:-( Wygląda na to że masz Adblocka. Utrzymujemy się z reklam żeby móc dostarczyć Ci wiadomości z Twojego regionu za które nie musisz płacić, czy mógłbyś rozważyć jego wyłączenie?

Rzeźby tworzę w dialogu z materiałem

Wywiad, Rzeźby tworzę dialogu materiałem - zdjęcie, fotografia
Tygodnik Płocki 22/05/2019 10:08

Z płocczaninem, artystą rzeźbiarzem Markiem Sobocińskim, którego prace prezentuje na wystawie czasowej Muzeum Diecezjalne, rozmawia Lena Szatkowska.

Twoja biografia artystyczna dowodzi, że z powodzeniem mógłbyś zajmować się innymi dziedzinami sztuki, choćby muzyką albo teatrem. Dlaczego rzeźba?
Uczyłem się gry na skrzypcach w płockiej szkole muzycznej i całkiem poważnie myślałem o karierze muzyka. Teatr też bardzo mnie pociągał. Przy domu kultury działał zespół teatralny prowadzony przez Ewę Różbicką. Odnosiliśmy nawet sukcesy na przeglądach krajowych. Mój tata, pasjonat historii, przewodnik i prezes PTTK chciał, żebym został architektem. Kupował mi odpowiednie książki, dużo opowiadał. W końcu zetknięcie z rzeźbami Piusa Welońskiego zaszczepiło we mnie chęć, żeby spróbować roboty rzeźbiarskiej. Po odbyciu obowiązkowej służby wojskowej wróciłem do Płocka, żeby zrobić zaniedbaną maturę i móc rozpocząć studia. Wybierałem między jedną szkołą artystyczną a drugą, bo chęć, żeby zająć się rzeźbą, była już we mnie absolutnie ugruntowana.

Zdecydowałeś się podjąć studia na wydziale sztuki uniwersytetu toruńskiego. Kogo tam spotkałeś? Kto cię kształtował jako artystę?
Toruń wybrałem po pierwsze dlatego, że to piękne miasto, przyjazne dla studentów w odróżnieniu od ogromnej Warszawy. Na korzyść Torunia przemawiał też rozszerzony program studiów. Do takiego wyboru namawiali mnie również przyjaciele m.in. Andrzej Bartoszewicz, którego poznałem w Płocku.
Zacząłem w pracowni Tadeusza Godziszewskiego – profesora przybyłego do Torunia z uniwersytetu Batorego w Wilnie. Dyplom robiłem u profesor Barbary Strynkiewiczowej, która jest moim idolem. Cenię ją nie tylko jako rzeźbiarkę, ale również wspaniałego pedagoga. Gdy myślę o jej metodach pracy ze studentami, bardzo szerokiej perspektywie widzenia sztuki, ciągle jestem urzeczony. Pani profesor zadawała nam lektury, potem organizowała wieczorki w pracowni, podczas których siedzieliśmy razem, rozmawiając o lekturze i sztuce. Dawała studentom bardzo ciekawe zadania. To było niezwykle ważne, rozszerzało świadomość. Do dzisiaj korzystam z tych inspiracji. A mówię o tym nie bez powodu, bo w Norwegii sam zostałem belfrem. Pracowałem na wydziale sztuki i rzemiosła artystycznego, uczyłem projektowania, rysunku i form przestrzennych.
W Toruniu spotkałem wielu ciekawych ludzi: Janusza Boguckiego, guru sztuki nowoczesnej, organizatora wszelkiego rodzaju plenerów i zjazdów eksperymentujących artystów, w których środowisku pracowałem zaraz po studiach, Beresia, którym się fascynowałem. Można powiedzieć, że na początku sam byłem trochę performerem.

Zacząłeś studia później niż twoi rówieśnicy.
Jagiellonka postanowiła się mnie pozbyć, co było decyzją przesadzoną. Autorytatywni nauczyciele budzili we mnie sprzeciw i oczywiście buntowałem się. Był w nas snobizm na kulturę i można było pociągnąć ucznia w tę stronę, co robiła tylko polonistka Marta Kowalska. Różnica wieku spowodowała, że mniej mnie pociągało rozrywkowe studenckie życie. Chciałem odrobić zaległości, prowadziłem koło naukowe, reprezentowałem nasz wydział na forum studentów przeróżnych szkół artystycznych. Organizowaliśmy bardzo ciekawe doroczne festiwale, za każdym razem w innym mieście. Przygotowując spotkanie w Łodzi miałem okazję pograć na organach. To instrument, który bardzo lubię, zawsze mnie fascynował. Jeszcze w Płocku zaglądałem do fary, do organisty Owsika i prosiłem, żeby mi pozwolił trochę pograć. Na plenerach rzeźbiarskich w Koronowie pod Bydgoszczą też odwiedzałem kościoły w poszukiwaniu interesującego instrumentu. [ads2]

Z powodu zaangażowania w działalność „Solidarności” zostałeś internowany, groziło ci kilkuletnie więzienie. Po ogłoszeniu stanu wojennego wyemigrowałeś z żoną do Norwegii, z biletem w jedną stronę.
Myślałem o Szkocji i Francji, przyjęła mnie tylko Norwegia. Okazała się krajem skutecznie wspierającym polską opozycję. Pierwsze lata emigracji nie były łatwe. W zakładzie kamieniarskim nauczyłem się od podstaw obsługi maszyn i obrabiania kamienia. Pracę łączyłem z intensywną nauką norweskiego. Później znalazłem zatrudnienie w szkole artystycznej, którą zakładano w Moss. Zgłosiłem się do konkursu na program nowej uczelni i wygrałem. To był rok 1990, kiedy po wyborach czerwcowych chciałem wracać do Polski. Musiałem podjąć decyzję: zostać czy wracać. Szkoła świetnie się rozwijała, wkrótce dostała państwowe dotacje. Doceniono ją, a mnie zaproszono na wykłady do uczelni artystyczno-pedagogicznej w Oslo. Napisałem podręcznik, który pozwolił mi na uzyskanie stopnia akademickiego, odpowiednika habilitacji. Potem wykładałem też w Tromsø, za kołem podbiegunowym. To przepiękna kraina.
Moje ciągoty do Skandynawii nie są przypadkowe. Ta jej zgrzebność, prostota w tkaninach i zastosowaniu szkła, z którego słyną np. Finowie, bardzo mi odpowiada. To był też częsty temat rozmów z prof. Strynkiewiczową, która miała duży szacunek dla projektantów skandynawskich. We wzornictwie skandynawskim projektant niejako pyta materiał, co ma do powiedzenia, jaką swoją cechę wniesie w przedmiot, który się z niego wykonuje. Podoba mi się skandynawska umiejętność traktowania materiału z repsektem.

Najlepiej czujesz się w kamieniu? Jak wypadają eksperymenty z innymi materiałami?
Rzeźbiarz powinnien współpracować z każdym materiałem. Robiąc najpierw model w gipsie myślę o tym, z czego powstanie rzeźba, czy materiał da się polerować, jaką będzie miał barwę po obróbce. Sama praca z kamieniem sprawia mi wielką przyjemność, ale z wielką chęcią zabieram się także do wycinania kompozycji w drewnie. Figury do kościoła we Fredrikstad wykonałem z jesionowego pnia. To bardzo piękny materiał. Kamień wykorzystuje się taki, jaki jest. W drewnie naturalne jest sklejanie kawałków. Gdy oddaję model, który ma być odlany z brązu przygotowuję go tak, by ułatwić pracę odlewnikowi. Mam satysfakcję, gdy rzemieślnicy są zadowoleni z tego, że przemyślałem, w jaki sposób będą to odlewać.
Zawsze pasjonowała mnie ta rzemieślnicza, techniczna strona roboty rzeźbiarskiej Koledzy już na studiach nadali mi ksywkę „majster”. Chciałem być samodzielny. Starałem się nawet o zgodę na kurs spawalniczy, ale niestety podanie gdzieś przepadło. Sam naprawiam swoje narzędzia. Nie zatrzymuję się w fazie projektu. Robię wszystko, łącznie z zamawianiem dźwigu do wykopów ziemnych. Interesuje mnie każdy etap pracy. Zarejestrowałem w Norwegii warsztat, który można określić jako fabrykę sztuki. Dlatego też pewnie wycofałem się ze środowiska performerów.

Malarz może poprawić obraz w trakcie pracy, nawet go zamalować. Rzeźbiarz nie.
My się mylimy na papierze i w glinie. W trakcie odlewu gipsowego mogę jeszcze coś poprawić. Dlatego ten proces przygotowania w pracy rzeźbiarskiej jest taki długi.
Kiedy zaczynam pracę przysposabiam sobie punktownicę. To urządzenie wymyślili starożytni i do dzisiaj je stosujemy. To system prętów i metalowych cięgieł z odpowiednio ustawionymi ramionami. Zaznaczając pewien punkt ustawiam sobie w tym miejscu punktownicę, zakręcam śrubkę, która mi daje miarę, jak głęboko mogę w materiał wejść. Wyciągam śrubkę i tak długo pracuję w gotowym materiale, aż ta śrubka mi powie stop. W muzeach można zobaczyć gipsowe modele wybitnych twórców. Kropka przy kropce, jakby miały piegi. To są te punkty, które rzeźbiarz zaznacza w trakcie roboty.[ads2]

Jaki jest twój stosunek do nowych technologii?
To bardzo ciekawy temat, bo także dotyczy kwestii dialogu z materiałem. Przestrzeń, którą ludzkie oko widzi na płaskim ekranie, nie jest prawdziwa. Możemy sobie oczywiście zaprojektować przedmiot i wypluje go za chwilę drukarka 3D, ale projektując cały czas mamy kontakt z ekranem, nie z przestrzenią. Pojęcie o takiej rzeźbie, jej stukturze, materiale jest ograniczone. W trakcie pracy z materiałem rzeźbiarz reaguje na to, jak ten materiał się zachowuje. Pewne odstępstwa od modelu gipsowego są rezultetem tego, że rzeźba tworzy się w dialogu z materiałem, nabiera charakteru. To świadczy o jej unikatowości. Komputer nie potrafi się pomylić. Może mieć bardzo rozległy zakres programów, ale jest w 100 procentach przewidywalny. Może zrobić 20 identycznych egzemplarzy „Piety”, ale to będą rzeźby przewidywalne. Podczas gdy ta zrobiona ręką autora ma swój wyraz, jest w niej zawarta jakaś intencja. Nawet, jeśli słynny Dawid ma za duże ręcę i pewne anatomiczne niedoskonałości, to one właśnie świadczą o jego niepowtarzalności. Spytajmy komputer, jakie ma intencje? Komputer się zatnie.
Rozmiar jest jednym z kluczowych elementów przypisanych formie rzeźbiarskiej i pracy nad rzeźbą. Ma znaczenie, z jakiej wysokości na nią patrzymy, z dołu czy z góry, czy rzeźba jest na cokole, czy nie. Posłużę się płockim przykładem. Rzeźbiarz, który zaprojektował pomnik Krzywickiego, zrobił go do cokołu. Dlatego postać ma taką dużą czapkę i głowę, rozszerzające się ramiona. Niestety dotąd nie doczekała się podwyższenia, a sama rzeźba jest dobra.

A co myślisz o innych płockich pomnikach?
Jestem wielbicielem pomnika Broniewskiego. Obserwowałem przebieg konkursu, oglądałem wszystkie projekty. Zemła zażądał, by w miejscu, gdzie miał być pomnik, postawić rusztowania, owinąć je tkaninami. Chodził wokół tego modelu ustawionego już w skali przeznaczonej do realizacji tak długo, aż znalazł właściwy rozmiar. Ta historia dała mi wiele do myślenia. Uważam, że tak i monument, jak i jego otoczenie, zostały zaprojektowane znakomicie.
Gdy mówimy o rozmiarach w rzeźbie możemy wziąć za przykład maski pośmiertne. Zwróć uwagę, że wszystkie maski pokazywane w muzeach robią wrażenie bardzo małych. Dlaczego? Gdy robi się portret, trzeba go zrobić albo znacznie mniejszym albo trochę większym. Portret powtórzony dokładnie co do minimetra, zawsze będzie robił wrażenie mniejszego. Jeśli na pomniku stanie postać w skali 1 do 1, będzie robiła wrażenie kukiełki. A jeśli jeszcze wygłaska się jej buzię, tym gorzej.
W sztuce sakralnej, a sporo jej mam na swoim koncie, jest bardzo ważne to, by rzeźba była o osobie, a nie ją odwzorowywała dosłownie. Nie robię hiperrealistycznych figurek. W moich rzeźbach widać ślad narzędzia, zawieram w nich przesłanie, że są symbolem odnoszącym się do osoby boskiej, świętej, jakiegoś ideału, do którego się modlisz i on pomaga ci się skupić, ale to nie jest ta osoba.

Powróciłeś do Płocka retrospektywną wystawą w Muzeum Diecezjalnym. Chociaż oglądamy tylko fotografie twoich rzeźb, ich otoczenie, miejsca, w których pracujesz na co dzień, to i tak ekspozycja robi duże wrażenie. Zatytułowałeś ją „Rewindykacja”.
To wystawa jubileuszowa, która jest próbą „odzyskania utraconego mienia”. Rzecz jasna w znaczeniu emocjonalnym i sentymentalnym. Płock jest moim rodzinnym miastem.
Na ekspozycji starałem się pokazać wszystko, co dotąd zrobiłem. „Dylemat Ofelii” to jest jedna z ostatnich prac, którą zrobiłem na zlecenie prywatne. Nabywcy widzieli moją rzeźbę „Samson i Dalila”. Podobał im się temat koegzystencji mężczyzny z kobietą, która miewa swoje turbulencje. Wybraliśmy bazaltową skałę. Zawsze marzyłem, żeby pracować w tym materiale. Powstał „Dylemat Ofelii”. Pracując nad rzeźbą pomyślałem, co przeżywa Ofelia, kiedy odsuwa się od niej Hamlet. Stąd na cokole napis: to be or not, bo ona też musiała sobie zadać to pytanie. Postacie są oszlifowane, ale niewypolerowane, wypolerowana jest przestrzeń pomiędzy nimi tak, żeby profil Ofelii odbijał się w profilu Hamleta. Przesłanie jest takie: jeżeli chcemy utrzymać ten wspólny profil, stworzyć całość, to musimy się trochę w sobie odbijać.
Dla karmelitanek w Tromsø zrobiłem marmurową figurę Madonny. Ma metr dwadzieśia wysokości i została umieszczona w grocie, którą siostry zrobiły we wspaniałym ogrodzie. Dla kościoła św. Brygidy we Fredrikstad powstała Madonna z jesionu i figura św. Jana. Popiersie księdza Jerzego Popiełuszki odlane z brązu powstało zaraz po przyjeździe do Norwegii. Później wykonałem serię świętych męczenników.
Z okazji jubileuszu 150 urodzin Edwarda Muncha, którego jestem ogromnym wielbicielem, artyści z naszego regionu postanowili zorganizować specjalną wystawę. Umówiliśmy się, że każdy z nas zrobi pracę poświęconą jego pamięci. Wykorzystałem jedno ze starych okien, które zostało po remoncie domu i tak powstał „Widok z Åsgårdstrand”, gdzie Munch miał pracownię.
Wystawa w Płocku sprawiła mi radość. Spotkałem się ze starymi znajomymi, kolegami ze szkoły i z podwórka. W księdze pamiątkowej jest wiele serdecznych wpisów. Cel został spełniony.

Reklama

Rzeźby tworzę w dialogu z materiałem komentarze opinie

Dodajesz jako: |
Reklama

Ogłoszenia PREMIUM

Udzielę korepetycji z chemii

Witam Udzielę korepetycji z chemii dla uczniów szkół podstawowych, szkół średnich oraz studentów. Jestem absolwentem Wydziału Budownictwa, Mechaniki..


KONCESJONOWANE złomowanie

KONCESJONOWANE złomowanie pojazdów w celu wyrejestrowania, możliwość odbioru 7:00 - 22:00. Skup aut.


KUPIĘ skrzynki po piwie z

KUPIĘ skrzynki po piwie z butelkami lub puste, dojeżdżam.


Reklama
 Reklama

25 maja 2018 roku weszło w życie Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 roku tzw. RODO. Nowe prawo nakłada na nas obowiązek uzyskania Twojej zgody na przetwarzanie przez nas danych osobowych w plikach cookies

Oświadczam, iż zapoznałem sie z Polityką prywatności i zgadzam się na zapisywanie i przechowywanie w mojej przeglądarce internetowej tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie zaszyfrowanych w nich danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania z innych stron internetowych, serwisów oraz parametrów zapisywanych w plikach cookies w celach marketingowych, w tym na profilowanie i w celach analitycznych przez tp.com.pl, oraz ZAUFANYCH PARTNERÓW.

Administratorzy danych / Podmioty którym powierzenie przetwarzania powierzono

TYGODNIK PŁOCKI SP Z O O z siedzibą w Płock 09-402, Pl. Stary Rynek 27

Cele przetwarzania danych

1.marketing, w tym profilowanie i cele analityczne
2.świadczenie usług drogą elektroniczną
3.dopasowanie treści stron internetowych do preferencji i zainteresowań
4.wykrywanie botów i nadużyć w usługach
5.pomiary statystyczne i udoskonalenie usług (cele analityczne)


Podstawy prawne przetwarzania danych


1.marketing, w tym profilowanie oraz cele analityczne – zgoda
2.świadczenie usług drogą elektroniczną - niezbędność danych do świadczenia usługi
3.pozostałe cele - uzasadniony interes administratora danych


Odbiorcy danych

Podmioty przetwarzające dane na zlecenie administratora danych, w tym podmioty ZAUFANI PARTNERZY, agencje marketingowe oraz podmioty uprawnione do uzyskania danych na podstawie obowiązującego prawa.

Prawa osoby, której dane dotyczą

Prawo żądania sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania danych; prawo wycofania zgody na przetwarzanie danych osobowych. Inne prawa osoby, której dane dotyczą.

Informacje dodatkowe

Więcej o zasadach przetwarzania danych w "Polityce prywatności"