:-( Wygląda na to że masz Adblocka. Utrzymujemy się z reklam żeby móc dostarczyć Ci wiadomości z Twojego regionu za które nie musisz płacić, czy mógłbyś rozważyć jego wyłączenie?
PILNE
Koncerty, jazzu teatru - zdjęcie, fotografia
Tygodnik Płocki 30/04/2014 07:56

– Teraz gramy głównie jazz. Nasz Big Band działa przy Płockim Ośrodku Kultury i Sztuki. Grają w nim profesjonalni muzycy – mówi Kazimierz Chlebowski. – Powoli myślimy o założeniu stowarzyszenia. Wtedy będzie nam łatwiej starać się o granty. Może udałoby się nagrać płytę z piosenkami o Płocku, których przez lata trochę powstało? Zespół jazzowy to kolejny etap na artystycznej drodze Kazimierza Chlebowskiego, a biografię muzyczną ma naprawdę ciekawą.
Na rozmowę umawiamy się w dawnym biurowcu Petrobudowy przy ulicy 3 Maja. Do sali prób niełatwo trafić. W budynku znajdują się różne instytucje, m.in. bank żywności i szkoła. – Tam, gdzie najgłośniej – mówi spotkana na schodach pani, kierując mnie na wyższe piętro. Tego popołudnia próba się nie odbywa. W kameralnej sali stoją puste pulpity. Za biurkiem Kazimierz Chlebowski segreguje zaproszenia na jam session. Do Płocka przyjechał w latach 70. z Tarnobrzega. Tam w Zakładowym Domu Kultury Chemików prowadził zespół jazzowy, chór i kabaret. Z tym ostatnim wystąpił w Płocku na Festiwalu Zespołów Artystycznych Wielkich Budów. Program pokazany w kinie Przedwiośnie otrzymał pierwszą nagrodę, a Kazimierzowi Chlebowskiemu zaproponowano pracę w naszym mieście.
– To były dobre czasy dla kultury, bo było dużo pieniędzy. W okolicach Tarnobrzega odkryto złoża siarki. Zaczęto je wydobywać tanią metodą, tzw. amerykańską. Miasto poszerzało się, powstawały domy kultury, zespoły, sekcje, nowe miejsca pracy. Ale gdy zaproponowano mi etat w płockiej kulturze, zgodziłem się. Fajne miasto, sympatyczna atmosfera. Podobała mi się wtedy ulica Tumska, która żyła – wspomina.
W 1975 roku budynek przeznaczony na Zakładowy Dom Kultury Chemików oddano teatrowi. Początkowo miał pełnić nie tyle funkcję samodzielnej instytucji artystycznej, co ośrodka kultury, w którym działały różne sekcje. Było nawet kino. Zanim powstała samodzielna scena, teatralny ruch amatorski rozwijał się bardzo dobrze. W Płocku występował też zespół Teatru Ziemi Mazowieckiej i Teatru Adekwatnego, a Płockie Towarzystwo Przyjaciół Teatru edukowało przyszłą widownię na tzw. trzeciej scenie Klubu MPiK. – Ówczesny prezydent miasta, Henryk Rybak lubił teatr i postanowił reaktywować tradycje teatralne zawodowej sceny. Już zaczynały chodzić słuchy, że Płock będzie miastem wojewódzkim, więc teatr stanowiłby pewną nobilitację. Miasto porozumiało się z Petrochemią, która zgodziła się oddać„dom kultury”, a sama wzięła Dom Technika, który na początku miał być klubem inżyniera. Budowała go Naczelna Organizacja Techniczna przy współudziale finansowym Petrochemii – mówi Kazimierz Chlebowski.
Zaczął współpracę z teatrem za dyrekcji Jana Skotnickiego, pierwszego dyrektora płockiej sceny. Kierownikiem muzycznym był wtedy Franciszek Barfuss. Kameralne spektakle często wychodziły w miasto i miały premiery poza budynkiem teatru. Tak było choćby z Oskarżonymi Agnieszki Osieckiej i Andrzeja Jareckiego (premiera w 1975 roku). – Rzecz działa się w celi więziennej. Dialogi przeplatano piosenkami. Ilustrowałem teksty, grając na akordeonie i akompaniowałem aktorom podczas śpiewania piosenek. Opracowanie muzyczne spektaklu nie wyglądało tak jak dziś, kiedy przygotowuje się muzykę i nagrywa pełny playback, bo aktor rzadko śpiewa na żywo. Tylko w bardzo dobrze prosperujących teatrach zdarza się jeszcze, że aktorzy śpiewają na żywo z towarzyszeniem akompaniamentu małego zespołu muzycznego. W tych czasach, kiedy ja zaczynałem swoją przygodę z teatrem, było inaczej – opowiada muzyk. Na fortepianie grał też w Kolędnikach Skotnickiego (1975) – przedstawieniu z muzyką Jerzego Satanowskiego i w Dowódco, ucisz bębnów bicie, czyli Śpiewogrze według Brechta (1976). – To była trudna muzyka, bo songi z Opery za trzy grosze nie są łatwe do grania – mówi. W Przeprowadzce Henryka Zawadzkiego (1977) w reżyserii Zygmunta Wojdana wystąpiły dwa fortepiany. Na drugim grał Henryk Barfuss. – Z trudem znajdowaliśmy dwa instrumenty. W mniejszych salach graliśmy na pianinach – wspomina Kazimierz Chlebowski. – Ciekawa sztuka. Akcja działa się w pokoju, w którym stały różne stare komody i szafy. Małżeństwo znudzone sobą opowiadało o swoich przeżyciach. Występowali tam m.in. Jadwiga Bryniarska, Krzysztof Kursa, Jerzy Lipnicki. W 1977 roku odbyła się premiera Bestii i pięknej w reżyserii Krzysztofa Kursy. Muzykę napisał Andrzej Kurylewicz. – W teatrze płockim grało się i gra dużo pozycji dla dzieci. Było sporo dobrych bajek i baśni. Scenografię do Bestii i pięknej robił Adam Kilian, z którym byłem w Paryżu na festiwalu teatrów lalkowych. Spotkaliśmy się, gdy pracowałem w Teatrze Lalka w Warszawie. Paryż to był mój pierwszy wyjazd. Z kolegą skrzypkiem dojechaliśmy jako ostatni, bo większość zespołu przybyła wcześniej. Nam nie dano paszportów na czas. Gdy Kilian przyjechał na miejsce, to się załamał, że mu się nic nie mieści, bo teatrzyk na ulicy Blanche był bardzo mały, a myśmy mieli potężną dekorację. Trzeba ją było zmniejszać. Wszyscy aktorzy pomagali ciąć, a on z przemęczenia wylądował w szpitalu. Był znany ze świetnych dekoracji, które robił w ludowym stylu – wspomina Chlebowski.
Przed premierą Słowika Ernesta Brylla (1979), do którego muzykę napisał Piotr Hertel, a autorem scenografii był również Adam Kilian, potrzebne były ćwiczenia wokalne z aktorami. Prowadzili je Kazimierz Chlebowski i Józef Śledzicki.
– Przygotowanie aktora do śpiewania dzisiaj odbywa się podobnie. Na próbę muzyczną przychodzi na przykład aktorka, która ma się nauczyć piosenek. Niektóre utwory są na tyle znane, że jeżeli aktor ma dobry słuch i poczucie rytmu, nauczy się melodii bardzo szybko. Czasami podpowiadałem wykonanie, ale nie można za bardzo ingerować, bo osoba, która kreuje rolę, ma swoją wizję. Piosenka musi być tak zrobiona, żeby wynikała z możliwości wokalnych i z całej sztuki. Zdarzało się, że aktorki nie były w stanie czegoś zaśpiewać, bo nie odpowiadała im tonacja. Wtedy musiałem szybko przetransponować melodię i uczyliśmy się dalej. To jest praca o tyle trudna, że aktor nieraz jeszcze się nie nauczy, a już chce piosenkę interpretować – opowiada Chlebowski. – W wielu spektaklach graliśmy z kolegami na żywo. Często zdarzało się, że akompaniowałem sam. To wynikało głównie z braku pieniędzy na większą grupę muzyków zawodowych. Muzyka na żywo ma te zalety, że jeśli aktor z różnych przyczyn wejdzie za wcześnie albo za późno, to akompaniator go zawsze „złapie”. Taśma jest bezlitosna. Kończy się tekst na scenie, akustyk wciska guzik i muzyka idzie. Nie ma przeproś. Aktor musi śpiewać, czy mu się podoba, czy nie – podsumowuje.
W 1979 roku teatr wystawił Szalony dzień, czyli wesele Figara, do którego Kazimierz Chlebowski przygotowywał aktorów wokalnie. W roku 1982 odbyła się premiera Moralności pani Dulskiej w reżyserii Andrzeja Marii Marczewskiego. W roli Dulskiej gościnnie wystąpiła Hanka Bielicka. – Robiłem muzykę głównie fortepianową. W sztuce panienki od czasu do czasu podchodziły do fortepianu i ćwiczyły. Jedna grała lepiej, druga gorzej, ale starały się tam coś zagrać. Musiałem dopasować poziom, bo to przecież były amatorki, ale do dobrego tonu należało, że panny uczyły się gry na pianinie – mówi.
Przez jakiś czas przy teatrze działał też kabaret Pro, któremu przewodzili Nina Skołuba i Jan Uryga. Teksty napisał Andrzej Waligórski, a muzykę – Katarzyna Gaertner.
– Tam bawiłem się trochę jako kompozytor, bo do kilku tekstów to ja napisałem muzykę – opowiada Kazimierz Chlebowski. – Kabaret bardzo się podobał. Próby mieliśmy w maleńkiej salce, nad Wisłą, gdzie był swego czasu Miejski Dom Kultury. Pokazaliśmy ten program też w Toruniu, w Teatrze Lalki. Ludzie zaśmiewali się do łez. Teksty były na tamte czasy odważne politycznie. Waligórski miał dobre, ostre pióro. Cenzura jakoś to puściła. W jednym z programów akcja działa się na Kasjopei, w czasach starożytnych. Na scenie pierwszy pojawiałem się ja. Wprowadzałem publiczność w temat, a potem siadałem do pianina. To był pierwszy kabaret na scenie zawodowej. W teatrze zdarzały się różne realizacje. Do jednej ze sztuk potrzebny był potężny chór. – Aktorów było za mało, głosy średnie, więc stwierdziłem, że to za słaby chór. Dyrektor Marek Mokrowiecki wpadł na znakomity pomysł. Gdy przyszedłem na próbę, powiedział: „Proszę, ma pan chór”. Ja patrzę, a tam stoi 30 młodych mężczyzn z głosami jak dzwon. Okazało się, że dyrektor zadzwonił do kurii i „wypożyczył” kleryków. Myśmy nagrali to wykonanie – opowiada.
Kazimierz Chlebowski przez wiele lat pracował w Domu Technika. Zajmował się estradą. Potem prowadził kapelę przy Zespole Pieśni i Tańca „Płock”. – Graliśmy bale prawie co sobota. Organizowały je poszczególne wydziały Petrochemii. Zdarzało mi się tam nawet śpiewać, np. z Jackiem Koszewskim. Ze sztuką ludową nie miałem wcześniej kontaktu, więc musiałem się różnych rzeczy nauczyć. Moim znajomym był pan Jan, który długie lata prowadził orkiestrę w „Mazowszu”. Od niego dostałem pierwsze aranżacje na kapelę – dodaje. Swego czasu interesowała go piosenka rosyjska. Przygotowywał wokalistów na festiwale w Zielonej Górze, gdzie zdobyli kilka samowarów. W nagrodę pojechali z koncertami do ZSRR. Pokaźną bibliotekę Kazimierza Chlebowskiego wypełniają nuty dla wszelkiego rodzaju zespołów, piosenki dla dzieci i dla dorosłych, aranżacje znanych tematów i popularnych przebojów. Ostatnio dużą przyjemność sprawiły mu piosenki, które przygotował dla sekcji teatralnej Uniwersytetu Trzeciego Wieku. Big Band przy Płockim Ośrodku Kultury i Sztuki to jego wielka pasja. Tak jak cały jazz.
Lena Szatkowska
fot. archiwum

Reklama

Od jazzu do teatru komentarze opinie

Dodajesz jako: |
Reklama

Ogłoszenia PREMIUM

GRUNT rolny Płock - Podolszyce

GRUNT rolny Płock - Podolszyce, niebudowlany lub zamienię na grunt w Słupnie. 730-570-884.


Zobacz ogłoszenie

Kalendarz

Najbliższe imprezy
Reklama


 Reklama


25 maja 2018 roku weszło w życie Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 roku tzw. RODO. Nowe prawo nakłada na nas obowiązek uzyskania Twojej zgody na przetwarzanie przez nas danych osobowych w plikach cookies

Oświadczam, iż zapoznałem sie z Polityką prywatności i zgadzam się na zapisywanie i przechowywanie w mojej przeglądarce internetowej tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie zaszyfrowanych w nich danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania z innych stron internetowych, serwisów oraz parametrów zapisywanych w plikach cookies w celach marketingowych, w tym na profilowanie i w celach analitycznych przez tp.com.pl, oraz ZAUFANYCH PARTNERÓW.

Administratorzy danych / Podmioty którym powierzenie przetwarzania powierzono

z siedzibą w ,

Cele przetwarzania danych

1.marketing, w tym profilowanie i cele analityczne
2.świadczenie usług drogą elektroniczną
3.dopasowanie treści stron internetowych do preferencji i zainteresowań
4.wykrywanie botów i nadużyć w usługach
5.pomiary statystyczne i udoskonalenie usług (cele analityczne)


Podstawy prawne przetwarzania danych


1.marketing, w tym profilowanie oraz cele analityczne – zgoda
2.świadczenie usług drogą elektroniczną - niezbędność danych do świadczenia usługi
3.pozostałe cele - uzasadniony interes administratora danych


Odbiorcy danych

Podmioty przetwarzające dane na zlecenie administratora danych, w tym podmioty ZAUFANI PARTNERZY, agencje marketingowe oraz podmioty uprawnione do uzyskania danych na podstawie obowiązującego prawa.

Prawa osoby, której dane dotyczą

Prawo żądania sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania danych; prawo wycofania zgody na przetwarzanie danych osobowych. Inne prawa osoby, której dane dotyczą.

Informacje dodatkowe

Więcej o zasadach przetwarzania danych w "Polityce prywatności"