Reklama

12 powodów, dla których należy słuchać Nicka Cave’a (I)

26/04/2001 12:10
Skoro już przyszło nam żyć w czasach, kiedy sztuka chce być rozrywką, wypełniać wolny czas i masowo się sprzedawać, zaś rozrywka bez wahania sięga po maski i przybiera pozy sztuki, warto poznać losy artysty, który na tym postmodernistycznym bałaganie nie tylko nie stracił, ale uczynił zeń skuteczną metodę poznawania i opisywania świata.Artysty, który wcześniej - zanim wartości zostały pomieszane, kierunki splątane, a bogowie wyśmiani - pewnie nawet nie zasłużyłby na to miano. Artysty, przypominającego raczej wędrownych kuglarzy, zabawiających gawiedź klownów, obwożonych po miasteczkach pokracznych karłów i garbusów, ale czasy, w których przyszło nam żyć, nie mogłyby sobie wymarzyć lepszego kronikarza i proroka. Nicholas Edward Cave urodził się 22 września 1957r. w Warracknabeal w Australii. Jego matka pracowała w bibliotece, zaś ojciec był nauczycielem. Kilkunastoletni Nick śpiewał w kościelnym chórze, pobierał lekcje gry na fortepianie, pisywał wiersze. Od 1976r. studiował sztuki piękne w Caufield, jednym z przedmieść Melbourne. Tam wespół z kolegami założył swój pierwszy zespół The Boys Next Door, którego aktywność artystyczna ograniczała się początkowo do występów na szkolnych dyskotekach, w college’u dla dziewcząt oraz w świetlicy parafialnej. Do tego momentu wygląda to na typowy życiorys młodego człowieka ze średnio zamożnej inteligenckiej rodziny, w którym do ukończenia dwudziestego roku życia trudno było zapewne dostrzec przyszłego, jednego z najoryginalniejszych, a zarazem najbardziej wpływowych muzyków rockowych w historii gatunku. Trudno powiedzieć, czemu kolejne lata życia Nicka Cave’a nie potoczyły się już tak typowo, a fascynacja sztuką nie okazała się po prostu przemijającym atrybutem młodości - niczym burze hormonów, zmienne kaprysy uczuć, obowiązkowy zestaw gniewu, buntu i frustracji - który szybko ustępuje przed dojrzałością, czyli znalezieniem sobie w miarę ciepłego i bezpiecznego miejsca na całe życie. Dlaczego nie podjął studiów ekonomicznych lub prawniczych, artystyczne ambicje zaspokajając jako łagodnie snobistyczny kolekcjoner obrazów, rock and rollowych albumów z lat 60-tych albo przynajmniej posiadacz rocznego karnetu wstępu do opery w Melbourne. Wolno podejrzewać, że zadecydował wybór muzyki rockowej w roli środka artystycznego przekazu. Nie tylko wyjątkowo odpowiadającego temperamentowi i pasji twórczej Cave’a, ale także trafniej i sugestywniej niż jakakolwiek inna dziedzina sztuki opisującego kondycję współczesnego świata oraz jego najbardziej niespokojnego i niepewnego siebie mieszkańca - człowieka. Człowiek czy Mit Na ścieżkę, z której - jak się później okazało - nie było już powrotu, Nick Cave wkroczył w okolicach 1977r., kiedy uległ powszechnej w tym czasie modzie na punk rock, a The Boys Next Door zaczęli prezentować podczas koncertów utwory wzorowane na dokonaniach sztandarowych przedstawicieli tego gatunku (m.in. The New York Dolls). Wkrótce dokonali pierwszych nagrań w lokalnym studio, kilka z nich trafiło nawet na składankę „Lethal Weapons”. Niewinny flirt z modą na punkową kontestację szybko przekształcił się w poważniejsze zaangażowanie, bo już rok później grupa przedstawiła oryginalny, dość ambitny repertuar nowofalowy, wydany na pierwszej dużej płycie zatytułowanej „Door Door”. Album sprzedał się niestety bardzo słabo, ale zachęciło to muzyków już tylko do zmiany firmy fonograficznej, nie zaś sposobu życia czy planów na przyszłość. Dowodem tego był opublikowany w 1979r. minialbum „Hee Haw” z muzyką jeszcze ciekawszą, zdradzającą wręcz awangardowe koneksje (pokrewieństwo z twórczością nie tylko Magazine, ale i Pere Ubu) i po raz pierwszy jasno dającą do zrozumienia, że liderowi grupy chodzi o coś więcej niż wykrzyczenie na estradzie nadmiaru emocji lub dziecinną radość ze sławy muzycznego gwiazdora. Osiągnięcie kolejnego etapu muzyczego wtajemniczenia zostało podkreślone na początku 1980r. zmianą nazwy zespołu na The Birthday Party i przeniesienie działalności z muzycznej prowincji, jaką było Melbourne, w samo centrum rockowego życia - do Londynu. Już na „dzień dobry” Cave i koledzy przeżyli jednak poważne rozczarowanie, bo wyraźnie nikt nie był zainteresowany ani dziwnymi przybyszami z antypodów, ani wykonywaną przez nich dziwną muzyką. Dopiero pół roku po przybyciu udało się im zagrać pierwszy koncert, następne odbywały się sporadycznie, toteż muzykom szybko skończyły się środki do życia, a także duża część zapału, by to życie w ogóle kontynuować. Sam Cave wegetował wtedy na granicy biologicznej wytrzymałości organizmu jako dziki lokator pozbawionego prądu i kanalizacji zrujnowanego budynku, co rzuca pewne światło na niemal całą jego późniejszą twórczość, z upodobaniem drążącą najciemniejsze i najbardziej upokarzające tajemnice ludzkiej egzystencji. Mogłaby ona jednak wcale nie nastąpić, gdyby szczęśliwym trafem na jednym z koncertów The Birthday Party nie zauważył szef niewielkiej, prywatnej firmy 4AD Iwo Watts-Russell i nie zaproponował publikacji nagrań. Zmuszeni do powrotu do Melbourne, członkowie grupy, dzięki finansowemu wsparciu Watts-Russela nagrali znakomity album „Prayers On Fire”, z muzyką opartą na doświadczeniach bluesa, rockabilly i soulu, ale o temperaturze podniesionej - a momentami wręcz doprowadzonej do stanu wrzenia - przez inspirację utworami Iggy Popa, The Velvet Underground czy The Gang Of Four. Pewność siebie zyskana nagraniem płyty pozwoliła grupie wkrótce wyjechać po raz drugi do Londynu, a siła wyrazu i oryginalność granej teraz przez nią muzyki zwróciła w końcu uwagę prasy i publiczności. Kolejne albumy „Junkyard” i „Mutiny!/The Bad Seed”, a także coraz dłuższe trasy koncertowe potwierdziły klasę zespołu jednak narastające konflikty między Cave’em a pozostałymi muzykami stopniowo zaczęły uniemożliwiać dalszą działalność. Dla lidera nadeszła zatem pora na kolejną zmianę artystycznego oblicza, na przejście kolejnego wtajemniczenia. Początkowo firmował koncerty z nową grupą znamiennym szyldem: „Nick Cave - Man Or Myth”, a wkrótce potem, na początku 1984r. świat usłyszał formację Nick Cave And The Bad Seeds. (C.d. za tydzień) Maciej Woźniak
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości