Latem do Wisły z wysokiego brzegu wpadają... krowy pasące się na przybrzeżnych łąkach. I nie są to odosobnione przypadki. Zdarzają się też o wiele poważniejsze sytuacje. Na rzece wywracają się łódki. Niestety, toną też ludzie. Strażacy wzywani do takich akcji przechodzą wtedy podwójny stres. Po pierwsze walczą z czasem. Po drugie – znacznie gorsze – nie mają gdzie zwodować łódek ratowniczych. Na 40-kilometrowym odcinku Wisły od Wyszogrodu do Płocka nie ma specjalnych równi pochyłych schodzących z lądu w głąb wody, czyli tzw. slipów. To sprawia, że gdy zaalarmowani ratownicy w końcu wypływają łódkami na rzekę, to najczęściej wiele kilometrów od miejsc wypadków.
A zdradliwa Wisła nie odpuszcza – i to przez cały rok. Groźna jest również i teraz. Wiele osób wybiera się na wycieczki wzdłuż wałów wiślanych. Nieco więcej piasku przy brzegu Wisły sprawia, że ludzie idą tam wypoczywać – często razem z dziećmi – bo jest gorące lato, bo nad wodą przyjemniej... Nie spodziewają się nawet, że kawałek od brzegu może być głęboka otchłań, mierząca nawet 5-6 metrów. Nie widać jej przez taflę rzeki. - Systematycznie patrolujemy rzekę i widzimy, jak sytuacja potrafi się zmienić w ciągu tygodnia czy dwóch... Ostrzegamy ludzi wypoczywających na brzegu, ale wiadomo, że nie damy rady dotrzeć do wszystkich – mówi Krzysztof Stawiarski, prezes Ochotniczej Straży Pożarnej w Kępie Polskiej.

Zagrożeń ze strony Wisły też nie da się wyeliminować. Nie ma zakazu spędzania czasu nad rzeką. Dlatego strażacy muszą być przygotowani do akcji w każdej chwili. I są. Po ostatnich powodziach w jednostkach systematycznie przybywa choćby łodzi płaskodennych czy sonarów badających dno rzeki. Byłoby dobrze, gdyby zadbano też o to, by strażacy mieli odpowiednie warunki do niesienia pomocy w razie alarmu.
Sytuacja jest zła
Wspomnijmy raz jeszcze 40-kilometrowy odcinek Płock-Wyszogród. Do ilu groźnych sytuacji może tu dojść? A dochodzi do nich i są one tragiczne w skutkach… Przypomnijmy sobie nieszczęśliwy wypadek sprzed 2 lat, gdy do rzeki wypadł z łódki starosta płocki. Wszystkie jednostki dysponujące ratowniczymi łodziami przeczesywały Wisłę. Wtedy też były problemy ze zwodowaniem sprzętu.

Zdarzają się też inne sytuacje, które wymagają szybkiej reakcji strażaków. W czerwcu br. w Świniarach (gm. Słubice) do rzeki wpadła krowa. Żeby do niej dotrzeć, strażacy musieli jechać do sąsiedniego powiatu sochaczewskiego. - W związku z brakiem pewnych miejsc do wodowania łodzi zastęp GBA udał się w miejsce wskazane w zgłoszeniu, a zastęp SLOp wraz z łodzią skierował się do miejscowości Suchodół (pow. sochaczewski), gdzie znajduje się miejsce do wodowania łodzi. Do działań skierowana została również jednostka OSP w Słupnie – relacjonują strażacy z OSP Słubice. Po zwodowaniu łodzie OSP w Słubicach i OSP w Słupnie kierowały się do miejscowości Świniary. Niestety, nieregulowana, pełna przeszkód rzeka utrudniała i wydłużała czas dotarcia do wskazanego miejsca. Udało się w końcu zlokalizować krowę. Okazało się, że zwierzę zsunęło się razem z oberwaną skarpą wprost do wody i tak utknęło ono w pułapce. Na szczęście woda w tym miejscu nie była głęboka.
Historia miała swój szczęśliwy finał, ale strażacy ostrzegają, że wody Wisły są bardzo zgubne i niebezpieczne nie tylko dla zwierząt. Nurt rzeki bardzo często podmywa przybrzeżne skarpy. Tworzą się w ten sposób niebezpieczne nawisy, o których na brzegu nikt nawet nie pomyśli. Wystarczy na nie niefortunnie wejść, by spotkała nas dokładnie taka sama przygoda, co krasulę w Świniarach…
O tych problemach od lat wszyscy wiedzą
Już kilkakrotnie organizowane były spotkania z przedstawicielami Wód Polskich, które zarządzają akwenami. (...)
Blanka Stanuszkiewicz
Fot. Mateusz Wawrzyński
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze