Nie ma możliwości, żeby pomóc wszystkim w Gostyninie. Czasem również ci, którzy trafiają do Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej, odchodzą stąd z kwitkiem. Wciąż za małe są roczne środki wyasygnowane z budżetu miasta. – Zdarzają się też osoby, które są skrzywdzone sztywnymi przepisami. Nie da się ich nagiąć pomimo dramatycznych sytuacji. Weźmy osobę, która choruje na raka. Jeśli żyje z emerytury i wydaje 600 złotych miesięcznie na leczenie, z ustawy nie kwalifikuje się do pomocy – tłumaczy Wiktor Bałko, kierownik MOPS w Gostyninie. A potrzebujących wciąż przybywa. Zwłaszcza zimą zaczyna się w tej instytucji spory ruch. Najczęstsze prośby dotyczą pomocy związanej z opałem, ciepłą odzieżą i posiłkami. Nie ma na to osobnych funduszy. – Co z tego, że tegoroczna zima jest dość łagodna. Mieszkania i tak trzeba ogrzać – przekonują ludzie. Nie wszyscy w Gostyninie mają centralne ogrzewanie. Nie wszystkich stać na kupno kilku ton węgla. Cena tony waha się w granicach od 400 zł wzwyż. Początek roku to także podpisywanie od nowa decyzji wszystkich osób korzystających z pomocy MOPS-u. Co miesiąc przyjmowane są też zgłoszenia chętnych na darmowe ciepłe posiłki w stołówce. W siedzibie, mieszczącej się przy ul. Płockiej, przewija się wtedy około tysiąca osób. – Niestety, nasze społeczeństwo ubożeje, a nam przybywa klientów – tłumaczą pracownicy MOPS-u. Zjawiają się nie tylko starsze samotne osoby, ale i młodzież, która skończyła właśnie szkołę. W wielu takich przypadkach mamy do czynienia z biedą dziedziczną, przekazywaną w rodzinach z pokolenia na pokolenie. Przypływ klientów w gostynińskim MOPS-ie widać też po zgłoszeniach po darmowe posiłki w jadłodajni, mieszczącej się przy dworcu autobusowym. W czystej i schludnej stołówce w ubiegłym roku wydawano 200 obiadów, na początku tego roku już 300! Z kolei świadczenia rodzinne w tutejszym MOPS-ie pobiera obecnie 1600 osób. Pracownicy socjalni muszą odwiedzać swoich podopiecznych w domach. To często podstawa przyznawania zapomóg. – Tu czasem okazuje się, że konieczna jest zasada ograniczonego zaufania. Są klienci, którzy o swojej trudnej sytuacji kłamią w „żywe oczy”. Przy obecnym budżecie i przepisach musimy dotrzeć do tych, którzy naprawdę potrzebują naszej pomocy – zaznacza Wiktor Bałko. W mieście pracuje 7 pracowników socjalnych. 3 osoby pracują na świetlicy miejsko – parafialnej, gdzie udzielają się także księża z pobliskiej parafii Św. Marcina. Dzieciaki z rodzin niewydolnych wychowawczo mogą spokojnie spędzić tu czas, odrobić lekcje i zjeść podwieczorek. – Stałych bywalców jest około 20, a zimą oczywiście więcej, ale nikogo stąd nie wyganiamy. O gostynińskim MOPS-ie pamiętają również ci, którzy nie muszą korzystać z jego pomocy. – Zgłaszają się do nas mieszkańcy, którzy właśnie się przeprowadzają i zostają im zbyteczne sprzęty czy meble. Niektórzy przynoszą też odzież. Meble przewozimy do osób potrzebujących, po ubrania klienci przychodzą sami przy okazji wizyt w MOPS-ie – mówi Wiktor Bałko. W Gostyninie od ponad roku działa przy ul. 3-go Maja punkt z darmową odzieżą. Każdy może sobie wybrać potrzebne rzeczy i to w zależności od pory roku. Ubrania w dobrym stanie znajdą się tu także dla dzieci. Punkt uruchomiła Gostynińska Wspólnota Samorządowa. Transporty przyjeżdżają z Niemiec i Holandii. Wysyłają je zaprzyjaźnione fundacje. Dobrych chęci i pomysłów wsparcia w Gostyninie więc nie brakuje, szkoda że mimo tego potrzeby wciąż rosną. BeeS
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze