Mimo wielu prób, pomysłów i projektów, nadal są tysiące rodziców, którzy nie chcą, nie mogą, a nawet nie zamierzają płacić alimentów na swoje dzieci. Mieszkają w każdym zakątku Polski. Najwięcej jest ich w Warszawie, Łodzi, Wrocławiu, Krakowie i Bydgoszczy, ale największy udział mają wśród mieszkańców: Wałbrzycha, Włocławka, Inowrocława, Starogardu Gdańskiego czy Świętochłowic. Oczywiście mieszkają także w Płocku. Mowa o dłużnikach alimentacyjnych, których po I kwartale tego roku zapisanych było w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor prawie 304 tys. O ile dłużników w ciągu roku ubyło, to przeciętna zaległość alimentacyjna wzrosła i znacząco przekroczyła już kwotę, z którą większość osób jest w stanie się uporać. Średnio jeden niesolidny rodzic winny jest ponad 39 tys. zł, przeciętny dłużnik z Płocka, gdzie średnia zaległość jest najwyższa, prawie 57 tys. zł, a pochodzący z Małopolski rekordzista ma do oddania powyżej 800 tys. złotych. Skala problemu nie maleje. Od kwietnia ubiegłego roku gminy przekazały do Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor informacje o ponad 30 tys. osób niepłacących alimentów. Najwięcej przybyło ich w październiku, kiedy to do bazy trafiło niemal 3,8 tys. nowych osób. W tym samym czasie część osób została z rejestru wykreślona. Powody były dwa: zmiana prawa, która nakazała usunięcie z rejestru dłużników, których dług ma więcej niż 6 lat oraz spłata zaległości. W rezultacie na koniec marca 2019 roku w BIG InfoMonitor znajdowało się niemal 304 tys. dłużników alimentacyjnych. Choć przez rok liczba zmniejszyła się o ponad 11 tys., to kwota zaległości wzrosła z 11,64 mld zł na koniec I kwartału 2018 roku do 11,89 mld zł po I kwartale 2019 roku. Oznacza to dalszy wzrost średniej zaległości alimentacyjnej z niemal 37 tys. zł do ponad 39 tys. zł. – Wyraźnie widać, że długu łatwiej pozbyć się osobom, które mają mniej do oddania. Dlatego zarówno wierzyciel, jak i dłużnik nie powinni dopuszczać do sytuacji, z której nie ma wyjścia, a taką z pewnością w oczach większości dłużników jest suma kilkudziesięciu czy kilkuset tysięcy złotych – przestrzega psycholog, prezes Stowarzyszenia Program Wsparcia Zadłużonych Roman Pomianowski. W jego opinii wzrost średniego zadłużenia do kwoty ponad 39 tys. zł dawno przekroczył psychologiczną barierę pozytywnej oceny możliwości spłacenia zaległości przez zadłużonego. Według specjalistów sumą dającą szansę na wyjście z długu jest kwota 12-15 tys. zł.
Jol. fot. www.pixabay.com
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze