DKW NZ - poj. 350 ccm, rok produkcji 1943, moc 14 KM, prędkość max. 120 km/h, jednocylindrowy, dwusuw, zużycie paliwa 10 l na 100 km, masa własna 159 kg.Jest to motocykl produkcji niemieckiej. Powstał w latach międzywojennych, z myślą o służbie kurierskiej w siłach Wermachtu. DKW dostępne były w czterech pojemnościach 125, 250, 350 i największe 500 tzw. Sahary produkowano dla Africa Corps. Te ostanie wyposażone były w dynostarter, miały też nieco mocniejszą karoserię. Nie trzeba też było długo czekać, by w ramach współpracy radziecko-niemieckiej powstały wierne kopie DKW, czego dowodem są spotykane także dzisiaj produkcje marki IŻ. DKW 350 jak na ówczesne lata przy swojej 14-konnej mocy, był motocyklem o dobrych osiągach. Doskonale radził sobie nie tylko na prostych szosach, ale i na niewygodnych wiejskich drogach. Opisywany model DKW to wersja "ucywilniona", posiada czterobiegową skrzynię biegów, wyposażony jest także w widelec trapezowy z blachy tłoczonej, amortyzowany jest jedną centralną sprężyną. Charakterystyczna jest w nim rama tłoczona w całości z blachy. Nie ma elementów spawanych, przez co motocykl całkowicie można rozkręcić. Maciej Kulas kupił DKW pod koniec lat 80. od mechanika w Górach k. Płocka. Pomimo, że sprzęt był na chodzie na tyle, iż można nim było dojechać do miasta, motocyklistę czekało sporo pracy, by przywrócić mu dawną moc. Do wymiany poszedł m.in. przymocowany kosz do Junaka i instalacja elektryczna. Dalej potrzebna była jeszcze jedna DKW-ka na części zamienne, by „350” nabrała prawie 100% oryginalnego wyglądu. Ile razy Maciej Kulas odwiedzał motobazary w poszukiwaniu potrzebnych części, wie on tylko sam jeden, a że jest perfekcjonistą w każdym calu, dziś w jego 58-letniej DKW-ce brakuje tylko oryginalnego bębna przedniego koła i manetek. DKW-ka oczywiście nie jest jedynym sprzętem w jego życiu. - Motocyklami zainteresowali mnie koledzy. Wielu z nich miało własny sprzęt, skończyło się na tym, że ja nie mogłem być gorszy- wspomina motocyklista. Miał 16 lat, gdy kupił w „całkowitym proszku” NSU 251 OSL z 1984 roku. Wspólnie ze znajomymi składał go, dało się nawet nim trochę pojeździć. -Lubię motocykle. Pozostawiły w moim życiu trwały ślad. Swego czasu zrobiłem bardzo wiele, żeby je mieć- dodaje. W czasach „polskiego cudu gospodarczego” Maciej Kulas wyjechał w celach zarobkowych na kilka miesięcy do Berlina. Przez pewien czas mieszkał w schroniskach dla kloszardów, później przeniósł się do VW, popularnie zwanego „ogórkiem”, odmawiał sobie wielu przyjemności. Do Polski wrócił jednak na pięknym chopperze - dwucylindrowej Hondzie CM 400 T. Przyszedł jednak czas, że musiał ją nie bez żalu sprzedać. DKW-ka z kolei przetrwała wszystkie przeciwności. Wciąż czeka w garażu na to, aż dorośnie syn motocyklisty. -Motocykl będzie miał wtedy 70 lat, jednak myślę, że sprawi mojemu synowi, tyle radości co i mnie. Może ruszy na zloty weterańskie? Maciej Kulas uczestniczył również w wielu imprezach motocyklowych. Wspomina zwłaszcza pobyt w Olsztynie, tuż po ostatnim maturalnym egzaminie. -Na zlocie wszyscy dobrze się bawiliśmy, dopóki niczym klocki domina nie runęły ustawione w rzędzie motocykle zlotowiczów. Po części była to moja wina. Żeby ratować swój honor, musiałem wziąć udział w konkursie wiedzy na temat historii motocykli. Zająłem wtedy III miejsce - wspomina motocyklista. Maciej Kulas, pomimo że jeździł na różnych maszynach, stwierdził, że stare motocykle są o wiele ciekawsze od nowych, podobnie zresztą jak i stare samochody. Bardzo dumny jest z posiadania zapierającego dech w piersiach Mercedesa z 1964 roku. O tej ciekawostce motoryzacyjnej napiszę jednak w kolejnym materiale. Blanka Stanuszkiewicz fot. arch.
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze