Szara rudera. Tynk odpada ze ścian. Okna zapuszczone, złazi z nich farba. Pośrodku budynku widać wielką czarną dziurę, u progu której ledwo wiszą drzwi. To wejście na klatkę schodową. Zioną z niej różne opary, alkoholu, fekaliów i czegoś bliżej niezidentyfikowanego.Lepiej się nie zastanawiać, czego: Brudne odrapane ściany, drewniane skrzypiące schody prowadzą do niewiele lepiej wyglądających mieszkań, których główną atrakcją jest grzyb i pleśń na ścianach, gdzie nie ma ciepłej wody, łazienka jest wspólna dla wszystkich na klatce schodowej. To nie obraz z horroru. To szara płocka rzeczywistość. W takich mieszkaniach gnieżdżą się ludzie, którzy czekają na lepsze czasy i na mieszkania komunalne z Urzędu Miasta. Oczywiście nie wszystkie domy są w tak opłakanym stanie. Nie oznacza to jednak wcale, że opisany wyżej przykład jest jakimś wyjątkiem. Wystarczy bowiem przejść się ulicami Płocka, powiedzmy Sienkiewicza, Kolegialną, Kwiatka czy “Słodkimi”. Wszędzie znajdą się jakieś rudery. Krajobraz jest zupełnie inny niż na osiedlach MTBS-owskich. I nie jest to kwestia nowości, bardziej wina ludzi, którzy nie dbają o to, co mają. Z drugiej jednak strony każdy człowiek ma prawo do życia w godziwych warunkach. Czy w tym celu jednak “przeciętny zjadacz chleba” musi płacić grube pieniądze? W ostatnim czasie przyszło do naszej redakcji wielu zbulwersowanych płocczan, skarżących się na fatalne warunki mieszkaniowe, zbyt długi czas oczekiwania na nowe mieszkania komunalne, jak również nieuprzejmość ze strony urzędników.Chwila, która trwa pięć lat- My tylko chcemy normalnie żyć! Czy to tak dużo? - pyta Renata B. Na mieszkanie czeka już pięć lat. To i tak niewiele. W płockim Wydziale Mieszkalnictwa leżą jeszcze nie rozpatrzone wnioski z 1984 roku. A o przydział na mieszkanie komunalne ubiega się około 1700 rodzin. Każda z nich to oddzielna historia, żeby nie powiedzieć tragedia. - Ja mam już po prostu dosyć. Odkąd się urodziłem, mieszkam z rodzicami i z dziadkami w dwóch pokojach. Teraz jeszcze siostra jest w ciąży. Lada dzień dojdzie do nas jej mąż. Sam też muszę założyć rodzinę. A mój wniosek o przyznanie mieszkania leży już dwa lata i zdążył chyba zapuścić korzenie - skarży się 28-letni Radosław J., mieszkający na jednej ze “słodkich” ulic.Renacie B. udało się kilka lat temu “na chwilę” zamieszkać w lokalu socjalnym na ulicy Otolińskiej. Z mężem zajmują 13-metrowy pokój. Co pół roku mają przedłużaną umowę. Za wszelką cenę chce jednak przenieść się do obiecywanego mieszkania komunalnego. - Przez to, że zamieszkałam na Otolińskiej straciłam zdrowie. A teraz jeszcze boję się o swoje życie - opowiada kobieta.Na Otolińskiej jest 91 lokali mieszkalnych. Zamieszkują je różne rodziny. W części to ludzie z wyrokami, chodzi oczywiście o eksmisje. - Tu są ciągle awantury. Budynek jest zdemolowany. Na korytarzach nie ma żadnej żarówki. Jest wspólna łazienka, w której wszystko co możliwe oderwano od ścian i zerwano z podłóg. Są szczury i robaki. Jak coś się dzieje, pogotowie jedzie dwie godziny, a policja trzy. Po dwudziestej drugiej ludzie boją się wychodzić z domów. To jest mieszkanie socjalne? Przecież ja tu miałam mieszkać przez chwilę! - skarży się nasza czytelniczka.Wydeptane ścieżki i ponurzy urzędnicy - W Wydziale Mieszkalnictwa i Urzędzie Miasta na mój widok urzędnicy wznoszą oczy do nieba - opowiada o swoich perypetiach Renata B. - Byłam już wszędzie, u prezydenta, u przewodniczącego Rady Miasta, wszystkich proszę o pomoc. O to mieszkanie, które miałam dostać już tyle czasu temu. Na próżno. Może gdybym zamieniła się z prezydentem na mieszkania choćby na tydzień, to wtedy zmieniłoby się ich myślenie i podejście do prostych ludzi.Faktem jest, że ciężko zrozumieć człowieka w potrzebie, gdy samemu posiada się własne mieszkanie i ciepły kąt. Tymczasem ludzie są coraz bardziej sfrustrowani. Codziennie chodzą do Wydziału Mieszkalnictwa, a urzędnicy muszą sobie radzić z coraz mniej przyjemnymi uwagami. Nie od nich jednak zależy to, że w Płocku brakuje mieszkań. Jednym z częstych “gości” jest Marek Z. - Ciągle chodzę i ciągle czekam na cud - mówi. - Słyszę, że obecnie mieszkania się kupuje, a nie na nie czeka. Mnie jednak nie stać na MTBS. Czy to oznacza, że mam mieszkać pod mostem?Marek Z. mieszka z rodziną w rozpadającej się kamienicy. Nie ma tam żadnych luksusów i wygód. - Człowiekowi, który dziś nie ma pieniędzy, nic się nie należy. Tylko nikt nie rozumie, że gdybym miał te pieniądze, to bym niczyjej łaski nie potrzebował - użala się mężczyzna. Okazuje się jednak, że pan Marek, podobnie jak i reszta czekających, powinien cieszyć się z tego, co posiada.Druga strona medaluWedług ostatnich obliczeń w lutym w rejestrach Referatu Lokalowego na mieszkania oczekują 1682 rodzin. Codziennie dochodzą nowe podania. Ludzie czekają na mieszkania komunalne, czyli pełnowartościowe,gdzie umowy zawierane są na czas nieokreślony, a także na socjalne, o małej powierzchni, niepełnostandardowe, w przypadku których zawierane są sześciomiesięczne umowy wynajmu. Te ostatnie przyznawane są osobom żyjącym w niedostatku, albo rodzinom, które do tej pory mieszkały w zbyt dużym zagęszczeniu i wyrażają zgodę na przyjęcie takiego lokalu. Lokale socjalne mieszczą się przy ulicy Otolińskiej, Miodowej i Żyznej oraz pojedyncze w starym zasobie mieszkaniowym. Daje to w sumie około 150 lokali. Mieszkania komunalne zlokalizowane są w zachodniej części miasta. Są to ulice Miodowa, Kredytowa, Na Skarpie, Gałczyńskiego, dalej w centrum ulica Sienkiewicza, Kolegialna, Jakubowskiego i na końcu ulica Dobrowolskiego. Wszystkie mieszkania komunalne są obecnie zajęte. Powstają oczywiście nowe. W tym roku zostanie oddanych 21 mieszkań w jednym bloku przy ulicy Norwida. - Zdajemy sobie sprawę, że jest to zdecydowanie za mało. Jednak budownictwo to ogromne koszty - mówi Grażyna Baran, naczelnik Wydziału Mieszkalnictwa. - Gminy nie stać na budowanie większej ilości mieszkań, budżet nie wytrzymuje, tak dużego obciążenia finansowego.Gmina odzyskuje lokale w budynkach komunalnych po śmierci lokatora lub po eksmisji. - Mamy obecnie 200 wniosków eksmisyjnych - mówi pani Grażyna Baran. - I tyle rodzin czeka, aż znajdziemy im lokale socjalne. Do tego ponad 300 rodzin oczekuje na mieszkania socjalne, ponieważ żyje w niedostatku lub w ogóle nie ma gdzie mieszkać. Nie jesteśmy w stanie zapewnić ponad 500 mieszkań socjalnych, a co dopiero mówić o komunalnych, gdzie jest wyższy standard i gdzie mieszkania są o wiele droższe.Co jednak zrobić, by dostać “M”Żeby dostać jedno z 21 nowych mieszkań komunalnych trzeba być zameldowanym w Płocku od co najmniej pięciu lat. To jednak nie wszystko. Należy oddać dotychczas zajmowane pełnowartościowe mieszkanie komunalne, aby przeprowadzić się do nowego. Te odzyskane mieszkania będą przeznaczone dla rodzin zapisanych w rejestrach. Rejestrów jest 15. Pierwszy z nich obejmuje sprawy priorytetowe dla miasta. - Jeżeli gmina ma zamiar wyburzyć istniejący budynek pod własną inwestycję, zamieszkujący go ludzie muszą dostać mieszkania - tłumaczy pani Naczelnik. W tym rejestrze na razie nikogo nie odnotowano. Kolejne obejmują mieszkańców z lokali i budynków, w których w każdej chwili “dach może spaść na głowę”. Chodzi oczywiście o nieodpowiedni stan techniczny. - Rejestry te zwierają 85 wniosków, a obejmują 21 budynków. Wynika z tego jasno, iż aby przeprowadzić tyle rodzin należałoby wybudować ponad cztery takie budynki, jaki powstaje na ulicy Norwida - zauważa Grażyna Baran. Naczelnik dodaje, że dużą szansą dla płocczan oczekujących na mieszkania są MTBS-y. - Tu gmina ponosi koszty 20% ich powstania. Osoby, które chciałyby zamieszkać w takich mieszkaniach, muszą wpłacić 10% ich wartości. Nadal jednak są to zbyt wielkie koszty, by mogła ponieść je większość chętnych na mieszkania komunalne. Utrzymanie takiego lokalu również jest wysokie i wymaga od wynajmującego co najmniej stałych i średnich dochodów. Czy grozi mieszkanie pod chmurką? - Doskonale wiemy jak wygląda sytuacja mieszkaniowa w Płocku, że w jednym mieszkaniu często mieszkają trzy pokolenia. Nie można nam jednak zarzucać, że nic nie robimy, by w Płocku było więcej mieszkań komunalnych. Ustawa wyraźnie mówi, że Gmina powinna zaspokajać potrzeby mieszkaniowe swojej społeczności. I staramy się to robić. Jednak pieniędzy w budżecie wciąż brakuje, do tego pomoc ze strony państwa jest zbyt mała, by można było pozyskać więcej mieszkań - tłumaczy Grażyna Baran. Społeczeństwo jest coraz uboższe. Rada Miasta Płocka zdecydowała o sprzedaży mieszkań komunalnych w ponad 100 budynkach. Pomimo, że często odbywa się to na korzystnych dla kupującego warunkach, niewielu się na nie zdecydowało. Na około 4000 znajdujących się tam mieszkań, do tej pory wykupiono ich ledwie połowę. Wynika z tego jasno, że Płock pomimo iż jest taki bogaty, to jego mieszkaniec jest ubogi i stać go tylko na lokal pod chmurką. Blanka Stanuszkiewiczfot. Dariusz Ossowski
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze