:-( Wygląda na to że masz Adblocka. Utrzymujemy się z reklam żeby móc dostarczyć Ci wiadomości z Twojego regionu za które nie musisz płacić, czy mógłbyś rozważyć jego wyłączenie?

Czerwona chusta w kratę

Teatr, Czerwona chusta kratę - zdjęcie, fotografia
Tygodnik Płocki 04/06/2014 10:03

Na zdjęciu w rodzinnym albumie ojciec trzyma na kolanach nieco spłoszoną dziewczynkę. Obok małej Karoliny – pani, która przed chwilą odbierała kosze kwiatów na scenie i która nie bardzo wie, jak rozmawiać z dziećmi. Usiłuje się jednak do niej uśmiechnąć. Ojciec zwraca się do pani „ciociu”. – Fotografia została zrobiona podczas ostatniego, urodzinowego koncertu Miry Zimińskiej w Płocku. Po uroczystości odwiedziliśmy artystkę za kulisami – wyjaśnia Karolina Burzyńska.
– Wcześniej spotkanie odbyło się w Karolinie. Pani Mira z ojcem długo studiowali wtedy drzewo genealogiczne rodziny. Ojciec konsultował z nią sprawę grobu Burzyńskich na płockim cmentarzu. Pracował wtedy w dziale technicznym płockiego teatru – wspomina. Kiedy rodzice odeszli, ciotka nie zapomniała o Karolinie. Umieściła ją w swoim testamencie, wcześniej podarowała książkę z serdeczną dedykacją. Wśród rodzinnych pamiątek jest też duża, czerwona chusta w kratę.
– Tą chustą pani Mira była okryta w szpitalu, ponieważ nie lubiła bieli. Przekazałam ją Karolinie Burzyńskiej do Płocka – mówi Zdzisława Grąbkowska, jedna z pierwszych mazowszanek. Mira Zimińska-Sygietyńska odchodziła w szpitalu przy Emilii Plater. Miała lepsze i gorsze chwile. Czasem zapadała w śpiączkę, czasem – gdy kogoś nie chciała widzieć lub z nim rozmawiać – udawała, że śpi. Marioli Jopek, która wraz ze Zdzisławą Grąbkowską przy niej czuwała, powiedziała, że chce być pochowana w niebieskiej sukni. Kilka razy zmieniała swoje życzenia. Na temat pogrzebu mówiła zresztą już wcześniej. Gdy umarł Słonimski i spoczął w Laskach, Mira stwierdziła, że jej też się tam podoba. Potem znów chciała być obok Tadeusza. Prosiła, żeby odwiedzać ją na cmentarzu. – Pani Mira miała ogromne wyrzuty sumienia, że zostawiła w Karolinie wszystkie rękopisy Tadeusza Sygietyńskiego. Nigdy nie wydała jego nut. Martwiła się, w czyje ręce wpadną, kto się pod nimi podpisze. Prosiła: – Przysięgnij, że pojedziesz do Karolina – opowiada Zdzisława Grąbkowska. – Pocieszałam ją, że pojedziemy tam razem i wtedy je odzyska. Nie pracowałam przecież w „Mazowszu” już od 20 lat. To, co udało mi się zrobić, to wspólnie z Tadeuszem Suchockim spisać niektóre utwory. Zrobiliśmy pieczątkę: „rękopis Tadeusza Sygietyńskiego”. To było po śmierci Profesora – dodaje. Czy Mira miała świadomość, że odchodzi? – Myślała o pogrzebie. Chciała, żebym wybrała jak najlepsze zdjęcia do prasy. „Zdzicha, la la la” – to były jej ostatnie słowa. Często prosiła o swoje stare piosenki. Ja śpiewałam, a ona już tylko grała je rękami – mówi Zdzisława Grąbkowska.

Perfumy, koturny
i scena

Mira zawsze starannie dobierała sukienki i kapelusze. Mieszkanie na Krakowskim Przedmieściu też urządziła według swojego gustu. W największym pokoju stanął fortepian dla Profesora. Zadbała też o miejsce na jego wspaniały, często powiększający się księgozbiór, który skrywał ciekawą tajemnicę. – Kiedyś za książkami znalazłam mnóstwo flakonów perfum. Powiedziałam o tym pani Mirze. A ona machnęła ręką:
– Zostaw, to Sygietyński dla mnie trzyma, żeby były pod ręką w razie przeprosin. Kiedy zdarzyło się, że za to, że na mnie niesłusznie nakrzyczał na koncercie w Paryżu, i ja dostałam Chanel nr 5. Warto się było gniewać – uśmiecha się Zdzisława Grąbkowska.
Mira miała też mnóstwo butów. Pewnie z każdego wyjazdu „Mazowsza” przywoziła sobie nową parę. – Kiedyś mi powiedziała, że w dzieciństwie, w Płocku, zawsze miała buty z dziurą. Przysięgła sobie, że jak już będzie ją stać, to kupi tyle par, ile zechce. I rzeczywiście kupowała dużo – opowiada Zdzisława Grąbkowska. Na scenę nie zakładała obcasów, ale… koturny. Chciała być wyższa, dlatego chętnie otaczała się niskimi osobami. – Ile ty masz wzrostu? – zapytała mnie kiedyś. Odpowiedziałam, że metr pięćdziesiąt osiem, bo tyle wtedy miałam. Ona westchnęła: – Nie mogę. Miała metr pięćdziesiąt sześć – mówi Zdzisława Grąbkowska. Oglądając fotografie z koncertów zespołu, na których Mira stoi obsypana bukietami kwiatów trudno uwierzyć, że początkowo w ogóle nie wychodziła na scenę. Nie pokazywała się publiczności i dlatego długo nie była znana. – Gdy pisałam korespondencję do prasy z zagranicznych wyjazdów, nigdy nie wiedziałam, co mam napisać o pani Mirze – tłumaczy Zdzisława Grąbkowska. – Publiczność przychodziła za kulisy. Komplementowali Stasia Jopka, że tak pięknie zaśpiewał. On się bał, więc mówił: – To nie ja, to nie ja, to pani Mira. Któregoś razu po koncercie przyszedł jakiś mężczyzna. Zauważył panią Mirę i powiedział: – To pani jeszcze żyje? – A pan żyje? – odparła urażona. W końcu się zdenerwowała i postanowiła, że po koncertach będzie wychodzić na scenę. Był to powrót symboliczny. Może powodowany nostalgią za dawnym życiem popularnej artystki warszawskiej sprzed wojny, która przecież kochała scenę i brawa. Kochała teatr i publiczność.
Po śmierci Tadeusza Sygietyńskiego Mira przestała przyjmować gości. Zostawiła sobie tylko jedną osobę – Stanisławę Perzanowską. Poznała ją w Ateneum. Stefan Jaracz, dla podreperowania budżetu, obsadził wtedy gwiazdę kabaretu w głównej roli w Pannie Maliczewskiej Gabrieli Zapolskiej. Reżyserowała Perzanowska. Jaracz trafił doskonale – spektakl szedł kompletami przez kilka miesięcy. Piszący wówczas recenzje Słonimski odnotował: „Zimińska dała żywą postać w każdym geście. Nie miała jednego martwego momentu na scenie”. Musiała naprawdę dobrze zagrać. W dwa lata później powtórzyła sukces, tym razem jako Juliasiewiczowa w Moralności Pani Dulskiej, którą znów reżyserowała Perzanowska. Później Mira z Jaraczem utworzyli Teatr Aktora. Zimińska wystąpiła w tytułowej roli w komedii Victoriena Sardou Madame Sans Gęne. Jaracz był Napoleonem. Mira wspominała później, że wspaniały twórca, pełen ognia aktor miewał chwile zwątpienia... O jego chorobie alkoholowej taktownie milczała. W trudnych chwilach Perzanowska prosiła ją o pomoc – żeby rozchmurzyć wielkiego Stefana, śpiewając mu jego ulubione podwórkowe piosenki. I znowu Słonimski stwierdził: „Świetna ta artystka, to spec od humoru. Jest nie tylko zabawna i pomysłowa, ale ma w tej roli i wdzięk i sentyment w najlepszym gatunku. Warszawska publiczność każde jej słowo nagradza oklaskami i warto znieść dla niej wszystkie bóle porodowe i cierpienie trzech aktów”.
– Perzanowska opowiadała pani Mirze, co się dzieje w teatrze, znosiła ploteczki. Moja obecność ją peszyła, więc pani Mira prosiła, żebym zostawiała je same. Bardzo lubiła te spotkania. Dzięki nim nadal żyła teatrem – opowiada Zdzisława Grąbkowska. Zimińska nie zapomniała też o innej swojej koleżance – Hance Ordonównie. Gdy „Mazowsze” było w Bejrucie, specjalnie poprosiła w ambasadzie o to, żeby ktoś zawiózł ją na grób Hanki. – Cześć Hanka – powiedziała. Zespół się dziwił, a ona mówiła o Hance Ordonównie zawsze bardzo dobrze – wspomina Grąbkowska. Dzięki Mirze, która zainteresowała sprawą Jerzego Waldorfa, wiele lat później udało się sprowadzić „Ordonkę” do Polski – w 1990 roku spoczęła na Powązkach. W Libanie została pamiątkowa tablica. Mira lubiła Powązki, ale niespecjalnie podobało się jej na Powązkach Wojskowych, gdzie odwiedzała grób męża. Nie była też zadowolona z sąsiedztwa. O Nałkowskiej mówiła: „ta nudziara”. Na Tuwima nie narzekała. Wraz z „Mazowszem” wspierała coroczną kwestę na renowację zabytkowych nagrobków. – Pani Mira była osobą, która pomagała, gdy ktoś był w nieszczęściu. Używała wszystkich swoich wpływów. Kiedyś wysłała mnie z kwiatkami do szpitala do Tadeusza Brezy. Sama już nie mogła iść, a chciała mu zrobić przyjemność. Zaniosłam bukiecik, a on mi napisał: „Pani Zdzisławie Grąbkowskiej dziękuję serdecznie za śliczne kwiatki i prześliczny uśmiech na pięknej pani fotografii. Tadeusz Breza”. Poszłam też w jej imieniu do Stanisławy Perzanowskiej, która wtedy była już w bardzo złej kondycji – opowiada.

Chrzestna Mira i Lord Porucznik

Mira Zimińska kochała przede wszystkim swój zespół. Obowiązkowo zawsze młody i ładny, żeby dobrze wyglądał na scenie. Razem z Sygietyńskim ubóstwiali psy. Suczka Gizela bardzo często towarzyszyła Profesorowi przy fortepianie, gdy komponował. Mira nie lubiła natomiast dzieci. Nie pozwalała rodzicom zabierać maluchów na próby do Karolina. Chociaż, gdy pierwsze mazowszańskie dzieci odrobinkę podrosły, podglądały, co się dzieje na sali prób schowane na strychu. Raz jeden zrobiła wyjątek – w 1972 roku zgodziła się zostać matką chrzestną Ryszarda Grąbkowskiego – syna pani Zdzisławy. Dobrała też sobie bardzo eleganckiego ojca chrzestnego. Został nim lord Herbert Oberon – angielski podporucznik, który walczył w wojsku polskim. Na jedynej pamiątkowej fotografii zrobionej w dniu chrztu chłopca Mira napisała: „Małemu Rysiowi, żeby był grzeczny – chrzestna Mira”. Rysia trzyma w swoich ramionach chrzestny. Mira nachyla się nad chłopcem, ale z bezpiecznej odległości. – Miała piękną biżuterię, wspaniały komplet, który dostała chyba od księcia Lubomirskiego. Oprócz kolczyków i pierścienia był tam różaniec. Wisiał nad łóżkiem. Kiedyś, nie pamiętam, z jakiej okazji, dała mi wieńczący go maleńki krzyżyk. Gdy moja wnuczka szła do Pierwszej Komunii, przekazałam go jej – mówi.
Mira Zimińska-Sygietyńska zmarła 26 stycznia 1997 roku. Pogrzeb odbył się 31 stycznia. Mszę w jej intencji w kościele św. Krzyża celebrował ks. biskup Władysław Miziołek. Irena Santor zaśpiewała Bandoskę. Daniel Zapała zagrał na skrzypcach Ave Maria. Większość zespołu była wtedy na tournée po USA. Mirę pochowano obok męża, w Alei Zasłużonych. Zdzisława Grąbkowska odprowadziła ją do końca – pojechała samochodem przewożącym trumnę. W 2002 roku powstał w Karolinie pomnik Sygietyńskiego, który zaprojektował i wykonał Bohdan Chmielewski. Inicjatorką przedsięwzięcia była „ta mała” – jak nazywał ją Profesor. Na budowę dołożyli się wychowankowie Sygietyńskiego. Dziennikarz radiowy Ryszard Matul przekazał swoje honorarium. Po kilkunastu latach upamiętniona zostanie także pani Mira. Honorowa Obywatelka Miasta Płocka z parasolką i bukietem kwiatów będzie przechadzać się ulicą Tumską.
Lena Szatkowska
fot. Jan Waćkowski

Reklama

Czerwona chusta w kratę komentarze opinie

Dodajesz jako: |
Reklama

Ogłoszenia PREMIUM

Chcesz coś sprzedać lub kupić, oferujesz usługi, szukasz pracownika lub pracy?

Dodaj swoje drobne ogłoszenie w naszym serwisie. Zapraszamy!

Dodaj ogłoszenie
Reklama


 Reklama


25 maja 2018 roku weszło w życie Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 roku tzw. RODO. Nowe prawo nakłada na nas obowiązek uzyskania Twojej zgody na przetwarzanie przez nas danych osobowych w plikach cookies

Oświadczam, iż zapoznałem sie z Polityką prywatności i zgadzam się na zapisywanie i przechowywanie w mojej przeglądarce internetowej tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie zaszyfrowanych w nich danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania z innych stron internetowych, serwisów oraz parametrów zapisywanych w plikach cookies w celach marketingowych, w tym na profilowanie i w celach analitycznych przez tp.com.pl, oraz ZAUFANYCH PARTNERÓW.

Administratorzy danych / Podmioty którym powierzenie przetwarzania powierzono

z siedzibą w ,

Cele przetwarzania danych

1.marketing, w tym profilowanie i cele analityczne
2.świadczenie usług drogą elektroniczną
3.dopasowanie treści stron internetowych do preferencji i zainteresowań
4.wykrywanie botów i nadużyć w usługach
5.pomiary statystyczne i udoskonalenie usług (cele analityczne)


Podstawy prawne przetwarzania danych


1.marketing, w tym profilowanie oraz cele analityczne – zgoda
2.świadczenie usług drogą elektroniczną - niezbędność danych do świadczenia usługi
3.pozostałe cele - uzasadniony interes administratora danych


Odbiorcy danych

Podmioty przetwarzające dane na zlecenie administratora danych, w tym podmioty ZAUFANI PARTNERZY, agencje marketingowe oraz podmioty uprawnione do uzyskania danych na podstawie obowiązującego prawa.

Prawa osoby, której dane dotyczą

Prawo żądania sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania danych; prawo wycofania zgody na przetwarzanie danych osobowych. Inne prawa osoby, której dane dotyczą.

Informacje dodatkowe

Więcej o zasadach przetwarzania danych w "Polityce prywatności"