariera? Oczywiście bardzo chciałem, aby moja przygoda z piłką trwała jak najdłużej i była piękna. Dlatego zbytnio się nie zastanawiałem nad zmianą klubu, choć zainteresowanie moją osobą było w 2015 r. spore. Decydujący głos miał tu mój ówczesny menadżer - Łukasz Masłowski, który zdecydowanie proponował postawić na Wisłę i bardzo dobrze, że tak się stało.
Decydujący o aktualnym zainteresowaniu Tobą była decyzja o zmianie pozycji, z napastnika na obrońcę. Kto to wymyślił, jak Cię przekonał i jak ten proces przebiegał? Chyba nie żałujesz tamtej decyzji? Już w moim debiucie w Wiśle - latem 2015 r. w meczu z Bytovią zostałem ustawiony przez trenera Marcina Kaczmarka na lewej obronie. Delikatnie mówiąc nie szło mi najlepiej - już w przerwie zostałem zdjęty z boiska i więcej szansy na tej pozycji nie dostałem. W ogóle wtedy miałem problem z przebiciem się do składu, udało mi się to dopiero w 6. chyba kolejce, nieco przypadkowo, kiedy to musiałem zastąpić w Nowym Sączu naszego podstawowego "młodzieżowca" - Patryka Stępińskiego. Zgrałem, strzeliłem 2 gole i poszło... Na poważnie bocznego obrońcę zobaczył we mnie dopiero trener Jerzy Brzęczek, który nie zrażał się moimi błędami, stawiał na mnie, ufał mi i mocno ze mną pracował. To jest właśnie taki trener, jemu w ostatnim okresie najwięcej zawdzięczam i bardzo dziękuję za wszystko.
Po sezonie zrobiło się bardzo głośno o Tobie, zainteresowały się Tobą inne kluby, choćby Legia. Masz małe dziecko, zmieniłeś stan cywilny, jak taki młody chłopak radzi sobie z nadmiarem koniecznych do podjęcia ważnych decyzji? Z kim je konsultujesz, kto jest ważny w Twoim życiu? Muszę sobie radzić. Jako bardzo młody człowiek wyjechałem z domu rodzinnego i byłem skazany tylko na siebie. Cały czas jednak uczę się życia, które stawia przede mną co krok nowe wyzwania. Dziś najważniejsze są dla mnie moje dziewczyny - córka Zuzia i żona Kasia, często też rozmawiam z moją mamą oraz rodzeństwem z Chojnic. Na duże i wszechstronne wsparcie mogę także liczyć ze strony mojego agenta Marcina Kubackiego. Dziś jest o mnie głośno, ale nie zapominam, że jeszcze zupełnie niedawno wieszano na mnie psy, zwłaszcza w internecie, anonimowo. Taka branża, trzeba z tym żyć. Jedno jest pewne - woda sodowa mi do głowy nie uderzy. Cała rozmowa we wtorkowym numerze TP
fot. Wisła Płock
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze