Reklama

Alkoholowy biznes - Finlandia z trupią czaszką

26/04/2001 12:16
Pojemniki na dwanaście tysięcy litrów spirytusu, 250 litrów spirytusu skażonego metanolem, naklejki na butelki oraz znaki akcyzy i broń to efekt błyskawicznej akcji, przeprowadzonej przez funkcjonariuszy z płockiej delegatury Centralnego Biura Śledczego w jednej z posesji w Łącku.W wyniku działań policji do aresztu na okres jednego i trzech miesięcy trafiło dwóch mężczyzn w wieku 29 i 41 lat. Zarzuca im się świadome sprowadzenie zagrożenia dla życia i zdrowia ludzi. Ze wstępnych ustaleń policji wynika, że zbiorniki i inny sprzęt to część nielegalnej rozlewni alkoholu, o mocy przerobowej nawet do 20 tysięcy litrów miesięcznie, która działała przynajmniej od sześciu miesięcy. Sprawa została ostatecznie przekazana do Komendy Miejskiej Policji w Płocku. Śledztwo prowadzi Prokuratura Rejonowa w Gostyninie. Na trop rozlewni w Łącku oficerowie operacyjni „polskiego FBI” wpadli przed Świętami Wielkanocnymi. 12 kwietnia policjanci z Centralnego Biura Śledczego przeprowadzili „nalot” na podejrzaną posesję. Efekt był zaskakujący. Do przewiezienia całej rozlewni do komendy były potrzebne dwa kursy ciężarowego Stara. - Zabezpieczono około 250 litrów spirytusu skażonego metanolem. Były też pojemniki na 12 tysięcy litrów alkoholu, naklejki, znaki akcyzy, butelki – powiedział podinspektor Mieczysław Romel, komendant miejski policji w Płocku, która przejęła od Centralnego Biura Śledczego prowadzenie sprawy. - Rzeczywiście przeprowadziliśmy akcje w Łącku i jej dalsze prowadzenie przekazaliśmy Komendzie Miejskiej Policji w Płocku – przyznał podinspektor Bogdan Makowski, szef płockiej placówki CBŚ. Policjanci przyznają, że celowo akcja została przeprowadzona tuż przed świętami, ponieważ jest to okres wzmożonego popytu na wyroby alkoholowe, a większość ludzi stara się zaopatrzyć w ten towar po jak najniższych cenach. Dlatego „wyroby” z Łącka mogły znaleźć nabywców. Policjanci zdecydowali się temu zapobiec. Z nieoficjalnych informacji wynika, że z łąckiej rozlewni wychodziła jedna z bardziej markowych wódek – Finlandia. Były naklejki na butelkach, znaki akcyzy. Obecnie trwają ustalenia, czy były one prawdziwe czy fałszywe. - Nie wiadomo na razie, gdzie alkohol z rozlewni był sprzedawany, szukamy takich źródeł – powiedział podinspektor Jarosław Brach, rzecznik prasowy komendanta miejskiego policji w Płocku. - Nie mamy informacji, czy alkohol z tej rozlewni trafiał do sklepów – powiedziała Urszula Leśniak – Jaworska szefowa prokuratury Rejonowej w Gostyninie. Na pojemnikach, w których znajdował się alkohol, są naklejki z wyraźnymi trupimi czaszkami i skrzyżowanymi piszczelami, które na całym świecie są symbolem środków trujących. Tak więc mężczyźni zajmujący się rozlewaniem skażonego spirytusu do butelek, mieli świadomość, że ich „produkt” stwarzał zagrożenie dla zdrowia i życia ludzi, którzy zdecydowali się na zakup „Finlandii z tupią główką”. Jak wynika z pierwszych ustaleń policji, zlikwidowana rozlewnia istniała przynajmniej od pół roku i w ciągu jednego miesiąca mogło z niej wyjść nawet 20 tysięcy litów alkoholu. Nie ma jeszcze oficjalnych wyników badania skonfiskowanego alkoholu, ale już po pierwszych ekspertyzach wiadomo, że spirytus był skażony metanolem. Nie trzeba chyba nikomu przypominać o częstych ostatnio w Polsce przypadkach zatruć, nawet śmiertelnych, po spożyciu alkoholu pochodzącego z nielegalnych źródeł. W czasie akcji w Łącku policjanci znaleźli także broń, jednak na ten temat brak na razie bliższych informacji. - Została zabezpieczona broń. Obecnie trwają ekspertyzy, które wykażą co to była za broń, czy była używana – dodała prokurator Urszula Leśniak – Jaworska. Nie wiadomo także w stu procentach czy mężczyźni działali na własną rękę czy może mieli powiązania z jakąś duża grupą przestępczą. Jak wiadomo, te największe w kraju, na przykład z Pruszkowa, zostały ostatnio dość poważne osłabione w wyniku działań policji. Jednak najważniejszym problemem związanym z tą sprawą pozostaje dokładne ustalenie, gdzie i komu alkohol był sprzedawany. Czy było na targowiskach, gdzie można spotkać panów z kapslami od butelek w ręku, czy może trafił do sklepów lub lokali gastronomicznych. Jacek Danieluk Fot. D. Ossowski
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości